Nie wiem, czy Hubertowi wystarczy zdrowia…
Rozmowa z Wojciechem Fibakiem, pierwszym Polakiem w Top 10 tenisistów na świecie
Hubert Hurkacz był bliski wygrania turnieju w Genewie, ale zaraz potem wycofał się z rywalizacji w tym sezonie. Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus
Jak słucham pana komentarzy, to zdaje się, że bardziej od Sinnera ceni pan Alcaraza…
- Trudno mi się zgodzić, że wyróżniam jednego z nich. Alcaraz na pewno jest ciekawszym graczem, ma swobodę gry, talent, nie jest taki mechaniczny. To bardziej artysta, przypomina w tym z dawnych czasów Kena Rosewalla czy Adriano Panattę. Sinner to maszyna do wygrywania, ale to nie odbiera mu wielkości i mojego szacunku dla Włocha. Podziwiam jednego i drugiego. Podobnie było z „artystą” Rogerem Federerem i „maszyną” Rafaelem Nadalem - obaj to wspaniali gracze. Albo z moich czasów z rywalizacją Johna McEnroe, o którym się mówiło, że to największy talent w historii, z Bjoernem Borgiem, który był bardziej „wyuczony”.
ATP Finals w Turynie wygrał jednak Sinner, który obronił tytuł.
- Włoch grał u siebie i na twardym korcie w hali, gdzie czuje się najlepiej, to jego matecznik. Alcaraz pod dachem nie osiąga takich sukcesów, nie ma takich warunków fizycznych, jak Sinner, na szczęście tenis nie dyskryminuje niższych. Najważniejsza jest głowa i nogi, szybkość poruszania, a Alcaraz jest najszybszy.
Mówi się, że ten duet zdominuje rywalizację w męskim tenisie na lata. Za ich plecami już przepaść…
- Chyba faktycznie zapowiada się to na dłuższą przygodę z udziałem tych dwojga. Tym bardziej, że reszta stawki przeżywa wyraźny regres formy i repertuaru. Hiszpan i Włoch uciekli, pozostali są w tyle. Dziwnie się to ułożyło, zwykle gwiazdorzy ciągną za sobą pozostałych, a tu Zverev, Fritz, Rublow jakby zatrzymali się w rozwoju.
Novak Djoković u znanego dziennikarza Piersa Morgana powiedział, że za Sinnerem długo jeszcze ciągnąć się będzie niewyjaśniona do końca sprawa dopingu - clostebolu, który rzekomo wtarł mu w skórę fizjoterapeuta, używając niedozwolonej maści…
- Nie podobało mi się to, co Novak mówił o Sinnerze, to było nieładne, sprawa jest wyjaśniona, to był niefortunny przypadek. Generalnie to wspaniałe, że w osobach Jannika i Carlosa tenis ma takich ambasadorów - dobrze wychowanych, grzecznych, sportowców z wielką klasą i wzajemnym szacunkiem, mogących być wzorem pod każdym względem, trochę inaczej niż w moich czasach... Podobni byli w tym szacunku Federer i Nadal. Od razu myślę tu o Hubercie…
No właśnie, Hurkacz od półtora roku notuje regres, wypadł nie tylko z Top 10, ale spadł do ósmej dziesiątki, nie grał ostatnie pół roku. Pozbiera się jeszcze?
- Kiedyś wydawało się, że Hubert ma większy talent od Sinnera, Aliassime’a czy Rublowa. Dopiero Alcaraz przebił go w swoistej łatwości zdobywania punktów, wygrywania. Hurkacz jest moim ulubieńcem z wielu względów, za postawę na korcie i poza nim. Jest tytanem pracy, wzorem profesjonalizmu, ale nie wiem, czy to wystarczy, żeby dogonić światową czołówkę. Z jego otoczenia docierają oszczędne wiadomości. Nie zdecydował się na radykalny ruch, poważną operację, a po pechowych medycznych decyzjach - mówiąc oględnie, bo przed igrzyskami w Paryżu i po nich podjął decyzje złe - trudno dziś przewidzieć, czy zdrowie mu pozwoli wrócić do wielkiej formy.
A czy obstawiłby pan, że „Djoko” - o 15 lat starszy od Alcaraza i Sinnera - sięgnie jeszcze w przyszłości po rekordowego, 25. Wielkiego Szlema?
- Chyba już nie. Sam jest tego świadomy, że wygrać dwutygodniowy turniej będzie mu trudno. Jasne, pokonał Alcaraza w finale olimpijskim w Paryżu, ale to były dwa sety - zacięte - ale tylko dwa, w Wielkim Szlemie może potrzebować cztero albo i pięciosetówki. Te mniejsze imprezy - jak Ateny czy Genewa, gdzie pokonał w finale Hurkacza - może i tak, zwłaszcza że - jak mówiliśmy - czołówka przeżywa regres. Serb ma na koncie 101 tytułów, może podgoni Federera, który wygrał 103 turnieje, ale 108 Jimmy Connorsa to już chyba za wysokie progi.
A gdzie jest sufit Kamila Majchrzaka, który w tym roku przebił się do siódmej dziesiątki na świecie?
- Pierwsza 50 na pewno, 40 chyba też, może nawet Top 30. Kamil to olbrzymi talent, pracuś, walczak - powiedziałem to kiedyś również o Magdalenie Fręch, która była już blisko Top 20, ostatni sezon miała słabszy, ale wcale niewykluczone, że w kolejnym może się podnieść, bo żeński tenis jest nieprzewidywalny.
Wojciech Fibak
