Nie porównujcie go do Papszuna!
Rozmowa z Markiem Koźmińskim, srebrnym medalistą igrzysk w Barcelonie, który dziesięć lat spędził na włoskich boiskach
Głowa w górę, rób swoje – mówi nasz ekspert do Łukasza Tomczyka, trenera Rakowa. Fot. Tomasz Folta/PressFocus
Zaskoczył pana dwumecz Jagiellonii z Fiorentiną?
- Niekoniecznie. Fiorentina to nie jest dziś potęga we włoskim futbolu; to drużyna, która broni się przed spadkiem, więc nie demonizujmy drużyn z dołu tabeli Serie A. Jagiellonia przegrała pierwszy mecz u siebie przez epizod i pewną bojaźń przed renomowanym przeciwnikiem, po czym na wyjeździe dziewiętnastolatek strzelił Włochom trzy bramki! To nie jest drużyna pokroju Interu, Milanu, Napoli czy Juventusu. To jest drużyna, która posiada w składzie niezłych piłkarzy, ale będąca w ogromnym kryzysie.
Zawsze to jednak reprezentant Serie A!
- Kiedyś to była najsilniejsza liga świata, dzisiaj na pewno ustępuje i Premier League, i La Lidze. Już od wielu, wielu lat to nie jest chyba nawet pierwsza trójka w Europie.
Kiedy jednak spojrzy się np. na portal „transfermakt”, to tam kadra Fiorentiny jest wyceniana sześciokrotnie więcej niż kadra Rakowa. Czy faktycznie „Viola” jest sześć razy lepsza?
- Ależ skąd! Zawsze piłkarz, kimkolwiek by był, będzie wyceniany wyżej, jeśli gra Serie A, a nie w naszej ekstraklasie. Ten sam zawodnik w barwach Interu czy choćby Fiorentiny będzie w takiej wycenie więcej wart niż w koszulce Rakowa. Owszem, pieniądze w piłce są potrzebne, ale pieniądze nie grają. Jeżeli chce pan zapytać, czy Fiorentina będzie w dwumeczu faworytem, to odpowiem „tak”. Ale jeżeli równocześnie zapyta pan, czy Raków ma szansę na wyrównaną walkę, to odpowiedź również brzmi „tak”.
Skąd podstawy do takiej – optymistycznej dla Częstochowian – prognozy?
- Fiorentina posiada lepszych zawodników niż Raków i pewnie na dystansie całego sezonu, w rywalizacji ligowej, uplasowałaby się wyżej, ale – po pierwsze – to są puchary i to są tylko dwa mecze; więc decydować może dyspozycja w tym momencie sezonu, a nawet dyspozycja dnia. Po drugie - Fiorentina w Serie A cały czas walczy, żeby uciec spod gilotyny. W tym momencie ma punkt czy dwa przewagi nad strefą spadkową, ale przez długi czas się w niej plasowała. Kto więc może mieć odrobinę przewagi mentalnej: zespół walczący o pozostanie w Serie A czy o mistrzostwo w ekstraklasie? No i element trzeci: kalendarz. Nie pamiętam w tym momencie, z kim zespół z Florencji zagrać ma w weekend...
…z Cremonese!
- Ano widzi pan – czyli z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie! Włosi będą mieć od w głowie myśl, że to niedzielny mecz będzie tym, w którym punkty liczyć się będą już nawet nie razy dwa, a razy trzy! Przypomnę, że wchodzimy w najgorętszy okres wiosny. Nie chodzi wyłącznie o ligę, ale i o przerwę reprezentacyjną, z meczami barażowymi o mundial. Nie zakładam, że Fiorentina zagra rezerwowym składem – zresztą cóż to jest „skład rezerwowy”, gdy się ma tak długą i wyrównaną ławkę; ale może ten i ów będzie oszczędzany? I jest jeszcze jeden czynnik, rzadko brany pod uwagę.
Mianowicie?
- W czwartek we Florencji będzie 20 stopni ciepła, ale w rewanżu za tydzień temperatura może oscylować wokół zera i może sypać... śnieg. To wszystko może mieć wpływ na rywalizację, nie mówiąc o tym, że dziś dystans między ligami z TOP 5 i tymi kolejnymi jednak się zmniejsza. Dzisiejsza piłka jest bardzo fizyczna, wymagająca biegania. Piłkarsko mogę być słabszy, ale jeśli jestem w lepszej formie fizycznej, lepiej przygotowany, lepiej biegam, to mogę tę różnicę nadrobić.
Włosi mają drużyny w Lidze Mistrzów i Lidze Europy, czy więc ewentualny triumf Fiorentiny w Lidze Konferencji miałby znaczenie? Zostałby zauważony?
- Myślę, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat Fiorentina będzie mieć problem, by się do Ligi Mistrzów czy Ligi Europy załapać. Być może jesienne granie w Conference League nie budziło wśród kibiców wielkich emocji, ale teraz, gdy zespół jest już tak daleko, czują ten prestiż, a w klubie czują też pieniądze do zgarnięcia! Być może jest to europejski puchar dla „trzeciego garnituru”, ale... każdy chciałby ten garnitur założyć!
Czy w Rakowie widzi pan już „piętno Łukasza Tomczyka” na drużynie zbudowanej przez Marka Papszuna?
- Zawsze unikam tego typu porównań. Oczywiście trudno zapomnieć o ciężkiej pracy – wybitnej – jaką przez lata włożył w klub Marek Papszun, ale każde takie porównanie jest bardzo uciążliwe dla jego następcy, wręcz robi się mu krzywdę, odwołując się do przeszłości. Trener Papszun zostawił mu wielkie pokłady i możliwości startowe, owszem, ale Łukasz Tomczyk pracuje już na swoje. Zapracował na to, żeby spróbować czegoś innego, żeby się zmierzyć z inną, trudniejszą okolicznością sportową. Dajmy mu więc na starcie trochę spokoju. Oceńmy go za rok. Na marginesie: tak samo patrzę na Łukasza Piszczka. Na początku wszyscy go wychwalali, nawet do sztabu reprezentacji wsadzali, a teraz – łatwo i dosadnie zgnoili. Popełnił błędy, ale kto ich nie popełnia?
Atut Rakowa?
- Potrafi zagrać naprawdę dobrze. Na tyle, żeby – jak Jagiellonia – wygrać we Florencji.
Słaba strona?
- Chimeryczność – jak każdej drużyny w ekstraklasie. To zatrważająca cecha. Wspomniana Jaga wygrywa z Fiorentiną, a tydzień później przegrywa bezdyskusyjnie w Gdańsku. Raków też ma takie wahnięcia formy.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Zdaniem Marka Koźmińskiego, Raków może dziś wygrać we Florencji. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Liga Konferencji – 1/8 finału
◼ Fiorentina – Raków Częstochowa
Czwartek, 21.00 – Polsat Sport 1
