Nie mogę w to uwierzyć
Rozmowa z Sylwestrem Kurkiem, prezesem klubu Florian Brasil Czekanów
Wiele w futbolowym życiu widziałem, ale ta historia mnie zdumiewa. Pokazuje, że pasja może zaprowadzić bardzo daleko. W malutkim Czekanowie powstał i zaczął rosnąć klub o nazwie Brasil. Wnuk Pelego tak się tym zachwycił, że... zaprosił pana do Brazylii! No i jest pan na miejscu! Jak to możliwe?
- Dopiero dociera do mnie gdzie jesteśmy, z kim się spotkamy, co będziemy tu robić... Wciąż jeszcze trochę nie wierzę w to wszystko. Tak naprawdę o tym nawet nie marzyłem - ani w snach, ani w opowieściach. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Cała historia rodziła się powoli... Zaczęła się sześć lat temu, kiedy powstawał klub. Wtedy marzyłem po prostu, żeby Czekanów odwiedził jakiś Brazylijczyk. Jakiś piłkarz, a jeśli nie - to po prostu zwykły obywatel. Od dziecka jestem brazylijskim futbolem zafascynowany. Los tak zrządził, że na turnieju w Głuchołazach poznałem opiekuna innej dziecięcej grupy piłkarzy. Brazylijczyk Welsam Macedo prowadził wtedy Włókniarza Pabianice, a ja - Gwarka Tarnowskie Góry. Zaczęliśmy rozmawiać, usiedliśmy przy kawie i okazało się, że mamy mnóstwo wspólnych tematów. Mnóstwo opowieści, mnóstwo historii... Brakło nam czasu, żeby podczas turnieju to wszystko omówić (śmiech). Opowiadałem mu o dzieciństwie, o tym, jak fascynowałem się brazylijską piłką, o fantastycznej drużynie z mundialu w 1982 roku. Uwielbiałem ich! Socrates, Falcao, Zico, Eder... Cóż za piłkarze! Pokój, w którym jako dzieciak mieszkałem z braćmi, cały był wymalowany w brazylijskie, żółto-niebieskie barwy. To była przyjazna rozmowa między ludźmi, których połączyła piłka i... Brazylia. Po turnieju kontakt między nami pozostał. Zaczęliśmy się odwiedzać, spotykać całymi rodzinami.
Zaprzyjaźniliście się?
- Owszem. Kiedy otwierałem klub, poprosiłem Welsama o pomoc w rozpisaniu programu szkolenia dzieci. Wymyśliłem sobie, że będziemy to robić jak w Brazylii. "Welsam, pokaż mi to, spisz mi to, nagraj mi to. Chciałbym się inspirować tym, co odczułeś, a na co ja, z obiektywnych powodów, nie miałem szans" - mówiłem mu. Choć przecież wiem, jak to wyglądało: też wychowywałem się na podwórkach, też grałem na ulicy dwóch na dwóch, czy jeden na jednego. "Przeanalizujemy twoje plany i spróbujemy wdrożyć u siebie" - dodawałem. Wiedziałem, że to nie będzie to kalka jeden do jednego; nie ma takiej możliwości, bo jest inna mentalność, inne podejście, inne wszystko. Chciałem to jedna połączyć, nabrać inspiracji. Mój zięć, Piotrek Ibrom, który jest koordynatorem projektu, spisał to wszystko. Akurat szalał covid, mieliśmy na to czas. Uznaliśmy, że dla nas liczy się każda jednostka, każde dziecko. Że pełen luz, który dajemy szkolonym dzieciom, jest najważniejszy. Nie są na nie nakładane jakiekolwiek ograniczenia wynikające z taktyki. Uznajemy, że ta zabija u dzieci kreatywność. Nam chodzi o zabawę, radość z gry. Uważam, że luz w grze na wczesnym etapie rozwoju piłkarskiego wyzwala finezję, którą u brazylijskich piłkarzy podziwia potem cały świat. Wzorem stała się dla mnie piłka uliczna właśnie z Brazylii. Gra się w nią na potęgę w tamtejszych fawelach. Na presję związaną z wynikiem przyjdzie czas później.
Kiedy układaliście plan działania nie było jednak wówczas jeszcze myśli o wyjeździe do Brazylii. Wiele zmienił niedawny Ronaldinho Show na Stadionie Śląskim.
- Skontaktowałem się z organizatorami, przedstawiłem się. Opowiedziałem o pasji, o tym, że prowadzę klub piłkarski, o miłości do brazylijskiego futbolu. Zapytałem, czy są zainteresowani współpracą przy tym wydarzeniu. Spotkaliśmy, stwierdzili, że jesteśmy jedynym klubem w Polsce o takiej nazwie. Wprowadzili mnie do zespołu, zaproponowali, żebym zaopiekował się reprezentacją Brazylii w Polsce jako menedżer. Wiedziałem więc, że będę miał dostęp do tych piłkarzy, że będą miał wpływ na ich pobyt u nas. Poprosiłem Welsama o wsparcie. Ja byłem menedżerem na papierze, a całą robotę wykonał on. Przyznał, że to dla niego przyjemność. Nie spotkało go to w Brazylii, ale teraz mógł poznać te wszystkie sławy. Edmilson, Andre Santos, Anderson Polga - fantastyczni piłkarze. Uznałem, że muszą zobaczyć Pele Arenę w Czekanowie. Podjechał więc do nas autobus z reprezentacją Brazylii - z wyjątkiem Ronaldinho. Byli za to jego syn i brat. Nie rozgłaszałem tego jednak, trochę się bałem. Bałem się tego, że nie poradzę sobie z natłokiem kibiców, samochodów, to mała miejscowość, malutki stadion. Poza tym i tak nikt by mi w to nie uwierzył. 90 procent ludzi mi w to nie uwierzyło. Jak?! W Czekanowie mistrzowie świata?! To się jednak wydarzyło. To były jednak niezapomniane chwile. W autobusie, w drodze do Czekanowa, podchodzi do mnie Amaral (były piłkarz m.in. Palmeiras, Corinthians, Parmy, Benfiki, Fiorentiny i Pogoni Szczecin - przyp.aut.) i mówi: "ktoś do ciebie, chcesz pogadać?" Podał mi telefon. To był... Roberto Carlos. Welsam, który był obok, tłumaczył naszą rozmowę. Widziałem Roberto Carlosa, gadał z nami leżąc na łóżku. Mistrz świata wiedział o naszym klubie, życzył mi powodzenia. Przeszły mnie ciarki, mówiłem sobie w duchu, że to niemożliwe!
A jednak!
- Amaral w tym momencie wygrał... 50 euro. Założył się bowiem, że kolegą, który siedział w autokarze obok, że Roberto Carlos odbierze, a w Brazylii było w tym czasie dosyć wcześnie, 8 rano. Po wygraniu zakładu rozochocił się. Zaraz potem założył się więc, tym razem już o 100 euro i znowu wygrał, a ja na tym skorzystałem. Po chwili podszedł bowiem do mnie, mając tym razem w telefonie na wizji... Rivaldo. Łzy mi poszły, nie wytrzymałem. Podziwiałem tych piłkarzy kiedy zostawali mistrzami świata w 2002 roku! Kiedy byliśmy już w Czekanowie, łzy znów mi leciały jak grochy. Edmilson też się wzruszył. Wziął mnie na bok. "Jest do ciebie telefon". To był Gabriel, wnuk Pelego, któremu zdążyli wszystko o naszym klubie opowiedzieć. Gabriel serdecznie mi dziękował, że w Polsce istnieje coś takiego, jak Pele Arena. Stwierdził, że jest wzruszony, ale prosił, żeby mi przekazać koszulkę z wizerunkiem dziadka (Sylwester Kurek pozuje w niej do zdjęcia - przyp. aut.) i spytał, czy przyjmę zaproszenie do Brazylii, bo chciałby mnie poznać, gościć. Oczywiście zgodziłem się, ale nie wierzyłem, że to może się udać. Welsam rozmawiał jednak z Gabrielem i wszystko potwierdził. Podobnie jak Mario Fischer, przyjaciel Gabriela, od którego dostałem tę koszulkę. W imieniu Gabriela jeszcze raz zaprosił mnie do Brazylii. Mielibyśmy spotkać się z rodziną Pelego, zjeść z nią obiad. Pójść do muzeum, a z loży rodzinnej "Króla futbolu" obejrzeć mecz Santosu. Dostałbym także koszulkę, którą - jeśli tylko będzie taka możliwość - wręczyłby mi zaprzyjaźniony z rodziną Pelego najlepszy gracz Santosu - Neymar. Neymar! Mario Fischer pytał mnie nawet, którą koszulkę Pelego chciałbym - z reprezentacji czy z Santosu. Odpowiedziałem, że tę drugą: koszulka Santosu u nas to rzadkość. Będzie też okazja spotkać się z Rogerem Guerreiro, byłym reprezentantem Polski, który również zaprasza do siebie. Prowadzi tam własną szkółkę, będzie więc okazja podpatrzyć i skorzystać z jego doświadczeń. Chciałbym, żeby przydały nam się w Czekanowie. W planach jest też spotkanie z gwiazdą futsalu - Falcao. Nie do końca mogłem uwierzyć, że to się dzieje. Do momentu, gdy wszystkiego nie potwierdził mi Welsam. Cieszę się, że i on jest z nami, choć początkowo wydawało się, że nie będzie mógł polecieć. Chcę to przeżyć z kimś, wspólnie.
Jest mi miło, że również dostałem zaproszenie. Lecę z wami i na łamach "Sportu" będę mógł relacjonował wasz, nasz pobyt w Brazylii.
- Cieszę się. Te przeżycia zostaną ze mną, tych relacji nikt mi już nie zabierze, to zostanie uwiecznione w "Sporcie" i będę miał pamiątkę na zawsze. Do śmierci będę mógł się cieszyć, że coś takiego przeżyłem. Ale i wcześniej będziemy mogli razem usiąść na plaży w Santosie wieczorem każdego dnia, pośmiać się, przeżywać i wspominać to wszystko, co zdarzyło się każdego dnia podczas tego niezwykłego pobytu.
rozmawiał Paweł Czado
NA WZÓR BRAZYLIJSKI
Bazą Sylwestra Kurka jest Uczniowski Klub Sportowy Brasil. Funkcjonuje w nim kilka drużyn. Klub bazę ma w Czekanowie. To wieś w powiecie tarnogórskim, położona na północ od Gliwic i Zabrza. Sześć lat temu Sylwester Kurek trafił tam na zaniedbane boisko, wówczas jeszcze niepełnowymiarowe. Od razu wiedział, że to jest miejsce dla jego klubu. Z pomocą działaczy Śląskiego Związku Piłki Nożnej wydzierżawił boisko i dopiął swego. Zaczęły pojawiać się dzieci, a w uporządkowaniu terenu zaczęli pomagać mu mieszkańcy. Na wzór brazylijski stara się on dać szansę każdemu dziecku, niezależnie od możliwości finansowych jego rodziców. Organizuje również darmowe zajęcia dla dzieci z niepełnosprawnościami. Wspomagają go w tym sponsorzy, których udało mu się pozyskać. Skończył kursy trenerskie, najpierw UEFA B, potem UEFA A. Prowadzi więc również w rozgrywkach C-klasy drużynę seniorów. Chcieli tego mieszkańcy Czekanowa.
