Nie mieliśmy słabych punktów
Rozmowa z Kamilem Semeniukiem, przyjmującym Sir Sicoma Monini Perugia i reprezentacji Polski
Kamil Semeniuk po meczu był rozchwytywany przez dziennikarzy. Fot. cev.eu
- Byliśmy kompletną drużyną bez słabych punktów. OK, nie wygraliśmy Pucharu Włoch, tam nam się powinęła noga, ale potrafiliśmy wyjść z tego. Wróciliśmy na swoje tory, chłopaki otrząsnęli się po kontuzjach, jak choćby Agustin Loser, który potem grał fenomenalnie. Chapeau bas dla niego, bo naprawdę miał ciężką kontuzję. Po prostu byliśmy naprawdę kompletną drużyną bez słabych punktów, co pokazaliśmy podczas turnieju w Turynie.
Spodziewał się pan, że finał będzie aż tak jednostronny? Oprócz pierwszej, wyrównanej partii, dwie kolejne wygraliście odpowiednio do 18 i 15. To była przepaść.
- Nie spodziewałem się, że ten finał aż tak potoczy się po naszej myśli. Tak jak wcześniej powiedziałem - pokazaliśmy klasę i jak mocną drużyną jesteśmy. Po pierwszym secie, który był zacięty i mógł się rozstrzygnąć w obie strony, rywale nic więcej już nie pokazali. Potem kontynuowaliśmy naszą grę. Zespół z Zawiercia chciał trochę zaryzykować i pokazywać trochę inne rozwiązania na boisku, ale to mu się nie udało.
W ubiegłym sezonie z Perugią także sięgnął pan po Puchar Europy, ale aż takiej radości jak w Turynie nie było. Co się zmieniło?
- Jestem bardzo szczęśliwy, bo naprawdę dużo dla mnie znaczy to zwycięstwo. W zeszłym roku wygraliśmy na polskiej ziemi i było fantastycznie, ale wtedy byłem rezerwowym i patrzyłem na wydarzenia na parkiecie z boku. Bardzo czekałem na to, aby wygrać Ligę Mistrzów dla Perugii, będąc czynnym zawodnikiem na boisku. To zupełnie co innego, gdy przyczyniasz się do triumfu własnymi rękami. W końcu się to udało. Wygraliśmy z dwoma drużynami polskimi, więc to też jest coś fantastycznego.
Dla pana to już czwarty triumf w Lidze Mistrzów. Tylko Wilfredo Leon może pochwalić się takim samym osiągnięciem (wygrywał LM w latach 2015-18 w barwach Zenita Kazań – przyp. red.).
- Fajnie być w takim doborowym towarzystwie.
Teraz wakacje, a potem zgrupowanie kadry. Kiedy dołączy pan do reprezentacji Polski?
- Początkowo miałem mieć trzy tygodnie wolnego, ale trener Nikola Grbić (szkoleniowiec reprezentacji Polski – przyp. red.) dał mi wolny jeszcze kolejny tydzień. Już nie mogę się doczekać wyjazdu z żoną na wakacje. Położę się na leżaczku i sobie pomyślę, co się udało w tym sezonie osiągnąć.
