Nie ma pomysłu
55-letni Słoweniec nie dokończył swojej pracy zaplanowanej w Śląsku do 30 czerwca 2028 roku.
Przecież ja nic nie zrobiłem – wydaje się mówić Ante Simundza. No i właśnie o to chodzi... Fot. Press Focus/ Ireneusz Wnuk
Ante Simundza nie jest już trenerem Śląska. Lont tlił się od dawna, bo najpierw Wrocławianie przegrali pięć spotkań z rzędu, ale wygrana z Wieczystą podziałała jak kropla wody wylana na przemieszczającą się iskrę. Tylko na moment w stolicy Dolnego Śląska zrobiło się spokojnie, ale po pucharowej porażce w Opolu znowu stało się jasne, że 55-letni Słoweniec siedzi na beczce prochu. Nic więc dziwnego, że po przegranej w Radomiu nastąpiła eksplozja.
Podsumujmy. Pracując od 24 grudnia 2024 roku we Wrocławiu Simundza poprowadził zespół w 68 spotkaniach. Przejął zespół na 18. miejscu w ekstraklasie i wiosną 2025 roku poprowadził Wrocławian do pięciu zwycięstw i pięciu remisów, co przy sześciu porażkach – mimo 12. pozycji w tabeli wiosny – sprawiło, że Śląsk na mecie sezonu był 17. i spadł do I ligi.
Radość trwała krótko
Zapowiedź szybkiego powrotu do ekstraklasy została wprawdzie zrealizowana, ale dodajmy, że po rundzie jesiennej w ubiegłym roku Śląsk był dopiero 6. ze stratą 13 punktów do liderującej Wisły. Wiosną jednak Simundzy nie tylko udało się zmniejszyć dystans do Białej Gwiazdy, ale przede wszystkim zajęcie 2. miejsca sprawiło, że na stadion Tarczyński Arena znowu zawitały najmocniejsze zespoły naszego kraju.
Radość trwała jednak krótko. Po zwycięskiej inauguracji sezonu na własnym boisku, czyli pokonaniu w 2. kolejce Rakowa, nastąpiła seria aż dziewięciu spotkań bez zwycięstwa! Po 13 kolejkach Simundza miał bilans dwa zwycięstwa, trzy remisy i osiem porażek, ale przede wszystkim nie miał pomysłu na wyciągnięcie Śląska ze strefy spadkowej.
Poziom spadł
– Trudno coś powiedzieć po takim meczu – stwierdził po porażce z Radomiakiem wtedy jeszcze trener Śląska. – Przez 40 minut byliśmy na dobrym poziomie. W doliczonych 10 minutach pierwszej połowy mieliśmy trochę problemów. Po stracie drugiej bramki na początku drugiej połowy nasz poziom spadł. Dlaczego? Bo nie wierzyliśmy jako drużyna, że jesteśmy w stanie strzelić dwa gole, żeby wygrać.
Padły co prawda jeszcze słowa o tym, że ta drużyna ma jakość, żeby zostać w ekstraklasie, ale o pokazanie tej jakości będzie się już starał inny szkoleniowiec. Razem z trenerem swój gabinet opuścił też dyrektor sportowy Rafał Grodzicki.
Vuković na tapecie
Na razie trenera, który pracując we Wrocławiu 678 dni, zdobył ze Śląskiem 100 punktów (średnia 1,47), zastąpił jego asystent Toni Golem. Prezes Remigiusz Jezierski, choć wierzy w trenerskie umiejętności 44-letniego Chorwata, to szuka dalej.
Wprawdzie pojawiła się plotka – szybko zdementowana – o Czesławie Michniewiczu, ale za to coraz głośniej mówi się o Aleksandarze Vukoviciu. W kontekście najbliższego meczu Wrocławian z Piastem Gliwice dodaje to kandydaturze doskonale znanego w Polsce Serba dodatkowego uroku. Jednak oficjalnie jeszcze nic nie zostało potwierdzone.
Jerzy Dusik
