Nie ma na co czekać
Po kontuzji Kamila Grabary Juventus zaczyna się rozglądać za dostępnymi opcjami.
Neto był w Juventusie w latach 2015-2017. Fot. Agif/SIPA USA/ Press Focus
WŁOCHY
Niełatwy czas ma za sobą Kamil Grabara. Polak spadł z Bundesligi z Wolfsburgiem, przez długie tygodnie nie mógł znaleźć nowego klubu, a gdy zgłosił się do niego Juventus, to szybko usłyszał diagnozę, która niemal przekreśla jego przyszłość w Turynie…
Kulisy kontuzji
27-latek trafił na Półwysep Apeniński na wypożyczenie z opcją wykupu. W poprzedni czwartek zadebiutował w barwach Bianconerich w wygranym 5:0 spotkaniu Ligi Europy przeciwko NEC Nijmegen. Piłkarz z Rudy Śląskiej nie dość, że zachował czyste konto, to zanotował także asystę przy golu Nicolasa Gonzaleza. Po tym spotkaniu Grabara stał się ulubieńcem kibiców, którzy pisali o nim „nasz człowiek w masce”. W piątek 6-krotny reprezentant Polski dostał powołanie od selekcjonera Jana Ubrana, ale w sobotę usłyszał koszmarną diagnozę. Golkiper zerwał więzadło krzyżowe w prawym kolanie i czeka go wielomiesięczna przerwa w grze.
O kulisach tej kontuzji opowiedział trener Luciano Spalletti przed meczem z Atalantą. – To nie był żaden pojedynek między zawodnikami, tylko normalny ruch. Poczuł lekkie ukłucie w kolanie, szedł dalej, lekarz powiedział, że może powinniśmy to sprawdzić, i okazało się, że więzadło krzyżowe przednie jest całkowicie zerwane. To po prostu niewytłumaczalne. Narzekanie nie sprawi, że przyszłość będzie lepsza, więc nie narzekamy, ale z pewnością jest nam bardzo przykro… – tłumaczył 67-latek.
Wsparcie od trenera
Po spotkaniu z La Deą, które Juve wygrało 2:0, włoski szkoleniowiec skierował słowa wsparcia do polskiego bramkarza, ale też do wszystkich kontuzjowanych zawodników, których w Starej Damie jest kilku.
– Chcemy zadedykować to zwycięstwo wszystkim kontuzjowanym, a przede wszystkim Grabarze. Żal mi go. Nasze myśli są z nim, Locatellim, Thuramem i Yildizem. Nie mogą grać, ale są w domu i dopingują nas. To wspaniałe, gdy widzisz tę atmosferę, przyjaźń, gotowość, to uczucie, które nam okazują – mówił po zwycięskim spotkaniu z Atalantą trener Luciano Spalletti.
Pora na plan B
Wiele wskazuje na to, że spotkanie w Lidze Europy było pierwszym i zarazem ostatnim spotkaniem Grabary w Juventusie. Polak miał realne szanse na grę, a nawet wygryzienie z podstawowego składu Guglielmo Vicaro, ponieważ Stara Dama gra w tym sezonie na kilku frontach. Trener Spalletti realnie myślał o dobrym efekcie rywalizacji dwóch równorzędnych bramkarzy. Włoch musiał jednak zmienić swoje plany, podobnie jak klub musiał zmienić je wobec Grabary. Z Półwyspu Apenińskiego nadeszły informacje, że naturalnie Bianconeri pomogą Polakowi w leczeniu i rehabilitacji, ale po okresie wypożyczenia wróci on do Wolfsburga. 12 milionów euro piechotą nie chodzi, a właśnie tyle trzeba byłoby zapłacić za naszego reprezentanta.
Juventus chce sięgnąć po nowego bramkarza, ale ma ograniczone pole manewru, ponieważ okienko transferowe został zamknięte i może sięgnąć wyłącznie po zawodników bez kontraktu. – Dyrektorzy pracują i jeśli uda nam się znaleźć kogoś, kto nam się spodoba, będziemy mogli zrobić to od razu, na wolnym rynku. Nie będziemy musieli czekać do stycznia – zdradził Spalletti.
Na liście klubu figurować mają przede wszystkim nazwiska Sergio Rico i Neto. Ten pierwszy był ostatnio zawodnikiem katarskiego Al-Gharafa, a w przeszłości reprezentował m.in. hiszpańską Sevillę czy francuskie PSG. Z kolei drugi do końca czerwca występował w brazylijskim Botafogo, a w przeszłości był już zawodnikiem klubu z Turynu. W barwach Starej Damy rozegrał 22 spotkania, więc 37-latek mógłby wrócić na „stare śmieci”.
Miłosz Cebo
