Nie ma mowy o zmianie selekcjonera

Żal, smutek, złość, rozczarowanie, niezadowolenie – to najczęściej powtarzane słowa, które podsumowują udział Biało-czerwonych w tegorocznym Euro. Ale... – Byłoby to głupie, gdybyśmy rozstali się z trenerem Jotą Gonzalezem – mówi prezes ZPRP, Sławomir Szmal.

Takich dwóch, jak ich trzech... Prezes Sławomir Szmal (w środku) nadal wierzy, że Jota Gonzalez (z lewej) i Zygmunt Kamys wyciągną reprezentację z głębokiego kryzysu. Fot. Paweł Bejnarowicz / Press Focus

REPREZENTACJA MĘŻCZYZN

Turniej w Danii, Norwegii i Szwecji trwa w najlepsze, ale – niestety – już bez udziału reprezentacji Polski. Wysokie porażki z Węgrami i Islandią, a także minimalna przegrana z Włochami spowodowały, że Biało-czerwoni zajęli 4. miejsce w grupie F, ustawiając się w szeregu z Rumunią, Ukrainą, Czarnogórą oraz Serbią i Gruzją, z tym że te dwie ostatnie drużyny mogły się pochwalić lepszym bilansem, zajmując odpowiednio 19. i 20. lokatę, a nam przypadła 21. pozycja. Miejsce w europejskim ogonie z pewnością chluby nie przynosi, a zespoły szorujące po dnie muszą za to płacić wysoką cenę. Konsekwencją tego jest niepewna przyszłość i strach przed absencją w kolejnej wielkiej imprezie. Mówiąc wprost – żeby móc myśleć o udziale w przyszłorocznych mistrzostwach świata w Niemczech, nasza drużyna narodowa musi przebrnąć przez 2. rundę eliminacyjną – już wiadomo, że w drugiej połowie marca czeka ją dwumecz z Łotwą, a podczas losowania 3. rundy nie będzie rozstawiona, więc już teraz trzeba założyć, że trafi na silnego rywala.

Krótkie momenty

Konsekwencji słabiutkiego występu na Euro jest zresztą więcej, ale nie pora i miejsce na ich rozpatrywanie. Jeszcze w trakcie turnieju pojawiały się głosy, że dni selekcjonera Joty Gonzaleza są policzone, że reprezentację powinien przejąć inny trener, bo z Hiszpanem niczego dobrego nie osiągniemy. Tymczasem już po nieszczęsnym meczu z Włochami – do zajęcia 3. miejsca w grupie wystarczał nam remis, ale w kuriozalnych okolicznościach nie zdołaliśmy go utrzymać – prezes Sławomir Szmal oznajmił, iż o zmianie selekcjonera nie ma mowy. Wczoraj to tylko potwierdził. – To trudny moment dla mnie i dla federacji, bo wynik reprezentacji oceniamy poniżej oczekiwań – stwierdził podczas briefingu prasowego szef ZPRP. – Mieliśmy wyższe cele na ten turniej. Były momenty, gdy byliśmy zadowoleni, bo gra wyglądała dobrze, ale niestety te momenty były zbyt krótkie, żeby osiągnąć lepszy wynik. Mamy więc nad czym pracować. Wiedzieliśmy, jak wygląda sytuacja reprezentacji, jak wygląda sytuacja z niektórymi kontuzjowanymi kadrowiczami i jak wygląda cała polska piłka ręczna. Obejmując funkcję prezesa, wiedziałem, że musimy zacząć proces odbudowy, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży. Chodzi o stworzenie fundamentu, na którym później będziemy opierać reprezentację. To właśnie na tym musimy skupić naszą główną koncentrację. Oczywiście, takie mecze jak ten z Włochami nie pomagają, bo bardzo przydałaby się wygrana i pozytywne zakończenie mistrzostw, ale tego niestety zabrakło. Nie jestem osobą, która będzie się teraz załamywać. Będę walczył do końca i jeżeli rozpocząłem proces reform, to będę starał się tego trzymać i jeszcze lepiej realizować plan. Teraz musimy zaakceptować, że już w marcu musimy rozegrać mecze preeliminacyjne do mistrzostw świata, ale w takiej sytuacji nie jesteśmy po raz pierwszy. Trzeba będzie powalczyć, zwyciężyć i czekać na wynik losowania. Wtedy, mam nadzieję, że z pełnym zaangażowaniem związku, sztabu i zawodników, podejmiemy się zadania zakwalifikowania się na styczniowy mundial w Niemczech. Reprezentację dalej prowadzić będzie Jota Gonzalez. Byłoby to głupie, gdybyśmy teraz mieli się z nim rozstać. Jestem zadowolony ze współpracy z trenerem, który w krótkim okresie włożył dużo pracy, próbując przekazać reprezentantom swoją ideę gry. Na teraz było to za mało, ale dzięki temu trener poznał dokładnie, jak wygląda polska piłka ręczna, jak wyglądają polscy zawodnicy w tych najtrudniejszych momentach. Wiem, że selekcjoner zdaje sobie sprawę, jaka jest sytuacja, ale podjął się tego, aby uczestniczyć również w procesie reformy dyscypliny.

Kwestia zaufania

Jota Gonzalez, który ma sukcesy i doświadczenie z pracy w klubach hiszpańskich, ale na wielkiej imprezie debiutował w roli selekcjonera, ma świadomość sprawionego zawodu. – Wynik jest dla nas trudny, jestem rozczarowany naszymi rezultatami – powiedział selekcjoner. – Mówiąc szczerze, oczekiwałem więcej po nas wszystkich, ale na takim poziomie nie jest łatwo o zwycięstwa. Musieliśmy zmierzyć się z trudnymi przeciwnikami, a najgorszym momentem była przegrana z Włochami i brak 3. miejsca w grupie. Muszę kontynuować swoją pracę. Popełniliśmy błędy, ale one są elementem sportu. Dostrzegłem jednak również pozytywy, ponieważ uważam, że zespół przez cały czas pracował bardzo dobrze. Teraz musimy patrzeć w przyszłość i zaufać samym sobie oraz naszemu pomysłowi na grę. Mamy przed sobą bardzo dużo pracy, ale myślę, że krok po kroku będziemy się poprawiać. Będziemy również chcieli wprowadzać zmiany personalne. Stopniowo będziemy chcieli dawać szansę młodszym zawodnikom. Mam nadzieję, że z czasem reprezentanci coraz lepiej będą rozumieć styl gry i jestem pewien, że będą gotowi, aby w przyszłości rywalizować z lepszym skutkiem.

Odpowiedzialność zbiorowa

Łącznikiem między federacją, potencjalnymi reprezentantami a selekcjonerem pozostanie Zygmunt Kamys. Wydaje się, że to właśnie jemu zostanie powierzona rola tego, który będzie wprowadzał do kadry młodych zawodników. Nazwisk jednak nie chciał podać... – Musimy myśleć o przyszłości, o zawodnikach, którzy aspirują do gry w reprezentacji – oznajmił asystent trenera Gonzaleza. – Musimy ich budować i liczyć, że będą się rozwijać i zdobywać doświadczenie w wymagających rozgrywkach. Jeżeli tylko tak będzie, to zrobimy wszystko, żeby reprezentacja rosła i osiągała jak najwyższe cele, grała w turniejach głównych i walczyła jak równy z równym z trudnymi przeciwnikami. Wszyscy jesteśmy zawiedzeni wynikiem, bo jechaliśmy na mistrzostwa po to, żeby wygrać co najmniej jeden mecz. Wiedzieliśmy, że grupa z Islandią i Węgrami będzie trudna, ale na zawodach tej rangi, chcąc wyjść z grupy, mocnego przeciwnika trzeba pokonać. Wyniki z dwoma najsilniejszymi rywalami pokazują pewną różnicę, ale myślę, że szczególnie w meczu z Węgrami były dobre sytuacje i byliśmy przygotowani, żeby podjąć z nimi walkę. Niestety, pewne elementy nas zawiodły. Jest to bardzo bolesne, ale naprawdę wszyscy zawodnicy mieli świadomość wagi tego turnieju. Jednoznacznie też wszyscy podkreślają, że odpowiedzialność leży na całym zespole. Chcemy jak najszybciej poprawić jakość i wrócić na salony. Teraz znajdujemy się w trudnym momencie. Wiemy, że przed mistrzostwami świata czeka nas dodatkowa runda kwalifikacyjna, a po niej dwumecz z trudnym przeciwnikiem. Wywalczenie awansu nie będzie łatwe, lecz zawodnicy, którzy borykali się z problemami zdrowotnymi, a mimo to wystąpili w turnieju, dali do zrozumienia, że można na nich polegać i w pewnych momentach pokazali, że są w stanie rywalizować z najlepszymi. Niestety, zabrakło stabilizacji, a w konfrontacjach z silnymi zespołami jest to czynnik niezbędny.

Marek Hajkowski

BIAŁO-CZERWONE LICZBY

21. MIEJSCE zajęła reprezentacja Polski na mistrzostwach Europy. Tak nisko uplasowała się również w 2020 roku; przed dwoma laty była 16., a najwyżej była w 2010, kiedy w meczu o brązowy medal przegrała z Islandią.

114  RZUTÓW oddali Biało-czerwoni w trzech spotkaniach Euro, zdobywając 72 bramki (63,2% skuteczności, średnia 24), najmniej spośród wszystkich uczestników.

12 BRAMEK padło z rzutów karnych (70,6% skuteczności), 21 z okolicy 6. metra, 14 z dystansu, 12 po wejściach w strefę obrony, 8 ze skrzydła, 4 z kontrataku, 1 do pustej bramki.

14 TRAFIEŃ zapisał Mikołaj Czapliński (w meczu z Włochami przekroczył granicę 100 goli w kadrze), ale 6 z rzutów karnych, więc najskuteczniejszy okazał się Michał Olejniczak – 13 bramek.

20 ZAWODNIKÓW w historii zdobyło 400 bramek w narodowych barwach. W tym gronie jest też Michał Daszek.

42 BŁĘDY popełnili Biało-czerwoni, co daje średnią 14; gorsi pod tym względem byli tylko Ukraińcy i Gruzini.

11 ASYST zapisał Michał Olejniczak, co – przy dodaniu 13 bramek – oznacza, że wygrał reprezentacyjną klasyfikację kanadyjską – 24 punkty. O 10 „oczek” mniej zgromadził Mikołaj Czapliński.

443 PODANIA zapisano w trzech spotkaniach Piotrowi Jędraszczykowi, który zaliczył 5 goli i 7 asyst.

89 GOLI stracili Polacy (średnia 28,7), ale wiele z nich do pustej bramki, gdy próbowali wariantu 7 na 6 w ataku. Ten wynik plasuje ich mniej więcej w środku stawki.

4 BLOKI zanotował Tomasz Gębala, dokładając do tego 2 przechwyty.

15 PRZECHWYTÓW zanotowali Biało-czerwoni, z czego 6 Michał Olejniczak.

2 GODZINY i 14 MINUT spędził na boisku Maciej Gębala, będąc naszym najbardziej eksploatowanym zawodnikiem. Tuż za nim plasują się Michał Olejniczak i Mikołaj Czapliński.

2 CZERWONE KARTKI ujrzeli reprezentanci Polski; za uderzenia w twarz w ten sposób ukarani zostali obrotowy Wiktor Jankowski i lewy rozgrywając Damian Przytuła.

1 ZMIANY w 18-osobowej kadrze dokonał trener Jota Gonzalez. W miejsce zdyskwalifikowanego na dwa mecze Wiktora Jankowskiego dowołał Sebastiana Kaczora.

30 INTERWENCJI zapisano naszym bramkarzom, którym przyszło się zmierzyć ze 112 rzutami (skuteczność 26,8%). Miłosz Wałach odbił 17 piłek (25,4%), z nieco lepszą skutecznością bronił Jakub Skrzyniarz – 28,9%.

Michał Olejniczak to jeden z niewielu kadrowiczów, do których nie powinniśmy mieć pretensji. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się