Nie ma miejsca na pieszczoty

Rozmowa z Dariuszem Grzesikiem, byłym reprezentantem Polski i trenerem GKS-u Tychy

W Tychach czekają na ogłoszenie zatrudnienia Łukasza Piszczka. Fot. Tomasz Folta / Press Focus

Czy ktoś, kto grał w reprezentacji Polski, ma automatycznie „papiery” do tego, żeby być dobrym trenerem?

- Rozumiem, że w tym pytaniu nie chodzi o mnie… W samym tylko GKS-ie Tychy i jego 55-letniej już niemal historii było przecież kilku szkoleniowców z reprezentacyjnymi szlifami. Wicemistrz olimpijski Jan Benigier, uczestnicy mistrzostw świata Ryszard Tarasiewicz i Ryszard Komornicki czy Tomasz Hajto zagrali z orzełkiem na piersi znacznie więcej razy niż ja. Ale jako tyszanin, związany z tyską piłką niemal od dziecka – bo szedłem ścieżkami, które wytyczał mój ojciec, zasłużony trener – doszedłem do drużyny narodowej, w której zagrałem 3 spotkania i zaliczyłem jeszcze jeden występ w kadrze B. Dla mnie więc prowadzenie tyskiej drużyny, wtedy grającej w IV lidze, to było coś wyjątkowego. Dlatego nie będę się porównywał, ale czekając na potwierdzenie informacji, że Łukasz Piszczek zostanie trenerem GKS-u, powiem jedynie, że… nie ma reguły. Dam przykład z najwyższej polskiej półki piłkarskiej, bo Zbigniew Boniek jako trener ani we Włoszech, ani jako selekcjoner się nie sprawdził, za to jako organizator, prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej – zdał egzamin z organizacji i zarządzania na ocenę bardzo dobrą. Natomiast aktualny selekcjoner Jan Urban i w klubach, i teraz w drużynie narodowej pokazuje się z dobrej strony. W jego przypadku ponad 50 występów w kadrze jest w tej pracy atutem, co możemy powiedzieć, analizując jego wyniki osiągane przez prawie ćwierć wieku. Natomiast Łukasz Piszczek, bo domyślam się, że to o niego głównie chodzi, jest dopiero na początku trenerskiej drogi.

Co Łukaszowi Piszczkowi może dać przejęcie GKS-u Tychy?

– Uważam, że niczym nie ryzykuje. Jest blisko domu. Myślę nawet, że może gdzieś na dnie serca ma trójkolorową kreskę, bo przecież w GKS-ie Tychy, w czasach, w których ja, 20 lat temu, prowadziłem ten zespół w IV lidze, grał jego starszy brat. Marek był u mnie lewym obrońcą i w sumie spędził w GKS-ie 3 lata. Pamiętam z tamtych czasów, że na jego mecze przyjeżdżał tata Kazimierz Piszczek, ale wizyty Łukasza, czy to na meczu, czy na treningu, sobie nie przypominam. On już wtedy jako uczeń i zawodnik Gwarka Zabrze podpisał kontrakt z Herthą Berlin i na wypożyczenie trafił do Zagłębia Lubin, z którym zdobył mistrzostwo Polski. Gdyby się więc pokazał wtedy na naszym stadionie, na pewno by się o tym mówiło. Myślę więc, że się nie pojawił, ale nasz klub nie jest mu zupełnie obojętny.

Czy to, że jest na początku trenerskiej drogi, w takim trudnym momencie, w jakim znalazł się zespół GKS-u Tychy, będący w strefie spadkowej, będzie motywacją czy obciążeniem?

– Jako trener trzecioligowej drużyny w swoim klubie, w którym prezesem jest tata, a zawodnicy z obyciem w najwyższej lidze grę pod okiem Łukasza Piszczka poczytują sobie za zaszczyt, na pewno miał komfort pracy. Za to jako asystent w Borussii Dortmund nie był na pierwszej linii, bo odpowiedzialność za wyniki brał na siebie Nuri Sahin i to on został zwolniony. Łukasz Piszczek nie został w klubie solidarnie, bo jako sztab szkoleniowy nie osiągnęli oczekiwanego wyniku. Zachował się lojalnie. Potwierdził w ten sposób, że ma zasady i charakter. Wydaje się wyważony, zrównoważony i spokojny, ale to nie znaczy, że w szatni będzie prosił zawodników na kolanach, żeby dobrze grali. Myślę, że to, co Łukasz Piszczek prezentuje na zewnątrz, ma swoje granice. Za zamkniętymi drzwiami szatni nie ma miejsca na pieszczoty i ktoś, kto tyle lat grał na poziomie reprezentacji i doszedł do finału Ligi Mistrzów, na pewno o tym wie. Każdy chyba zna powiedzenie „grzeczni chłopcy w piłkę nie grają”. Nie znam Łukasza Piszczka aż tak dobrze, żeby go oceniać, ale zaryzykuję stwierdzenie, że „futbolowym aniołkiem” to on nie jest. Podejrzewam, że wcześniej czy później dowiemy się, jakie ma metody, bo na zapleczu ekstraklasy już się jest na piłkarskim świeczniku.

A jaki charakter miał Marek Piszczek? Może po sposobie bycia brata uchylimy rąbka tajemnicy charakteru kandydata na trenera GKS-u Tychy?

– Marek był – podobnie jak Łukasz – spokojny i wyważony, ale pamiętam też jeden mecz, w którym bardzo mocno się zdenerwował na przeciwnika i musiałem go uspokajać. Miał charakter i do pewnej granicy trzymał nerwy na wodzy, ale w piłce nożnej są takie sytuacje, że człowiek reaguje impulsywnie, a dopiero później myśli. W takich chwilach poznaje się też charakter człowieka, ale mówiąc o Marku, mogę powiedzieć, że mam same miłe wspomnienia. To samo mogę powiedzieć o Łukaszu na podstawie jego gry, wywiadów i sposobie zachowania na boisku i poza nim. Ma charakter i ja jestem spokojny, że w piłce na szczeblu centralnym w naszym kraju do sobie radę.

Dlaczego, choć Artur Skowronek został zwolniony z pracy 3 listopada, Łukasz Piszczek nie przejął od razu tyskiej drużyny?

– Powiem szczerze, że jestem tym zaskoczony i cały czas się zastanawiam, o co chodzi. Powtarzam, że dopóki nie podpisze kontraktu, to są tylko domysły. Rozumiem, że nie chciał zaczynać pracy w biegu. W poniedziałek rozpoczął się jednak okres przerwy na potrzeby reprezentacji, więc mógł przejąć drużynę i mając dwa tygodnie do następnego meczu poznawać zawodników. Każdy dzień, który mija, jest czasem straconym. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że trener ma swoją koncepcję pracy, swoją wizję i warunki, na których chce pracować, a włodarze klubu muszą przeanalizować wszystkie za i przeciw nim podejmą ostateczną decyzję, ale dziwię się, że tak długo to trwa. Z drugiej jednak strony na to patrząc, lepiej teraz wszystko dogadać, żeby później nie było zgrzytów. Do końca rundy zostały tylko trzy mecze, w których nowy trener może sprawdzić kadrę pod kątem przydatności do swojej koncepcji, a zimą – w trakcie długiego okresu przygotowawczego – dokonać konkretnych roszad i w sparingach zbudować zespół po swojemu. Może to jest powodem przedłużających się rozmów. Tym bardziej że tyski zespół nie jest oparty na ludziach z naszego regionu, z którego jest Łukasz Piszczek. Mam nadzieję, że będzie miał na tyle trenerskiej odwagi, żeby idąc tym szlakiem pociągnąć do naszej drużyny także zawodników z okolic. Jeżeli ściągniesz zawodnika z Bojszów, Lędzin czy z Bierunia to automatycznie ściągniesz kibiców z tych miejscowości i stworzy się otoczka klubu. A gdy przyjedzie zawodnik z Włocławka czy Białej Podlaskiej, że o Niemczech czy Austrii albo Islandii nie będę mówił, to on gra tylko dla siebie i dla swojego menedżera. Obawiam się, że właśnie te interesy menedżerskie są czasem ważniejsze niż koncepcja trenera. Niektórzy zawodnicy, którzy wybiegają na boisko w tyskich koszulkach, moim zdaniem, nie mają do tego żadnych podstaw. Zresztą podobnie myślą i mówią także inni byli zawodnicy GKS-u, którzy patrzą na to,co się dzieje w klubie. Dlatego Łukasz Piszczek jako nowy trener, gdy już nim oficjalnie zostanie, musi mieć pełną swobodę w pracy, a włodarze klubu i menedżerowie nie powinni się wtrącać. I może właśnie dlatego te rozmowy się przedłużyły…

Rozmawiał Jerzy Dusik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się