Nie ma co płakać
W Zabrzu panuje umiarkowane zadowolenie po bezbramkowym remisie na wyjeździe z Widzewem.
Górnik z Łodzi wyjechał z punktem, który na koniec sporo może ważyć. Na zdjęciu Rafał Janicki i Patrik Hellebrand. Fot. Dawid Figura / Press Focus
Za drużyną prowadzoną przez Michala Gasparika trudna seria gier wyjazdowych. Zaczęło się ostatniego dnia lutego. Akurat w górnośląskim klasyku nie wyszło, bo przyszła porażka w derbowej grze z GieKSą na Nowej Bukowej 1:3.
Punkt jest punkt
Potem było już tylko lepiej. Przede wszystkim 4 marca Górnicy w ćwierćfinale Pucharu Polski pokonali Lecha w Poznaniu 1:0. Kilka dni później bezbramkowy remis na fatalnym boisku w Lublinie w rywalizacji z Motorem i wygrana u siebie z Rakowem. W ostatnią niedzielę przyszedł czas na starcie z potrzebującym punktów i będącym na spadkowym miejscu Widzewem. Też remis 0:0, jeden punkt i na osiem kolejek przed końcem 14-krotny mistrz Polski jest na 4 miejscu w tabeli, co na teraz dałoby grę w europejskich pucharach, jak osiem lat temu. Tyle że trzeba jeszcze powalczyć, tym bardziej że Górnik ma szansę – jako jeden z niewielu – na dwóch frontach, w lidze i w Pucharze Polski, gdzie jest w półfinale i czeka na starcie 8 kwietnia z trzecioligowym Zawiszą w Bydgoszczy.
To jednak przyszłość, na razie w Zabrzu rozpamiętują jeszcze to, co wydarzyło się w rywalizacji z Widzewem przy Piłsudskiego. - Mogliśmy wyciągnąć z tego meczu więcej, szczególnie z tej pierwszej połowy, bo ta była w większości pod naszą kontrolą, stwarzaliśmy sytuacje, ale zabrakło tego ostatniego podania, lepszego dogrania. Widzew czekał na nasz błąd. Po przerwie to już walka, dużo piłek w powietrzu, już nie zagraliśmy jak wcześniej, nie stwarzaliśmy sobie sytuacji. W meczach rzadko jednak dwie połowy są takie same. Do tego defensywy obu zespołów zagrały dobrze, stąd bezbramkowy wynik – komentuje trener Michal Gasparik.
– Chcieliśmy - w przerwie też mówiliśmy to sobie - że gramy o trzy punkty. Nie było już jednak tak łatwo. W pierwszej połowie było lepiej, potem inaczej zagrał Widzew. W szatni po meczu była cisza. Chcieliśmy pełnej puli, jest jeden punkt. Nie ma co jednak płakać. Przecież wcześniej Widzew wygrał u siebie z Lechem. My mamy 0:0. Od czterech meczów nie przegrywamy, a rywalizowaliśmy z mocnymi drużynami. Punkt jest punkt – podkreśla trener Górnika.
W górniczej ekipie ponownie szansę od początku dostał Ondrej Zmrzly. Zagrał kosztem Francuza Yvana Ikia Dimi, który wszedł na niespełna pół godziny. - Spodziewaliśmy się, że na boisku będzie sporo walki, dlatego taka decyzja, że od początku grał Ondrej. W ofensywie było widać, że to nie jest jego pozycja, że nie jest to typowy skrzydłowy – mówi trener Gasparik.
Mecz kontrolny
Jak wygląda plan Górnika na reprezentacyjną przerwę? Po meczu w Łodzi piłkarze normalnie trenują. W środę planowany był mecz kontrolny z nieźle spisującą się w czeskiej Chance Liga MFK Karwina (8. miejsce po 26 kolejkach), ale z uwagi na urazy u rywala spotkanie nie dojdzie do skutku. Zamiast tego zagrają ze swoimi rezerwami. Potem sztab szkoleniowy da swoim zawodnikom kilka dni wolnego. Będzie czas na odpoczynek i relaks. W niedzielę piłkarze mają trenować indywidualnie, a już od poniedziałku rozpoczną przygotowania do kolejnej ligowej gry z Cracovią w Wielką Sobotę u siebie 4 kwietnia.
Michał Zichlarz
