Nie lekceważymy Włókniarza

Rozmowa z Bartoszem Bańborem, młodzieżowcem Motoru Lublin

Bartosz Bańbor może mówić o niezwykle udanym początku sezonu. Fot. Wojciech Szubartowski / Press Focus

Po sezonie 2025 znacznie zmienił się skład Motoru, nie brakowało negatywnych głosów, ale w pierwszym meczu pokazaliście, że wcale nie musicie być słabsi.

- Czuliśmy się od początku meczu mocni, bo mamy naprawdę dobrą drużynę. Kacper Woryna oraz Martin Vaculik, którzy dołączyli, to przecież bardzo dobrzy zawodnicy. Od początku pokazujemy, że trzeba się z nami liczyć.

Pewność miejsca w składzie na pozycji juniorskiej pomaga? W zeszłym sezonie tym numerem jeden był Wiktor Przyjemski, a pan musiał rywalizować z Bartoszem Jaworskim.

- Taki spokój zawsze jest lepszy. Mając pewne miejsce w składzie, lepiej można się rozwijać. Nie przeszkadzamy sobie na torze, tylko pomagamy. Już bieg juniorski z Toruniem pokazał, że dobrze się dogadujemy. To się potem przekłada na dobrą jazdę.

W pierwszym meczu szczególnie imponował pan dobrymi startami.

- Na treningach bardzo dużo skupiałem się na tym elemencie, bo wiedziałem, że będzie kluczowy. Po trasie każdy ma szybki motocykl i jak się jedzie w Lublinie dobrą linią, to da się przywieźć rywala za plecami, nawet będąc trochę wolniejszym.

Bardziej zaskoczyła was wasza szybkość czy niemoc mistrza Polski?

- Przyznam, że trochę też się zdziwiłem, że z mojej strony szło mi tak dobrze, bo początki przeważnie były dla mnie trudne. Tym razem wszystko zaskoczyło od razu. Byłem cały czas skupiony, nie rozpraszałem się wynikiem w trakcie meczu, tylko skupiałem na kolejnym zadaniu. Rozmiary zwycięstwa mogły nieco zaskoczyć, ale to nie przypadek, a efekt ciężkiej pracy.

To może szczyt formy przyszedł za wcześnie?

- Tak nie powiem, bo zawsze dobrze jak forma jest. Teraz tylko utrzymać ją przez cały sezon. W poprzednich poprawiałem średnią w trakcie rozgrywek. Jeśli w tym sezonie będzie podobnie, to byłoby super. Zawsze jadę do końca, a nauki chcę zdobyć jak najwięcej.

Z taką formą można myśleć chyba nie tylko o lidze, ale też mistrzostwach świata juniorów?

- Fajnie byłoby w tym roku awansować do tego cyklu, ale jeszcze daleka droga. Najpierw trzeba być w czołówce Srebrnego Kasku i dopiero wtedy można myśleć o rywalizacji międzynarodowej. Na razie staram się na tym nie skupiać, jadę z zawodów na zawody.

Czego spodziewa się pan w Częstochowie?

- Nie ukrywam, że lubię ten tor, więc liczę na kolejny dobry wynik, ale też nie można niczego w stu procentach zaplanować przed meczem. Chcę pojechać jak najlepiej, choć dla mnie to cały czas jest nauka. Początek sezonu wiąże się z tym, że jest trochę niewiadomych.

Większość kibiców i obserwatorów uważa, że skład Włókniarza nie nadaje się na ekstraligę.

- Na tym etapie jeszcze nikogo nie można skreślać, w sporcie naprawdę może zdarzyć się wszystko. To, że Włókniarz teoretycznie wygląda na gorszą drużynę, niekoniecznie musi się potwierdzić. My na pewno nie możemy zlekceważyć żadnego rywala, tylko jechać na sto procent. W Motorze przede wszystkim skupiamy się na sobie.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się