Nie jesteśmy zwykłymi amatorami
Rozmowa z Krzysztofem Elsnerem, mistrzem świata w socca, zwycięzcą Superbet Spodek Super Cup
Krzysztof Elsner, czyli po prostu najlepszy! Fot. PressFocus
Odmłodzona reprezentacja Polski w socca wygrała Superbet Spodek Super Cup, a pan – doświadczony reprezentant – został MVP turnieju. Jak smakują oba trofea?
- Zwycięstwo smakuje dużo lepiej niż nagroda indywidualna. Młodzi zawodnicy, którzy wchodzą do reprezentacji, dali radę, choć oczywiście musieli słuchać starszych. Nagroda MVP jest dodatkiem, choć wydaje mi się, że na nią zasłużyłem.
Niedawno z kadrą narodową zdobył pan w Meksyku mistrzostwo świata. Jak czuje się pan po paru tygodniach od tamtego sukcesu?
- Bardzo cieszy mnie medal, bo jeżdżę z reprezentacją na turnieje już dziesięć lat. W ciągu siedmiu lat dwukrotnie byliśmy wicemistrzami świata i dochodząc do finału w Meksyku, powiedziałem, że nie możemy przegrać trzeci raz. To byłby już prawdziwy pech. Przegrywaliśmy do przerwy, zresztą jak w niemal każdym spotkaniu w fazie pucharowej, ale udało się wygrać, pokazując doświadczenie. Fajnie, że do naszej etatowej trójki – Dębicki-Kucharski-Elsner – dołączyła młodzież, która bierze odpowiedzialność na siebie. Nic nie odbieram oczywiście chłopakom, którzy jeździli z nami na turnieje wcześniej, jednak bywało tak, że w najważniejszych meczach czegoś nam brakowało. Teraz my, starsi, możemy odetchnąć i wspólnymi siłami z młodszymi sięgać po sukcesy. Cieszy, że mistrzostwo odbiło się szerokim echem w Polsce. Mamy nadzieję, że nasza dyscyplina będzie się rozwijać. Niestety do tej pory bywało tak, że mała dyscyplina rozwija się dopiero wtedy, gdy pojawia się ogromny sponsor. Liczymy na to, że taki się pojawi i że będzie wspierał naszą kadrę, bo grają w niej ludzie, którzy nie biorą za to pieniędzy. Nie potrzebujemy gaży, bo nie gramy dla pieniędzy, ale chcemy, żeby nasze osiągnięcia były dobrze rozreklamowane. Wówczas będziemy jeździć na mistrzostwa świata, a naszych meczów może nie będą oglądać tysiące, a miliony?!
Wygrana w Spodku jest jednym z elementów, dzięki którym możecie zostać zauważeni?
- Tak, weszliśmy na małe boisko i dobrze się zaprezentowaliśmy. Wygraliśmy z Górnikiem Zabrze, a w finale po rzutach karnych z Wieczystą Kraków. Pokazaliśmy, że nie jesteśmy zwykłymi amatorami, ale potrafimy postawić się najlepszym i wygrać.
Warunki w Spodku nieco różniły się od tych na boiskach do socca. Plac gry był otoczony bandami LED, a na boisku znajdowało się pięciu zawodników w każdej drużynie, a nie sześciu. Czy mimo wszystko doświadczenie z gry na małym boisku było kluczem do sukcesu?
- Tak, choć rzeczywiście brakowało nam jednego zawodnika. Dla nas był to jednak plus, bo przy grze z wysoko ustawionym bramkarzem mieliśmy przewagę, mogliśmy rozgrywać i tworzyliśmy akcje trzech na dwóch. To nam bardzo pomogło. Małe boisko to jest nasz żywioł – w tym jesteśmy najlepsi.
Część reprezentacji Polski w socca rywalizuje w Brazylii w turnieju Kings World Cup Nations. W Spodku zagrało więc kilku zawodników, którzy w kadrze dopiero raczkują. Dla nich to było dobre przetarcie?
- Po to tutaj przyjechali, żeby się pokazać i zaprezentowali się z dobrej strony. Liczę na to, że selekcjoner po zobaczeniu tego turnieju wyciągnie wnioski i może wymieni słabsze ogniwa, choć podobno ich u nas nie ma... Będzie jednak większa rywalizacja. Niech ci młodzi się wdrażają. W Spodku zrobili pierwsze kroki, pierwszy raz zagrali z orzełkiem na piersi, złapali pewne doświadczenie. Niech rozwijają się przy nas, starszych zawodnikach.
Rozmawiał Kacper Janoszka
