Nie było kim straszyć
Mecz w Warszawie udowodnił, że w Ruchu transfery są potrzebne nie na już, ale na przedwczoraj.
Patryk Szwedzik (z lewej) kilka razy urwał się zawodnikom Polonii, ale nie strzelił gola. Fot. Tomasz Jędrzejowski/Press Focus
Na konferencji po meczu z Pogonią Siedlce trener Waldemar Fornalik wskazywał, że Ruch potrzebuje transferów, bo na ławce miał ograniczone pole wyboru. W porównaniu z tym, co zabrał do Warszawy... to i tak był wtedy luksus. Przy Konwiktorskiej poza rezerwowym bramkarzem, stoperem Andrejem Lukiciem i pomocnikiem Maciejem Żurawskim szkoleniowiec miał do dyspozycji pięciu młodzieżowców! „Żuraw” – czyli jedyny doświadczony, który mógł zmienić obraz meczu – pojawił się na murawie już po pół godzinie, gdy podczas sprintu do piłki za mięsień chwycił się Mo Mezghrani, nie mogąc kontynuować gry. W tym samym momencie... podwójną zmianę z przyczyn zdrowotnych musiała też wykonać Polonia. Kontuzji przed przerwą było więc więcej niż dogodnych okazji!
Szczepan wypada na długo
Na początku pojawiła się też kontrowersja związana z kibicami Ruchu, wpuszczonymi w większej liczbie niż pojemność sektora gości, co wynika z dobrych relacji między nimi a polonistami. Spotkanie poprzedziło odegranie hymnu Polski w związku z 15 sierpnia, a w jego trakcie chorzowianie... odśpiewali hymn klubowy, w praktyce zagłuszając ten państwowych (to nie pierwszy raz). Nie ma oczywiście obowiązku śpiewania Mazurka Dąbrowskiego, ale gdy wiadomo, że na stadionie planowane są jakieś uroczystości, wypada jednak odczekać z klubowym hymnem – niezależnie jaki hymn państwowy jest grany. To wzbudziło spory niesmak, także wśród wielu kibiców Niebieskich.
Ci skrzywione miny mieli także patrząc na sytuację kadrową. Brak zmienników to jedno, ale nieobecni byli m.in. Denis Ventura, Przemysław Szymiński oraz Daniel Szczepan, czyli gracze wyjściowej jedenastki. Co więcej, istnieje duże prawdopodobieństwo, że „Szczepek”... nie zagra już w tej rundzie! To już definitywnie powinno wymusić na chorzowskich działaczach rozejrzenie się za nową „dziewiątką”, bo sam Tomasz Bała to za mało. Aczkolwiek sprowadzony ze Stali Rzeszów rosły zawodnik radził sobie wczoraj nieźle, głównie jako „ściana” do zgrywania. Miał dwie czy trzy okazje strzeleckie, gdzie mógł zachować się trochę lepiej, ale nie były to bynajmniej żadne „setki”.
Pierwsze sznyty?
Trudno w ogóle było znaleźć prawdziwie dogodne sytuacje, choć i pod jedną, i pod drugą bramką oglądaliśmy kilka niezłych akcji, z tym że albo brakowało lepszego podania, albo ustawienia, albo finalizacji. W sumie zespoły oddały tylko 3 strzały celne, a to mówi wiele. Chorzowianie mogli być w pewnym stopniu zadowoleni z tego, jak byli zorganizowani bez piłki, tym bardziej, że to nie oni byli faworytem. Czyżby można było mówić o pierwszym sznycie trenera Fornalika? Z przodu najlepsze momenty goście mieli w pierwszych 20 minutach oraz w okolicach 80 minuty. Koniec końców bramki nie padły i był to wynik w pełni zasłużony. Mecz... do zapomnienia.
Piotr Tubacki
CZY WIESZ, ŻE...
W 83 minucie z Polonią swój debiut zaliczył wreszcie Filip Lachendro. Urodzony w 2006 roku skrzydłowy został sprowadzony do Ruchu na początku tego roku z Pniówka Pawłowice, dał kilka niezłych impulsów w sparingach, ale potem ciągle dręczyły go kontuzje. W końcu wrócił do zdrowia i zaliczył pierwszy występ z Erką na piersi.
OCENA MECZU ⭐
◼ Polonia Warszawa – Ruch Chorzów 0:0
POLONIA: Kuchta – Durmus, Salihu, Grudniewski (33. Olszewski), Hoxallari (33. Cisse) – Poczobut – Vega (89. Młyński), Wojciechowski (71. Piotrowski), Gnaase (71. Skrabb), Dadok – Zjawiński. Trener Mariusz PAWLAK.
RUCH: Bielecki – Konczkowski, Leśniak-Paduch, Komor, Preisler – Sz. Szymański – Szwoch, Nagamatsu (72. Sobeczko) – Szwedzik (83. Lachendro), Bała, Mezghrani (33. Żurawski). Trener Waldemar FORNALIK.
Sędziował Albert Różycki (Łódź). Widzów 4000. Żółte kartki: Sz. Szymański, Szwedzik, Komor
