Nic to!

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Nie zawsze jest niedziela, czasem jest środa... GKS Katowice nie dał rady Hapoelowi Tel Awiw w dwumeczu trzeciej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Do nikogo po odpadnięciu z europejskich pucharów GieKSa nie może mieć pretensji, ale właściwie - pomyślcie - po co je miałaby w ogóle mieć? Jeśli nie jest się nadludzką istotą futbolową z czarodziejskiego świata - a w Polsce takich brak - trzeba przede wszystkim w pokorze umieć wyciągać wnioski z trudnych momentów. 

Akurat o GKS w tym względzie jestem całkowicie spokojny. Do klasy, także sportowej, dochodzi się w różny sposób. Drużyna trenera Rafała Góraka doszła do tego momentu, w którym obecnie jest, nie tylko umiejętnościami czysto sportowymi. Również konsekwencją, cierpliwością, a przede wszystkim umiejętnością wyciągania wniosków oraz uczenia się na własnych błędach. Wiadomo że lepiej uczyć się na cudzych, ale nauka na własnych jest zdecydowanie bardziej skuteczna, także dlatego że tak bolesna. Przy tym GieKSa - mam takie przeświadczenie - jest drużyną coraz mocniejszą, coraz lepszą. Z pewnością ten dwumecz z Izraelczykami będzie nicowany na Nowej Bukowej na wiele sposobów. 

Cóż, każdy mecz jest nauką. Ten wczorajszy Katowiczanom wyjątkowo się nie ułożył, także dlatego że Izraelczycy umiejętnie i dość szybko zdusili to spotkanie w zarodku. Muszę przyznać, że tym razem rywal w wielu elementach i przez większość meczu podobał mi się bardziej. Był szybszy, bardziej zdecydowany. Gospodarze jednak nie poddawali się, atakowali do końca. Z jednej strony się udało, bo odwrócili wynik i wygrali, z drugiej - nie, bo zabrali się za odrabianie strat zbyt późno.

Jaka ta piłka jest dziwna... Po pierwszej połowie Katowiczanie mogli być zadowoleni, że przegrywają jedną bramką. Pod koniec Telawiwczycy mogli być zadowoleni, że w ostatniej chwili, koniuszkami palców utrzymali ten awans... Jedno, co mi się podobało, to że GieKSa się nie poddała, nikt nie odmówi jej ambicji. Próbowała, ale tym razem szczęście nie pomogło. Futbol jest tak cudowną dyscypliną, że czasem to szczęście spada wprost z nieba. Tym razem pod śląskim niebem długo go nie było. Pojawiło się, ale tylko zerknęło na chwilę. To wystarczyło, żeby GieKSa zmartwychwstała po dwóch bramkach w końcówce. Z honorem żegna się z pucharami. Z honorem, ale i chyba z niedosytem. bo nagle okazało się, że było w sumie niedaleko do pełnej ekstazy.... 

Ostatecznie powody do satysfakcji miała drużyna i jej kibice z Izraela. Trzeba przyznać, że dopingowali własny zespół najlepiej jak potrafili. Rozglądali się triumfalnie po stadionie. Wiem, bo niektórzy z nich siedzieli przede mną. Widziałem jak niektórzy dyskretnie... rozklejali na katowickim stadionie wlepki z herbem Hapoelu. Rozśmieszyło mnie to, dziecinada, ale przecież dzieci są pod każdą szerokością geograficzną...

Co pozostanie Katowicom po tym meczu? Najlepiej byłoby nie zapominać go tak szybko. Potraktujmy go jak... złamany szczebel drabiny. Czasem trzeba na chwilę się cofnąć - po to, żeby w przyszłości wykonać kolejny krok. Krok na wyższy poziom niż dziś. Tym razem rywal przeszedł dalej raczej zasłużenie, ale na szczęście zostaje przy mnie świadomość, że za chwilę może być odwrotnie. 

Katowice sąpoza pucharami, jednak nigdy nie powiem, że w tym sezonie zawiodły. Świat się nie kończy. 

Nic to!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się