Nauczmy się wygrywać ze średniakami
Rozmowa z Dariuszem Gęsiorem, srebrnym medalistą olimpijskim z Barcelony (1992) i byłym trenerem juniorskich reprezentacji
Jeżeli gramy z kimś takim, jak reprezentacja Bośni i Hercegowiny, to zawodnik pokroju Bartosza Slisza nie ma prawa być na boisku - przekonuje nasz ekspert... Fot. PAP/Leszek Szymański
Przed zgrupowaniem reprezentacji selekcjonera Jana Urbana dotknęła mocna krytyka niektórych dziennikarzy. A to, że przegrał finał barażów ze Szwecją, że nie pojechał do Ameryki na mundial, że powołał nie tych, których powinien...
- Powołał tych, na których uważał, że może liczyć. U nas w Polsce wszyscy są trenerami. A czy się komuś to podoba, czy nie, to nieistotne, ponieważ nie mamy w kraju takich asów, że ten pasuje za tego, a ten nie powinien grać, tylko tamten. Przecież u nas nawet z trzeciej ligi włoskiej można zostać powołanym do reprezentacji Polski! Mamy parę nazwisk i... tyle. Jest też młodość, która może, ale niekoniecznie musi zaistnieć w seniorskiej piłce.
Skład zaskoczył pana?
- Na pewno pojawienie się Kacpra Potulskiego na środku. To taki trochę no-name w sensie doświadczenia na tle pozostałych kadrowiczów. Ja go znam z młodzieżówki i ciekaw byłem, jak sobie poradzi. Reszta składu raczej nie zaskakiwała.
O pierwszej połowie niewiele dobrego można powiedzieć. Gra była nerwowa, tempo rwane. Nasi zawodnicy sprawiali wrażenie kompletnie nierozumiejących się ze sobą przypadkowych graczy.
- Mecz do przerwy był bardzo słaby. Kiepsko się go oglądało. Na 0:0 z obu stron. Bez klarownych sytuacji bramkowych. Troszeczkę lepsze było ostatnie 10 minut. Z szarżą Nicoli Zalewskiego. Ale rzeczywiście, widowisko nie napawało optymizmem.
Z czego to wynikało?
- Za dużo stresu przed utratą bramki. Baliśmy się otworzyć, a z przodu byliśmy apatyczni. Akcje były rwane. Nastawiliśmy się na wrzutki, które były niwelowane przez Bośniaków, którzy też grali schematem na wrzutkę i ewentualnie wygranie pojedynku główkowego. Mecz taktyczny, widowisko nieporywające.
Te zmiany w przerwie były do przewidzenia.
- Dobrze, że trener Jan Urban ściągnął Bartosza Slisza, który grał cały czas z tyłu. Jeżeli chcemy grać dobrze z Holandią czy Włochami, to można kogoś tak defensywnego wystawiać. Ale jak gramy z kimś takim, jak reprezentacja Bośni i Hercegowiny, to taki zawodnik nie ma prawa być na boisku.
Po przerwie wreszcie podeszliśmy wyżej. Coś zaczęło się dziać pod bośniacką bramką...
- Zagraliśmy mocniej w ofensywie. Stworzyliśmy kilka sytuacji, może nie stuprocentowych, ale więcej ich było niż w pierwszej połowie. Skończyło się jednak na bezbramkowym remisie, ale czego można oczekiwać od zespołu, jeśli środek pomocy gra w przede wszystkim do tyłu?
Jak to możliwe, że zawodnik z Wisły Płock, Wiktor Nowak, dziś grający w praskiej Slavii, debiutuje i gra o wiele lepiej od rutyniarzy?
- On już w młodzieżowych zespołach pokazywał się z dobrej strony. Na tle takiego przeciętnego zespołu jak Bośnia chłopak, który ma chęci, ma przestrzeń, idzie do przodu, uderza, bardzo chce - zawsze będzie lepiej wyglądał od kogoś, kto gra zachowawczo. Trochę na alibi, żeby nie popełnić błędu. Lepiej stawiać na takich zawodników, którzy nie mają kompleksów i chcą wygrywać, bo o to w piłce chodzi. Remis niewiele nam daje, a nie o remis u siebie nam chodziło.
No właśnie, dlatego rzucali się w oczy Piotr Zieliński, Zalewski mocno gestykulujący, z irytacją rozkładający ręce.
- Na pewno spodziewali się lepszej gry i zwycięstwa. Natomiast uważam, że dziś to jest nasz poziom. Jesteśmy równorzędnym rywalem dla Bośni. Przy takim przeciwniku możemy wygrać 1:0, jak i przegrać 0:1. A jeszcze teraz ja zapytam - kiedy wygraliśmy z zespołem, który się liczy w europejskiej piłce? Dlatego zacznijmy i nauczmy się wygrywać z tymi, którzy są europejskimi średniakami, bo na tym poziomie właśnie jesteśmy; w tym miejscu się sytuujemy.
Jak oceni pan występ Roberta Lewandowskiego?
- No nie zauważyłem, żeby był na boisku (uśmiech). To tak dla żartów, ale no... słabo. Ponadto miał momenty, których ja u niego nie lubię, czyli cofał się na swoją połowę boiska, bo chciał rozgrywać piłkę. Tak grał za Waldka Fornalika i to były jego najgorsze czasy. Tak grał, gdy był w najgorszej formie i teraz znów wraca do tego, bo z przodu nie daje sobie rady. A cofając się, też niewiele daje, bo nie jest tak dynamiczny, jak kiedyś.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
Dariusz Gęsior
