Narodziny gwiazdy
O liderze zespołu z Filadelfii mówi teraz cała liga!
Tyrese Maxey wyrasta na nową wielką gwiazdę NBA. Fot. Bill Streicher-USA TODAY Sports/SIPA USA/PressFocus
Philadelphia niespodziewanie wywiozła punkty z Milwaukee, a główna w tym zasługa Tyrese Maxeya, który zdobył aż 54 punkty (rekord kariery). 25-latek gra w tym sezonie wybornie - jest wiceliderem klasyfikacji strzelców (ustępuje tylko Luce Donciciowi), prowadzi w statystykach trójek (wyprzedza Stephena Curry'ego, mistrza w tym elemencie). W porównaniu z poprzednim sezonem ma dużo lepsze procenty skuteczności rzutów z gry oraz zza łuku, notuje dużo więcej zbiórek i asyst, a przy tym prawie nie schodzi z parkietu (w czwartek był na boisku aż 47 minut). - Jeśli byłaby potrzeba, mógłbym zaraz zagrać dwa kolejne mecze - z uśmiechem mówił w pomeczowym wywiadzie. Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy świadkami narodzin gwiazdy dużego formatu. - On jest wyjątkowy. Jest sercem i duszą tej drużyny. To podobne do tego, co swego czasu robił Allen Iverson - chwali kumpla Paul George.
Kolejny mecz wygrało San Antonio. Drużyna z Teksasu pokonała u siebie silną Atlantę. Gospodarze bardzo wysoko wygrali drugą kwartę (46:26) i to pozwalało im kontrolować przebieg spotkania. To trzecia wygrana z rzędu zespołu z San Antonio i w sumie 11. w tej edycji rozgrywek. Sukces tym cenniejszy, że odniesiony bez kontuzjowanego Victora Wembanyamy. Zespół napędzali De'Aaron Fox (26 punktów) oraz Keldon Johnson (25 punktów). Jeremy Sochan dobre momenty przeplatał słabszymi - w 22 minuty zdobył 8 punktów, miał 5 zbiórek, 5 asyst, przechwyt i blok. Pod względem skuteczności było jednak kiepsko - trafił 3 z 10 rzutów, a w trójkach - 0/5.
San Antonio - Atlanta 135:126, Orlando - LA Clippers 129:101, Memphis - Sacramento 137:96, Milwaukee - Philadelphia 114:123 po dogrywce.
(p)
