Najważniejsze są zasady

Rozmowa z Arkadiuszem Najemskim, obrońcą Motoru Lublin

Minęły cztery lata odkąd Arkadiusz Najemski przeniósł się do Motoru Lublin. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Jakie towarzyszą panu wrażenia po kilku dniach spędzonych w Turcji?

- Trzeba zacząć od boiska. Jest dobrze przygotowane, a godziny treningów mamy dostosowane do naszych wymagań. To jest największy plus. Niestety, pogoda na początku zgrupowania nie sprzyjała. Momentami mocno popadało i jedną jednostkę treningową musieliśmy odwołać właśnie przez obfite opady deszczu. Po kilku dniach nastąpiła jednak poprawa warunków, więc jest bardzo dobrze. Jeśli mam wybierać, wolę grać w słońcu, gdy jest nawet bardzo ciepło. Lepiej się wtedy żyje, człowiek ma więcej energii!

Pan na zimowy obóz do Turcji udał się po raz pierwszy w karierze. Ilość klubów piłkarskich w tym okresie na Riwierze Tureckiej może robić wrażenie.

- Doświadczam tego pierwszy raz i obserwuję, co się dzieje. Pomimo że klubów – nawet w naszym hotelu – jest wiele, podczas sesji treningowych nie wchodzimy sobie w drogę. Nasze treningi skonstruowane są tak, żeby każdy zespół miał dostęp do tego, co jest najważniejsze w tym okresie. Przyjazd tak wielu zespołów z Polski na południe Turcji wiąże się też z tym, że czasem spotykamy się z kolegami z ekstraklasy i możemy spokojnie porozmawiać o sprawach niezwiązanych z piłką nożną.

Obserwowałem trening Motoru i zauważyłem, że gra pan ze specjalną maską ochronną. Co się stało?

- 10 grudnia przeszedłem operację przegrody nosowej. Był to wynik tego, że kiedyś miałem złamany nos i nie pojechałem do szpitala, więc zrósł się krzywo. Przez to miałem krwotoki z nosa, gdy przychodziła zima. Chodzenie w masce wynika więc z zaplanowanego zabiegu, a nie ze świeżo doznanej kontuzji.

W pana przypadku kontuzje jednak często przeszkadzały w rozwoju kariery. Odkąd gra pan w Motorze, kilkukrotnie musiał pan pauzować z powodu urazów. Nawet w tym sezonie ominęły pana pierwsze spotkania. Jak się pan teraz czuje?

- Trochę zagrałem w tej rundzie (15 meczów – red.), więc – jak widać – ze zdrowiem wszystko jest w porządku. Oczywiście od czasu do czasu coś pobolewa, ale takie jest życie piłkarza. Musi boleć, bo jeżeli nie boli, to oznacza, że coś źle się wykonuje (śmiech). Jestem zdrowy, wszystko jest okej.

Zastanawia się pan czasem nad tym, co by było, gdyby nie kontuzje?

- Na co dzień nie myślę o tym, „co by było gdyby”. Jestem skupiony na tym, co mam do zrobienia tu i teraz.

Tu i teraz Motor jest w ekstraklasie. Dla pana była to okazja do tego, żeby zadebiutować na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w wieku 28 lat. Jakie uczucia panu towarzyszyły podczas pierwszego meczu w elicie?

- Na pewno chciałbym szybciej zadebiutować w ekstraklasie. Takie są zresztą marzenia każdego zawodnika. Uważam, że za długo musiałem czekać na debiut. Spokojnie dałbym radę wcześniej zagrać w ekstraklasie, gdyby ktoś dał mi szansę. Wyjście na ekstraklasową murawę po raz pierwszy nie wiązało się ze szczególną ekscytacją. Jestem w drużynie, która ma szczegółowo przygotowane zadania i wie, co ma robić. Każdy z piłkarzy Motoru robi wszystko dla drużyny. Tak działamy od drugiej ligi, gdy zaczęła się nasza podróż do ekstraklasy i pod tym względem nic się nie zmieniło, gdy zespół objął trener Mateusz Stolarski.

W 2021 roku podjął pan decyzję o przenosinach z pierwszoligowego GKS-u Bełchatów do drugoligowego Motoru. Już wtedy czuł pan, że w ciągu kilku lat awansuje pan z lublinianami do ekstraklasy?

- Trudno było wtedy dokładnie przewidzieć, co się stanie w przyszłości. Wiedziałem, że to duży projekt, który będzie się rozwijał. Tak było w planach i tak wyszło. Po drodze oczywiście były wzloty i upadki, ale od momentu przyjścia trenera Goncalo Feio w 2022 roku coś ruszyło. To szkoleniowiec, który dobrze przekazuje informacje drużynie i ma pojęcie o swojej pracy. To daje efekty.

Portugalski szkoleniowiec rzeczywiście jest tak dobry, jak o nim się mówi?

- Świadczą o tym statystyki. Legia gra w Europie i nieźle punktuje. W Motorze awansował do 1. ligi, a średnia punktów też była na wysokim poziomie. To mówi samo za siebie i nie muszę już nic więcej dodawać.

A jaki jest trener Mateusz Stolarski? Z zewnątrz wydaje się profesjonalistą, a obserwując trening Motoru można się w tym przekonaniu tylko utwierdzić.

- Uważam, że jest wyjątkowym szkoleniowcem. Podam przykład z treningu. Trener Mateusz Stolarski doskonale wie, że cała jednostka treningowa musi zostać skrupulatnie przygotowana przed jej rozpoczęciem, a nie w jej trakcie. To zabiera czas, co wydaje się oczywiste. Jednak, gdy rozmawialiśmy ze sobą okazało się, że niektóre zespoły wychodzą na boisko, żeby trenować i dopiero wtedy wszystko jest dla nich układane. W Motorze, gdy wychodzimy na boisko treningowe, wszystko mamy już gotowe.

Co jest więc sekretem dobrych wyników Motoru?

- Kluczem są ludzie, którzy pracują w klubie, którzy zarządzają. Wszyscy wkładają serce w to, co robią i razem dążymy do celu.

A co sprawiło, że Motor – podobnie jak GKS Katowice – radzi sobie nie najgorzej po awansie do ekstraklasy? W końcu to nie jest oczywiste, że beniaminek potrafi regularnie punktować.

- W obu drużynach nie było wielkiej rewolucji kadrowej po awansie z 1. ligi do ekstraklasy. U nas zostało wielu zawodników, którzy nie tylko grali w Motorze na zapleczu elity, ale nawet w 2. lidze. Mieliśmy wpojone zasady i nie trzeba było nam ich tłumaczyć na nowo. Pewne rzeczy wykonujemy automatycznie. To pozwala nam na boisku zdobywać punkty i niejednokrotnie funkcjonować na boisku lepiej od pozostałych ekip.

Patrząc na niektóre spotkania Motoru w tym sezonie można mieć wrażenie, że przeskok pomiędzy ligami nie jest taki duży. Jaka jest prawda o ekstraklasie?

- Jest różnica jakościowa. W ekstraklasie grają zawodnicy, którzy mają spore umiejętności indywidualne. Wydaje mi się, że w innych klubach wyżej stawia się właśnie te indywidualne zdolności ponad zasady, którymi zespół ma się kierować. To daje nam szansę na zdobywanie punktów. I nie chodzi mi o to, że mamy słabszych zawodników, bo tak nie jest. Chodzi o to, że standardy w grze, którymi się kierujemy, sprawiają, że mamy przewagę. One są warte więcej niż indywidualności.

Gdzie jest sufit Motoru?

- Sufitu nie ma i pokazujemy to od czasu gry w 2. lidze. Byliśmy na ostatnim miejscu, a awansowaliśmy do 1. ligi. Chwilę później z marszu awansowaliśmy na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Dlatego w przyszłości Motoru może wydarzyć się wszystko. Nie ma ograniczeń.

Kilka dni temu kończył pan 29. urodziny. Jakie miał pan życzenie dla samego siebie?

- Chciałbym tylko, żeby dopisywało mi zdrowie. To jest najważniejsze, reszta przyjdzie sama.

W Beleku rozmawiał Kacper Janoszka