Najtrudniejsze przed nimi

Jesień w Gliwicach upłynęła pod znakiem kłopotów. Tych na boisku w drugiej części rundy i tych finansowych, które światło dzienne ujrzały w listopadzie.

Wiosną Piast musi być zjednoczony wokół jednego celu, czyli utrzymanie, jeśli chce uniknąć nerwowych momentów. Na zdjęciu Patryk Dziczek, Jorge Felix i Fabian Piasecki.

Trudno ocenić kolejny sezon pracy trener Aleksandara Vukovicia w klubie przy Okrzei, bo trudno też ocenić, jaki wpływ na postawę zespołu mają kłopoty organizacyjno-finansowe Piasta.

Ratunek od miasta

Pod względem sportowym kłód pod nogami „Vuko” miał sporo. A to długo czekał na wzmocnienie ataku, które na razie wzmocnieniem się nie okazało. Po starcie sezonu stracił dwóch najbardziej utalentowanych piłkarzy, czyli Ariela Mosóra i Michaela Ameyawa, którzy odeszli do Rakowa Częstochowa. Poza tym w trakcie sezonu kontuzji i kartek nie brakowało, co obnażyło problemy gliwiczan na niektórych pozycjach.

Na szczęście dla kibiców Piasta, drużyna zaliczyła świetny początek rozgrywek. Punkty, które wtedy udało się zdobyć sprawiły, że nawet nie wygrywając w lidze od połowy października gliwiczanie zakończyli rok w środkowej strefie tabeli. Co prawda przewaga nad strefą spadkową wynosi tylko cztery punkty, ale mogło być o wiele gorzej. Źle wyglądały też finanse klubu, co było widać już w poprzednich raportach finansowych, ale dopiero audyt i briefing prasowy nowych władz Gliwic i klubu pokazały całą prawdę o tym, że niedawny król - czytaj mistrz Polski z 2019 roku - jest nagi. Ponad 30 milionów długu i zagrożona licencja na grę w ekstraklasie mogły przestraszyć fanów. Dlatego też akcja naprawy finansów stała się priorytetem. Dwie pożyczki od miasta na łączną sumę 18 mln zł i podwyższenie kapitału na ponad 3 mln zł mają przywrócić normalność i dać czas, aby dokonać głębszych reform. Pod względem finansów do końca sezonu drużyna ma już nie odczuwać jakichkolwiek turbulencji i skupić się na walce w lidze.

Kosmetyczne zmiany?

A wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Piasta czeka znów walka o utrzymanie. W poprzednim sezonie udało się je uzyskać na kilka kolejek przed końcem. Teraz może być spokojniej, jeśli gliwiczanie wygrają kilka pierwszych meczów na wiosnę. Trener Vuković chciałby wzmocnić zespół, ale będzie to trudne, bo w klubie będą raczej zaciskać pasa. Kilku piłkarzom kończą się kontrakty i być może przed nimi ostatnia runda w barwach Piasta. To wszystko sprawia, że zmartwień nie brakuje, a wiosna może być różna. Przy Okrzei wierzą jednak, że ciężka praca zimą popłaci i jak to było w wielu poprzednich rundach, w drugiej części sezonu kibice zobaczą skuteczniejszego i lepszego Piasta. Doświadczenia w zespole nie brakuje, ale wszyscy muszą zmobilizować się wokół jednego celu, bo na boisku i po za nim trwa walka o lepszą przyszłość klubu z Okrzei.

(KRIS)

11. PIAST GLIWICE

STRZELCY (18): 4 – Felix, 3 – Ameyaw, Chrapek, 2 – Rosołek, 1 – Czerwiński, Kądzior, Kostadinow, Piasecki, Pyrka, Szczepański.

PLUS

Chęć naprawy finansów

Trudno wyróżnić jednego z piłkarzy, bo wielu z nich miało lepsze i gorsze momenty, a brak jest zawodnika, który długo wyróżniał się na tle pozostałych. Dlatego też, biorąc od uwagę sytuację finansowo-organizacyjną, plusem są ostatnie działania podjęte przez władze klubu i miasta w kierunku uzdrowienia finansów, które zmierzały w bardzo złym kierunku. Dwie pożyczki udzielone przez radę miasta na kwotę ok. 18 mln zł to tylko doraźna pomoc, ale zwiększenie akcji przez miasto Gliwice i zapowiedź wdrożenia planu naprawczego powinny pozytywnie wpłynąć na klub i drużynę.

MINUS

Napastnicy w odwrocie

Temat przy Okrzei stary jak świat i znów powracający jak bumerang. Dwa gole Macieja Rosołka, który większą część rundy grał jako skrzydłowy i tylko jedno trafienie numeru 1 na szpicy, czyli Fabiana Piaseckiego, to powody do… wstydu. Sprowadzony latem z Cypru Andreas Katsantonis w ekstraklasie nie strzelił gola, więc gliwiczanom pozostało zagrażać rywalom przede wszystkim po stałych fragmentach gry. Bez goli napastników wiosną o utrzymanie będzie ekstremalnie trudno. Sztab szkoleniowy, a przede wszystkim sami atakujący muszą coś z tym zrobić.