Na właściwych torach

Adrian Meronk lubi pole w Rijadzie. W lutym tam zwyciężył, a teraz był piąty. Triumfował Josele Ballester. Anthony Kim „zmartwychwstał”.

Adrian Meronk z kolejnym dobrym występem w International Series. Fot. galeria turniejowa asiantour.com

Polak, który oprócz tytułu wywalczonego w Riyadh Golf Club, zwyciężał w czterech turniejach DP World Tour, w Irlandii, Australii, we Włoszech i w Hiszpanii oraz wcześniej na Challenge Tour w Portugalii, ostatnio nie miał świetnej passy. Od swojego pierwszego triumfu w LIV Golf w lutym przeszedł jeden cut, zajmując 6. miejsce w marcu, w turnieju International Series Macau. Był tam całkiem bliski wywalczenia zaproszenia na The Open, a do awansu zabrakło trzech uderzeń. Nie przeszedł cuta w żadnym z pięciu tegorocznych turniejów DP World Tour, w których wystąpił, w Hero Dubai Desert Classic, Amgen Irish Open, BMW PGA Championship, FedEx Open de France i Alfred Dunhill Links Championship. Nie widzieliśmy go też w żadnym turnieju wielkoszlemowym. Teraz wiele wskazuje, że jego gra powróciła na właściwe tory, a on przypomina elektryzującego zawodnika, którego pamiętamy, i za którym tęsknimy.

Pierwsze efekty

Praca z nowym trenerem najwyraźniej zaczęła przynosić długo wyczekiwane rezultaty. Widoczne było to zwłaszcza pierwszego dnia turnieju PIF Saudi International. Wrocławianin szalał, trafił dziewięć birdie, nie miał ani jednego bogeya i z ognistą rundą 62 prowadził w turnieju, wraz z Calebem Surrattem. Świetnie puttował, grał rewelacyjnie ironami, okiełznał drivera. Puttera użył skromne 25 razy, trafił 7 na 14 fairwayów i aż 16 greenów w regulacji. Uwadze kibiców nie mogła umknąć seria pięciu z rzędu birdie, rozpoczynająca się na dołku dziewiątym. - Nie wiem. Po prostu wydaje mi się, że Riyadh Golf Club pasuje do mojej gry – powiedział wtedy. - Naprawdę mi się podoba. Myślę, że już wiem, jak grać na tym polu i lubię te greeny. Piłki ładnie się po nich toczą. Dobrze widzę ich kontury. Tak, po prostu lubię tu grać. Cieszę się, że znów tu jestem. 

W czwartek, siłą rzeczy, czekało pewne ochłodzenie koniunktury, a na jego karcie znalazło się 70 uderzeń. W piątek doszło 68 strzałów, co z wynikiem -13 plasowało go przed sobotnim finałem 4 uderzenia za liderami - Deanem Burmesterem i Calebem Surrattem. Sobota nie zaczęła się dla najlepszego polskiego golfisty dobrze, bo od dwóch bogeyów na pierwszych siedmiu dołkach. Później zaczął spektakularnie odrabiać straty, trafiając birdie na dołkach 11,13 i 14. Ostatecznie z -14 skończył turniej na świetnym piątym miejscu, dzielonym z małą armią aktualnych i dawnych zawodników LIV – Lucasem Herbertem, Jasonem Kokrakiem, Brandenem Gracem, Tyrrellem Hattonem i... Anthonym Kimem! Oprócz poręcznych 136,583  dolarów, zainkasował również sporo punktów w rankingu światowym. Po nieustannym ostrym pikowaniu od marcowego International Series w Macau, po którym zajmował 187. miejsce, przed Saudi International spadł na pozycję 789., a po nim podskoczył na miejsce 587. w OWGR.

Członkostwo

Specjalnie dla naszej redakcji Adrian tak podsumowywał swój najnowszy występ: - Cieszę się z wyniku. Dobrze widzieć progres po paru miesiącach gorszych rezultatów. Nie jestem jeszcze zadowolony w pełni ze swojej gry, cały czas będę nad tym pracował i mam nadzieję, że z turnieju na turniej będzie się to poprawiać. Po Afryce planuję przerwę od golfa, myślę, że minimum trzy tygodnie, żeby trochę odpocząć i naładować baterie na przyszły rok. Mam nadzieję, że to jest krok w dobrą stronę, żeby moja gra była coraz bardziej powtarzalna i coraz lepsza i żeby wyniki też były jeszcze lepsze. Także idziemy dalej i zobaczymy, jak to się potoczy. 

Najbliższy występ Adriana to Nedbank Golf Challenge in honour of Gary Player, który rozpocznie się w przyszły czwartek w Sun City w Afryce Południowej, oczywiście na polu Gary’ego Playera. Adrian potwierdził nam również swój występ w styczniowym turnieju Rolex Series - Hero Dubai Desert Classic, w którym zajął drugie miejsce dwa lata temu, jedno uderzenie za Rorym McIlroyem. Okazało się bowiem, że wbrew wcześniejszym doniesieniom, jednak będzie członkiem DP World Tour w sezonie 2026, dostając dodatkowy, trzeci sezon członkostwa - jako podwójny zwycięzca w 2023 roku. Polak posiada bardzo wysoką, trzecią kategorię członkowską, która pozwala mu grać w każdym turnieju DP World Tour, oczywiście poza zawodami wielkoszlemowymi i play-offami, gdzie wymagany jest odpowiedni ranking. To świetna wiadomość dla kibiców w Polsce.  

Pierwsze zawodowe trofeum

Z wynikiem -22 zwyciężył 22-letni Josele Ballester, zasilający drużynę LIV Golf - Fireballs GC. Hiszpan zaczął rywalizację od rundy 66, grając później na przemian 65-66-65. Triumfował z przewagą aż trzech uderzeń przed Callebem Surrattem, który prowadził lub współprowadził po każdym z trzech pierwszych dni. To całkiem imponująca wygrana, zwłaszcza jako pierwsza profesjonalna!  

- Przede wszystkim, bardzo dziękuję. Jestem super szczęśliwy – powiedział zachwycony młodzieniec. - To znaczyło dla mnie wszystko, prawda? Koniec końców, to bycie młodym chłopakiem marzącym o tej chwili, o pierwszej zawodowej wygranej. Dlatego tak ciężko pracowałem każdego dnia. To naprawdę super, że w końcu to zrobiłem. To zmotywuje mnie do dalszej pracy, aby osiągnąć wszystko, co mogę. Ale teraz jestem naprawdę szczęśliwy i wdzięczny wszystkim, którzy mnie wspierali. To było wspaniałe ostatnie kilka miesięcy. Dużo się nauczyłem. Kiedy dołączyłem do LIV, nie grałem świetnie i to był proces nauki. Musiałem się poprawić. To naprawdę fajne widzieć, że w tym krótkim czasie tak bardzo się poprawiłem i że mogę rywalizować na najwyższym poziomie z najlepszymi zawodnikami na świecie.

Trzeci był Dean Burmester, a czwarty Richard Bland. 52-letni angielski weteran wciąż grający golf swojego życia, tylko raz triumfował na DP World Tour, cztery lata temu podczas Betfred British Masters. Teraz jest już dwukrotnym triumfatorem seniorskich Wielkich Szlemów - Senior PGA Championship i U.S. Senior Open. Finałowy turniej sezonu Asian Tour International Series był ostatnią okazją dla chcących dołączyć do LIV Golf. O dwa dostępne miejsca do końca toczyła się ostra rywalizacja. Ostatecznie dwie „złote karty” wywalczyli, reprezentant Zimbabwe, zwycięzca rankingu Scott Vincent i drugi w klasyfikacji, Japończyk Yosuke Asaji. - Myślę, że to jeszcze oswajam – powiedział Vincent, triumfator tegorocznego International Series w Maroku. - Teraz chcę tylko zobaczyć się z rodziną. Tak, wyruszymy w podróż dziś wieczorem i nie mogę się doczekać, żeby ich spotkać.

Kim kontratakuje

Swoim występem wprawił w osłupienie Anthony Kim, w 2008 roku ekscytujący debiutant amerykańskiej drużyny Ryder Cup, a rok później Presidents Cup. Pojawił się jak meteor, rzucając golfowy świat na kolana. Później zaczęły trapić go kontuzje i pewnego dnia przepadł bez wieści, w bardzo tajemniczych okolicznościach wycofując się z gry na długie i, jak sam często to opisywał, mroczne 12 lat. W lutym 2024 roku gruchnęła wiadomość o jego powrocie do golfa, jako zawodnika LIV Golf. Grał, niestety, koszmarnie, w tym roku wylatując z LIV. Nagle coś przestawiło się w jego głowie. Anthony, zdobywca trzech trofeów PGA Tour w latach 2008-2010, obecnie 40-latek po przejściach jakie nam się nie śniły, wystrzelił w Rijadzie po rundach 67-64-69-70, zajmując piątą pozycję i notując najlepszy występ od czasu powrotu. Jego walka z uzależnieniami odbiła się na nim widocznym już na pierwszy rzut oka piętnem. Wykazał się jednak odwagą i hartem ducha, wracając w blask fleszy. - Tak, oczywiście, zmagałem się ze sporą ilością chorób psychicznych i uzależnieniami i, wiesz, pracuję dla rodziny, pracuję dla siebie – opowiadał już po swoim najlepszym występie od ponad dekady. - Ale pracuję też dla ludzi, którzy się zmagają.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Triumfował Hiszpan Josele Ballester. Sukces świętowali również Scott Vincent i Yosuke Asaji

Anthony Kim - zawodnik po przejściach

Richard Bland jest jak dobre wino

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się