Na szczęście trzeba zapracować
Rozmowa z Martenem Kuuskiem, obrońcą GKS-u Katowice
Marten Kuusk wrócił do pierwszego składu GieKSy. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
Porażka 1:3 z Legią musiała być bolesna. W końcu GKS Katowice toczył w miarę wyrównany pojedynek z Wojskowymi, którzy walczą w europejskich pucharach. Co poszło nie tak?
– Nasz styl gry był lepszy niż w poprzednim meczu z Widzewem. Byliśmy bardziej pewni siebie w defensywie i w ofensywie. Tworzyliśmy więcej okazji na gola. W pierwszej połowie miałem wrażenie, że znaleźliśmy swój rytm. Dopiero pod jej koniec Legia zaczynała dominować i… padła bramka. Zazwyczaj jesteśmy silni przy stałych fragmentach. Wiemy, jak zachowywać się przy rzutach rożnych rywala. W niedzielę jednak było inaczej. Nie powinniśmy tracić tak łatwo bramek. Pokazaliśmy jednak charakter. Nie zwiesiliśmy głów. Dalej walczyliśmy i w końcu dostaliśmy to, na co zasłużyliśmy, czyli bramkę na 1:1. Wówczas do końca meczu pozostało kilkanaście minut. To newralgiczny moment spotkania i w takich chwilach musimy być po prostu lepsi, musimy dawać z siebie jeszcze więcej, więcej biegać, bardziej się starać. Otrzymaliśmy natomiast bramkę w ostatniej chwili, gdy powinniśmy przeciwnika powstrzymać.
Zabrakło szczęścia?
– Nie chcę powiedzieć, że mieliśmy pecha, bo nie wierzę w takie rzeczy. Na szczęście trzeba zapracować. Moglibyśmy zakończyć mecz i powiedzieć, że zabrakło nam szczęścia, ale musimy być po prostu lepsi, bo każdy milimetr i każda sekunda meczu są ważne.
To był pana pierwszy mecz w tym sezonie. W trzech pierwszych kolejkach nie wszedł pan na murawę ani na minutę. Czy wkroczenie z powrotem do wyjściowej jedenastki było trudne?
– Dla mnie ta sytuacja była dość normalna. To mój drugi sezon w ekstraklasie, już nie raz byłem rezerwowym. W takich sytuacjach skupiam się na tym, żeby jak najlepiej prezentować się na treningach, żeby nie wypaść z formy. Cały czas jestem gotowy do tego, żeby wejść na boisko, więc nie było dla mnie problemem to, że w pierwszych spotkaniach nie grałem, a w meczu z Legią zagrałem od pierwszej minuty. Nie jest to problem, szczególnie w tym zespole, w którym mam tak dobrych kolegów. Wspieramy się wzajemnie i zawsze wiemy, co mamy robić.
W czterech pierwszych kolejkach zdobyliście punkt. Co GKS Katowice musi zrobić, żeby w końcu wygrać?
– Musimy codziennie pracować nad tym, żeby stawać się lepszymi. Zawodnicy, którzy dołączyli do nas latem, z dnia na dzień coraz lepiej odnajdują się w drużynie. Jeśli popatrzymy na poprzedni sezon, jego początek też był dla nas trudny. Po pięciu kolejkach zdobyliśmy pięć punktów. Nie graliśmy też najlepiej. Teraz jest tak, że mamy bardzo dobre podstawy. Ogólna struktura defensywy jest bardzo dobra, co było widoczne w meczu z Legią, której potrafiliśmy się postawić na wyjeździe. Musimy tylko kontynuować naszą pracę, w którą mocno wierzymy.
Za GieKSą mecze z Rakowem, Widzewem i Legią, wymagającymi rywalami. Czy od najbliższej kolejki będzie łatwiej?
– Moim zdaniem w ekstraklasie nie ma łatwych meczów. Nie można więc myśleć w taki sposób. Trzeba być w pełni skupionym na tym, jak powinniśmy grać, żeby wygrywać. Nie możemy oglądać się na naszych rywali. Każdy chce wygrać i to jest powód, przez który w każdym meczu trzeba walczyć o punkty. Poprzednie mecze były oczywiście wymagające, ale porażki nie wynikały z tego, jak zagrali przeciwnicy. Tu chodzi o nas, to my musimy się polepszyć.
Rozmawiał Kacper Janoszka
40 MECZÓW ligowych rozegrał estoński obrońca Marten Kuusk w GKS-ie Katowice. 12 spotkań na zapleczu ekstraklasy, a rywalizacja z Legią była dla niego 28 w najwyższej klasie rozgrywkowej.
