Na razie bez szału
Włókniarz skazany na spadek, ROW raczej nie powalczy o awans – taka konkluzja płynie po zakończeniu okresu transferowego. Chyba że jeszcze się coś wydarzy…
Rohan Tungate w poprzednim sezonie zdobywał punkty dla ROW-u Rybniku. W 2026 pojedzie dla Włókniarza. Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus
ŻUŻEL
W polskim żużlu teoretycznie termin na podpisywanie kontraktów minął o północy 20 listopada. Kluby nie zdecydowały się na razie na odkrycie jeszcze wszystkich kart. Z informacji oficjalnych nie płyną jednak zbyt optymistyczne wieści dla fanów czarnego sportu w województwie śląskim. Włókniarzowi Częstochowa najprawdopodobniej nie udało się wyrwać żadnej gwiazdy głównemu rywalowi w walce o utrzymanie, czyli gorzowskiej Stali. ROW Rybnik, po spadku z ekstraligi, zmontował na papierze bardzo przeciętną drużynę, którą w teorii nie powinno być stać na więcej niż środek tabeli. W Świętochłowicach cieszą się natomiast z faktu, że ligowy żużel w ogóle wraca do miasta po 24 latach przerwy.
Częstochowa: Gwiazdy nieugięte
Fatalny klimat wokół klubu z Częstochowy i długi zostawione przez byłego już prezesa Michała Świącika sprawiły, że Włókniarz na rynku transferowym był w niemalże katastrofalnym położeniu. W momencie gdy pod Jasną Górą rozstrzygała się przyszłość dyscypliny i dochodziło do zmian właścicielskich, rywale mieli już gotowe składy na sezon 2026. Włókniarzowi pozostało zebrać ochłapy z pańskiego stołu i liczyć albo na cud, albo przygotować się na niemal pewny spadek, ewentualnie spróbować wyrwać jakąś gwiazdę za olbrzymie pieniądze rywalom, licząc się przy tym z olbrzymią karą finansową. Nowy właściciel klubu, Bartłomiej Januszka, postanowił podjąć rękawicę i zabrać jedną lub najlepiej dwie czołowe postaci borykającej się z problemami Stali Gorzów. Pozyskanie Jacka Holdera i/lub Andersa Thomsena wywróciłoby bowiem układ sił i sprawiło, że to Stal stałaby się outsiderem i głównym kandydatem do spadku. Holdera się nie udało, został oficjalnie ogłoszony w Gorzowie. Thomsen teoretycznie nie ujawnił jeszcze, gdzie będzie startował w przyszłym roku, ale wszystko wskazuje na to, że nie zmieni barw. Włókniarz ogłosił tych, o których mówiło się od dawna, czyli Rohana Tungeta (ROW Rybnik)i Jaimona Lidseya (GKM Grudziądz). W klubie na trzeci sezon z rzędu pozostał też Mads Hansen. We Włókniarzu pojadą również Jakub Miśkowiak oraz Sebastian Szostak (U-24). Na papierze takiej drużynie trudno może być wygrać jakikolwiek mecz, chyba że w Częstochowie szykują jeszcze jakiegoś asa w rękawie.
Rybnik: starzy znajomi
Rewolucję po spadku przeszedł klub z Rybniku. Wymianie uległa… cała drużyna, poza formacją juniorską. Ogłoszeni za jednym zamachem zawodnicy nie są bynajmniej przy Gliwickiej anonimowi. Prezes Krzysztof Mrozek zdecydował się postawić na sprawdzone w I lidze nazwiska, czyli Jakuba Jamroga, Patryka Wojdyłę oraz startującego na Śląsku w sezonie 2023 Jana Kvecha. Do tego – tradycyjnie zawodnik po przejściach z Włókniarza. Przed rokiem był to Maksym Drabik, tym razem Wiktor Lampart. Teoretycznie tak zmontowany zespół może mieć poważne problemy z awansem do czołowej czwórki, nie mówiąc o powrocie do elity, ale jak już niejednokrotnie zdążyliśmy się przekonać - teoria to jedno; a to, co przyniesie tor - zupełnie inna historia. Prezes mocno wierzy w swój zespół i podobnie jak przed dwoma laty zapowiada niespodziankę.
Świętochłowice: powrót po latach
To, o czym mówiło się od dawna, w końcu stało się faktem. Ligowy żużel wraca do Świętochłowic! Kibice Śląska nie grymaszą i cieszą się, że w ogóle po blisko ćwierć wieku będą mogli emocjonować się ligowymi występami. Na razie świętochłowiczanie zakontraktowali: Adriana Gałę, Mateusza Tondera, Andrija Rozaliuka, Bastiana Borke, Rune Thorsta oraz dwójkę młodzieżowców. Już ta kadra u siebie powinna być w stanie powalczyć o punkty w Krajowej Lidze Żużlowej (trzeci poziom rozgrywek), a ktoś na pewno dołączy do Śląska jeszcze na zasadzie wypożyczenia.
Mariusz Rajek
