Na ostrzu noża

Jon Rahm wygrał turniej LIV Golf Hong Kong, przerywając bolesną dla niego, trwającą aż 539 dni serię bez indywidualnego triumfu.

Jon Rahm długo czekał na to zwycięstwo. Fot. LIV Golf

Hiszpan przystępował do niedzielnego finału jako współlider, z wynikiem -17 dzieląc prowadzenie z Belgiem Thomasem Detrym oraz Amerykaninem Haroldem Varnerem III. Jon Rahm w swoim stylu z furią zaatakował na drugiej dziewiątce, notując cztery birdie z rzędu począwszy od trzynastki. Gonił go grający przed nim inny Belg - Thomas Pieters.

Nie robić nic głupiego

Rahm trafił birdie z siedmiu stóp na czternastce. Pieters w tym samym czasie zaliczył bogeya, po szokującym zagraniu z tee na piętnastce. „Rahmbo” rozpoczął grę na ostatnim dołku z pięciopunktową przewagą. Zagrał tam do lasu, skąd wyszedł niemal bez szwanku, kończąc bogeyem i trzema uderzeniami przewagi nad Detrym oraz czterema nad Pietersem. Pytany o to, co Pieters zrobił na fatalnym dla niego dołku, przyznał: „Widziałem na tablicy wyników, co stało się z Thomasem. To był dla mnie sygnał, żeby zachować cierpliwość i nie robić nic głupiego. W golfie margines między byciem liderem a upadkiem jest brutalnie mały”. Zwycięzca rankingu w ubiegłym sezonie mimo braku nawet jednej wygranej, teraz w końcu zatriumfował, zajmując drugą pozycję w dwóch pierwszych turniejach LIV w nowym sezonie. Triumf w Hongkongu był jego pierwszym od zwycięstwa w finale sezonu zasadniczego LIV w Chicago, we wrześniu 2024 roku. „Wielka ulga – powiedział dwukrotny indywidualny mistrz ligi. - Tylko tak mogę to opisać. W przeszłości byłem bardzo podekscytowany wygranymi. Po prostu czuję, jakbym zdjął z barków ogromny ciężar. To wszystko, co mogę powiedzieć. Po Riyadh i Adelajdzie zacząłem się zastanawiać, co muszę jeszcze zrobić, by domknąć turniej. Dziś po prostu zaufałem swojemu procesowi. Te cztery birdie z rzędu na drugiej dziewiątce to był moment, w którym poczułem: Okej, to jest mój dzień”.

Konflikt na całego

Wszystko to wydarzyło się w ostrej fazie konfliktu Hiszpana z DP World Tour. Przed turniejem w Hongkongu wypowiadał się dość kwieciście na temat warunków stawianych przez ligę. Podczas konferencji prasowej używał mocnych słów, dość brawurowo oskarżając DPWT o wyzysk i manipulację. Podczas gdy ośmiu graczy przystało na warunki ligi, Rahm jest jedynym, który ich nie zaakceptował. W lutym Adrian Meronk, Tyrrell Hatton, Thomas Detry, Victor Perez, David Puig, Laurie Canter, Tom McKibbin oraz Elvis Smylie - jedyny zawodnik spoza Europy, zawarli porozumienie z DP World Tour, kończąc swój spór z organizacją, co umożliwia im bez dalszych sankcji dyscyplinarnych rywalizację w obu cyklach w sezonie 2026. Zawodnicy zgodzili się spełnić trzy kluczowe wymagania. W całości opłacą zaległe grzywny, nałożone za starty w LIV Golf bez zgody DPWT. Zrezygnowali ze wszystkich toczących się postępowań odwoławczych przeciwko nałożonym wcześniej sankcjom. Zamiast standardowego minimum czterech turniejów, zobowiązali się do występu w sześciu wydarzeniach ligi w sezonie 2026. Dodatkowo muszą brać udział w wyznaczonych działaniach medialnych i promocyjnych. Niby mała rzecz, zwłaszcza biorąc pod uwagę co jest na szali, jednak to właśnie te dwa (!) dodatkowe turnieje tak bardzo uwierają Rahma. „Po prostu odmawiam zagrania w sześciu wydarzeniach. Nie chcę tego robić i nie to mówią przepisy. Powiedziałem im: obniżcie to do czterech, tak jak mówi minimum, a podpiszę umowę jeszcze dziś wieczorem. Nie zgodzili się”. Rahm podkreślał, że jego stanowisko nie zmieniło się ani o milimetr i ta propozycja jest dla niego nieakceptowalna ze względu na narzucanie konkretnych turniejów, w których musiałby wystąpić. Oskarżył też DP World Tour o stosowanie „wymuszeń” wobec graczy. Uważa, że liga wykorzystuje system kar finansowych i zawieszeń, aby zmusić zawodników do podpisywania niekorzystnych umów. Odmawia też zapłacenia kar, szacowanych w jego przypadku na około trzy miliony dolarów, nałożonych za grę w turniejach LIV bez zgody DPWT. Twierdzi, że nie zamierza płacić za prawo do bycia członkiem ligi, której „czuje się” lojalnym reprezentantem. Tak dla przypomnienia, ten lojalny reprezentant ligi podpisał z LIV kontrakt na około 600 milionów dolarów, gdzie LIV narzucił mu wszystkie turnieje, w których musi zagrać...

W zaparte

„Rahmbo” idzie na czołówkę, stawiając swój udział w Ryder Cup w Irlandii pod znakiem zapytania. Zachowanie swojego kolegi z drużyny krytykował Rory McIlroy. „Jest powód, dla którego ośmiu z dziewięciu graczy przyjęło tę ofertę - prawdopodobnie myślą tak samo. Jeden gość myśli nieco inaczej, to wielka szkoda. DP World Tour może zrobić tylko tyle, by wyjść tym chłopakom naprzeciw”.

„Rozegranie dwóch dodatkowych turniejów to nie jest wielki wysiłek. Aby zachować członkostwo, musisz zagrać w czterech turniejach DP World Tour poza turniejami wielkoszlemowymi. To nie wydaje mi się zbyt wiele” – podkreślał posiadacz pełnego Wielkiego Szlema. - Jeśli chcesz grać w Ryder Cup, musisz być członkiem DP World Tour – bronił prawa ligi do wymagania przestrzegania reguł. - Aby być członkiem, musisz przestrzegać zasad i regulacji. DP World Tour ma pełne prawo bronić się jako organizacja członkowska i biznesowa”. Z rozbrajającą szczerością przyznał: „Ryder Cup jest większy niż jakakolwiek pojedyncza osoba. Jest większy niż my wszyscy. My przychodzimy i odchodzimy, gracze przechodzą przez system, ale platforma jest tym, co najważniejsze”.

Luke Donald, po niedawnym oficjalnym ogłoszeniu go po raz trzeci Kapitanem Team Europe, przyjął nieco bardziej dyplomatyczną postawę niż „Rors”. Choć przyznał, że sytuacja z Rahmem to kolejna „nierówność na drodze”, wyraził nadzieję na jej rozwiązanie. Podkreślał, że Rahm był „niesamowitym kolegą z drużyny i zawodnikiem” podczas ostatnich dwóch edycji imprezy w Rzymie i Nowym Jorku i bardzo chce go mieć w składzie w Adare Manor w 2027 roku. Na razie kapitan nie panikuje z powodu obecnego impasu, przypominając, że do turnieju zostało jeszcze 16-17 miesięcy, co daje „mnóstwo czasu” na dojście do porozumienia. Zaznaczył, że jako kapitan „pierwszego dnia w pracy” nie miał jeszcze okazji rozmawiać bezpośrednio z Hiszpanem o jego odrzuceniu oferty DP World Tour, ale planuje to zrobić w najbliższym czasie, aby „zobaczyć, co siedzi w jego głowie”. W przeciwieństwie do McIlroya, Donald unikał oceniania decyzji Rahma. Stwierdził, że „nie chce tego komentować, bo wie, że Jon ma swoje powody”. Zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja. Osobiście podziwiam Luka Donalda za jego anielską wręcz cierpliwość w tej sprawie. Ryder Cup z panem Rahmem lub bez niego i tak się odbędzie, a zawodnicy europejscy na pewno dadzą z siebie wszystko, żeby po raz trzeci z rzędu pokonać Amerykanów.

Wojenna zawierucha

Adrian Meronk z wynikiem -7 ukończył turniej w Hongkongu na miejscu T45, razem z Benem Anem i... Tyrrellem Hattonem. Tak naprawdę nie grał wcale źle, jednak fatalna sobotnia runda +4 zniweczyła szansę na dobry rezultat. Gdyby punktował wtedy na poziomie pozostałych trzech rund, byłby pewnie gdzieś w okolicy TOP 15, a nawet TOP 10. Oczywiście każde takie gdybanie jest raczej bezpodstawne, jednak trzy rundy Polaka na -11 i jedna na +4 mówią same za siebie. Najważniejsze jest to, że Adrian bezpiecznie wydostał się z bombardowanego przez Iran Dubaju i w ogóle dotarł do Hongkongu. Cała wyprawa była dość nerwowa. Grupa zawodników najpierw musiała przejechać prawie 500 kilometrów małym busem do Maskatu w Omanie. Tam czekał na nich niewielki odrzutowiec, który dzięki swojej współpracy z firmą VistaJet zorganizował Rahm. Samolot zabrał siedmiu graczy z Omanu bezpośrednio do Hongkongu, lądując na miejscu w środę przed południem, zaledwie dzień przed rozpoczęciem turnieju. Zaraz po przylocie w mediach społecznościowych Polaka ukazała się informacja: „Bezpiecznie dotarłem do Hongkongu. Dziękuję wszystkim za pomoc, wiadomości i troskę. Trzymajcie się wszyscy bezpiecznie na Bliskim Wschodzie”.

Tydzień pełen wrażeń

Od czwartku Adrian Meronk rywalizować będzie w Sentosa Golf Club w turnieju LIV Golf Singapore. Dorota Zalewska z kolei zagra w Women's Australian Open w Kooyonga Golf Club, na zachodnich przedmieściach Adelajdy. PGA Tour przenosi się na swój największy turniej sezonu The Players Championship! Turniej w Singapurze pokaże Golf Zone. Niestety tym razem stacja ta nie planuje transmisji z Australii, ze względu na niemal idealne pokrywanie się obu wydarzeń. Prawdopodobnie pojawią się tylko powtórki z Adelajdy. Wydarzenia z TPC Sawgrass pokaże niezawodnie Eurosport 2 i HBO Max.

Kasia Nieciak

Hongkong okazał się szczęśliwy dla „Rahmbo”. Fot. LIV Golf

Adrian Meronk dotarł na miejsce z przygodami. Fot. Facebook zawodnika

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się