Na ostrym zakręcie
Coraz ciemniejsze chmury zbierają się nad trzecioligowcem z Pawłowic, który przestał trenować, rozgrywać sparingi, a za chwilę odejdzie trener oraz większość zawodników. Powód? Permanentny brak pieniędzy…
O takie obrazki wiosną może być wyjątkowo trudno... Fot. FB/GKS Pniówek 74 Pawłowice
PNIÓWEK 74 PAWŁOWICE
Dekoniunktura na rynku węgla koksowego, rosnące koszty wydobycia oraz spadek popytu na stal - to główne przyczyny coraz większych problemów Jastrzębskiej Spółki Węglowej, które mają realne przełożenie na świat sportu. Już nie tylko klubu z Jastrzębia-Zdroju, ale również z Pawłowic, który po 18 latach nieprzerwanej gry w 3. lidze prawdopodobnie spadnie szczebel niżej, a to i tak względnie optymistyczny scenariusz. Gorszy mówi o tym, że Pniówek może nie dograć sezonu. Klub jest ściśle powiązany z górnictwem, a w śląskich realiach bardzo trudno znaleźć firmę, która byłaby w stanie zapełnić wyrwę w budżecie opartym dotąd na kopalni.
Liczenie na zrozumienie
- Niepokojące sygnały są już od roku, gdy JSW wycofała się z dotychczasowego wsparcia klubu. To był bardzo trudny rok dla spięcia budżetu, a teraz mamy tego pokłosie. W spółce jest jeszcze gorzej niż przed rokiem i niestety niesie to dla nas konsekwencje – mówi nam prezes Pniówka, Zdzisław Goik. Klub musi dostosować się do nowych realiów, a te nie rysują się w różowych barwach. Osoby związane z klubem obecną sytuację określają wręcz jako fatalną. Pniówek ma problem z bieżącymi płatnościami, piętrzą się zaległości, które mają sięgać września ubiegłego roku. Z drużyną prowadzone były rozmowy na temat obniżenia uposażeń i większość zawodników się na nie zgodziła pod warunkiem, że będą one wypłacone wraz z zaległościami. Piłkarze i trenerzy zgodzili się zejść o 20-30 procent ze swoich wypłat po to, aby klub przetrwał. Tego, że zaległości są, nie ukrywa sternik kubu. - Chcemy to rozwiązywać polubownie, z kim tylko będzie można, nie chcemy z nikim iść do sądu. Przez 52 lata Pniówek zapracował na opinię klubu, który dotrzymywał słowa nie tylko spisanego, ale nawet mówionego. Zobowiązania dotyczą minionego roku. Liczymy na zrozumienie drugiej strony. Szukamy złotego środka, bo z pustego, to nawet Salomon nie naleje - mówi nam prezes Goik.
Prezes przestał się pojawiać
Jego słowa to jedno, a klubowa rzeczywistość drugie. Osoby związane z Pniówkiem nie chcą się wypowiadać pod nazwiskiem z obawy o pogorszenie swojej, już i tak trudnej sytuacji. Najbardziej ubolewają nad tym, że w klubie o problemach nie ma nawet z kim rozmawiać; pozostał jedynie dyrektor Sławomir Szary. Część zawodników jest na kontraktach, natomiast część na tzw. karcie amatora. W praktyce oznacza to umówienie się z zawodnikiem powiedzmy na 200 złotych, aby nie obciążać klubu kosztami ZUS-u, a reszta wynagrodzenia przekazywana jest w formie nagrody. To pójście na rękę klubowi, który jednak mocno negatywnie może się odbić na zawodnikach. Słyszymy też o piłkarzach, którzy w czasie meczu zerwali więzadła krzyżowe i nie dostali żadnej wypłaty, a do tego pytanie: „dlaczego mamy wam płacić, skoro nie gracie?”. - Denerwujemy się, bo prezes praktycznie przestał zaglądać do klubu, a jak jest, to stara się nas unikać; sposób komunikacji jest słaby. Dwa miesiące niepłacenia skutkuje rozwiązaniem kontraktu. Wszyscy chcieliby się dogadać, ale jeśli klub ma piłkarzy gdzieś, to dlaczego mamy iść na rękę? - słyszymy od jednego z zawodników.
Plan B
Co dalej zatem z klubem, który w 19 kolejkach zdobył 15 punktów i w tabeli III grupy 3. ligi zajmuje 16. miejsce?Piłkarze wrócili do treningów 12 stycznia, ale te - z powodu niepewnej sytuacji - zostały zawieszone. Część piłkarzy już odeszła, inni szukają klubów. O wycofaniu z rywalizacji na razie się nie mówi, ale w klubie mieliby pozostać ci, którzy zgodzą się grać... za darmo. Jest plan zbudowania zespołu z zawodników, którzy nie załapią się w Ruchu Chorzów czy GKS-ie Tychy; zawsze bowiem lepiej pokazać się w 3. lidze niż grać w rezerwach pierwszoligowców. - Czeka nas reorganizacja, wymiana praktycznie całego kręgosłupa drużyny. Będziemy musieli oprzeć się na nowym, jeszcze nieustalonym trenerze, który w zasadzie będzie budował wszystko od początku. Musimy oprzeć się na niskobudżetowej młodzieży z Pawłowic i okolic. Dla tych chłopaków będzie to być może jedyna szansa pokazania się na tym poziomie; 3. liga to w końcu jeszcze szczebel centralny podkreśla Zdzisław Goik.
Nie ma się co oszukiwać - tak zbudowany zespół będzie skazany nie tylko na spadek, ale też zapewne na wysokie porażki. Lepsze jednak to niż nieprzystąpienie do rudny rewanżowej lub zawieszenie działalności. - Spróbujemy zaprezentować się z godnością. Sytuacja nam nie sprzyja, czasy są jakie są i jesteśmy zmuszeni zastosować taki wariant. Zawsze jest też możliwość nieprzystąpienia do rozgrywek, w dzisiejszych czasach niczego wykluczyć nie można, ale nawet nie chcemy o tym myśleć, chcemy przystąpić do gry. Przygotowania na pewno będą skrócone. Kilka sparingów i jednostek treningowych nam uciekło. Mamy miesiąc do pierwszego meczu i zobaczymy jak będzie - kończy głosem, w którym ciężko doszukać się optymizmu, prezes Goik, pełniący tę funkcję już 8,5 roku i jak zapewnia, nie pobiera za to uposażenia. W pierwszym meczu rundy rewanżowej (28 lutego) Pniówek ma podjąć rezerwy Zagłębia Lubin...
Mariusz Rajek
