Na lekarstwo… transfery

Łodzian mają ratować kolejni nowi piłkarze.

Trener Igor Jovićević na razie nie odbudował Widzewa. Fot. Tomasz Folta/PressFocus

WIDZEW ŁÓDŹ 

Zaledwie punkt w czterech kolejnych meczach zdobyli piłkarze Widzewa od 24 października do 24 listopada. Czy jest jeszcze w klubie i wśród kibiców ktoś, kto na trzeźwo marzy o graniu w europejskich pucharach w przyszłym sezonie, skoro drużyna ma tylko „oczko” przewagi nad strefą spadkową?

Obrońcy i defensywny pomocnik

Z Koroną Widzew przegrał po raz czwarty z kolei, bo do trzech porażek w lidze od wiosny 2024 dodać jeszcze trzeba przegrany mecz pucharowy w poprzednim sezonie. W niedzielę znów się nie udało i nie był to efekt błędów sędziego albo przypadkowej bramki, straconej w ostatnich minutach. Nie ma żadnego usprawiedliwienia poza słabą grą, źle zestawionym składem czy błędami trenera.

- To jest bardzo trudny moment dla mnie. Człowiek się wtedy zastanawia, co zrobił źle. Może nie jestem wystarczająco dobry? Trzeba pozostać spokojnym, bo panika nic tu nie pomoże – trener Igor Jovićević nie szukał winnych wśród zawodników.

Sami piłkarze nie bardzo wiedzieli, co mają mówić. Rozkładali bezradnie ręce, a Szymon Czyż próbował usprawiedliwiać się zmianami w drużynie. - Mieliśmy w tym sezonie trzech trenerów i dwóch dyrektorów sportowych. Co dwa-trzy miesiące trzeba się dostosować do innego stylu gry – skarżył się słuchającym go dziennikarzom, co bardzo nie spodobało się szefom klubu.

Pożegnanie z łódzką publicznością odbywało się w nieprzyjemnej atmosferze. Co bardziej porywczy wśród kibiców zastanawiali się już nawet, czy wakacyjny pociąg do Chorwacji nadal kursuje, bo natychmiast chcieli do niego wsadzić trenera. Ten jednak ma za sobą właściciela klubu. - To jest przecież dopiero początek budowy drużyny. Krótkoterminowa ocena szkoleniowca jest negatywna, ale ważny będzie końcowy efekt. Drużynę trzeba nadal wzmacniać – oświadczył Robert Dobrzycki, zapowiadając poszukiwania defensywnego pomocnika oraz obrońców.

Złamane lewe skrzydło

Osobą odpowiadającą za transfery jest w Widzewie Dariusz Adamczuk, którego związków ze Szczecinem nie trzeba przypominać. Stąd wzięły się sensacyjne pogłoski o ściągnięciu do Łodzi Kacpra Kozłowskiego (obecnie w tureckim Gaziantepie) i… Kamila Grosickiego. Adamczuk stanowczo zaprzecza jakimkolwiek rozmowom z Grosickim, ale przyznał, że każdy zatrudniłby takiego zawodnika niezależnie od tego, ile ma lat. No i wiadomo, że piłkarz negocjuje z Pogonią nowy kontrakt. W tej sytuacji nie można się dziwić, że chce jeszcze coś ugrać nie tylko na boisku. – Pogoń ma pierwszeństwo – oświadczył widzewski menedżer, który przecież wie, że oficjalnie nie może rozmawiać z zawodnikiem przed 1 stycznia. Bardziej realne są obecnie transfery z Ukrainy, bo trener Jovićević ma tam bardzo dobre kontakty. Kandydatem jest m.in. lwowiak Marian Szwed z Szachtara ze stażem w Celtiku Glasgow w karierze, który niedawno grał w meczu przeciwko Legii.

Widzew w tym roku ma do rozegrania jeszcze trzy mecze – wszystkie na wyjazdach: 28 listopada z Piastem, 2 grudnia pucharowy z Pogonią i 6 grudnia z Zagłębiem. W tym najbliższym nie wystąpi Mariusz Fornalczyk, akurat najlepszy w Widzewie w meczu z Koroną – wyklucza go czwarta żółta kartka. Widać było, że się stara, walczy, szuka piłki, ale jedynym tego efektem był strzał w poprzeczkę i kilka innych, obronionych przez bramkarza. Wykartkował się też Dion Gallapeni, który już w niedzielę osłabił drużynę podwójną żółtą,i też nie zagra w Gliwicach. Złamało się więc całe lewe skrzydło Widzewa.

Wojciech Filipiak

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się