My zawsze o utrzymanie

Z DRUGIEJ STRONY – Piotr Tubacki

Niewątpliwym plusem posiadania najlepszej personalnie redakcji sportowej w kraju jest to, że czytając teksty kolegów można z nich wyciągnąć wiele mądrości, a także natchnienia. I takie właśnie natchnienie, skłaniające ku refleksji, naszło mnie, gdy przeczytałem wczoraj tekst meczowy Michała Zichlarza pt. „Gra o utrzymanie” – no bo punkt po dwóch meczach sugeruje duże prawdopodobieństwa takiego scenariusza. A moja refleksja brzmi: odkąd wystartowała Liga Narodów, Polska gra tylko o utrzymanie. Nigdy o więcej.

Utrzymanie dywizji A było przez długi czas punktem honorowym, którego realizacją szczycili się kolejni selekcjonerzy. Najzabawniejszy jest jednak fakt, że Biało-czerwoni... spadli już w pierwszej edycji! Może już zdążyliście zapomnieć, że Polska – ale i Niemcy, Chorwacja oraz... Islandia – utrzymały się wówczas przy zielonym stoliku. UEFA stwierdziła bowiem, że trzy drużyny w grupie to mało i trzeba poszerzyć je do czterech. W efekcie wszyscy z trzecich, najniższych miejsc utrzymali się – też Polska, która z Portugalią i Włochami ugrała ledwie dwa punkty.

W kolejnych dwóch edycjach jako ten czwarty zawsze dochodził ktoś słabszy, którego Orły mogły podrapać pazurkami – i tak najpierw udało się wyprzedzić Bośnię i Hercegowinę, a w kolejnej odsłonie Walię. Mecze z tymi zespołami były o być albo nie być, bo z rywalami wyżej notowanymi – Belgią, Włochami i dwukrotnie Holandią – Polacy nie mieli szans. Dopiero w czwartej edycji LN noga się poślizgnęła. Tym razem przeciwnikiem do ogrania byli Szkoci i wszystko wskazywało, że uda się ich wyprzedzić – ledwo, bo ledwo, ale jednak – tyle że w doliczonym czasie ostatniego meczu gola na 2:1 strzelił Andrew „pieron jeden” Robertson. Polska zajęła więc ostatnie miejsce i spadła, a Szkoci... też spadli, bo od czwartej edycji wprowadzono baraże dla przedostatniej drużyny. Dlatego nawet gdyby Polacy wyprzedzili Szkocję, to i tak mogliby spaść – ale to już gdybanie.

Spadek do dywizji B oznaczał, że Biało-czerwoni może wreszcie nie będą walczyć o utrzymanie. W końcu w ich grupie każdy deklaruje chęć jej zwyciężenia. W tej chwili jednak o optymizm trudno. Sebastian Szymański wprost mówi, że atmosfera nie jest najlepsza. Ja jednak jeszcze nie zakładałbym definitywnie, że Polaków czeka gra o utrzymanie – mimo wszystko. Jeśli wygrają z Rumunią – sprawa pozostanie otwarta, choć wówczas najprawdopodobniejszym scenariuszem będzie walka nie o awans bezpośredni, ale o baraże o awans. Czyli w najgorszym wypadku... gwarancja utrzymania. Nie byłby to scenariusz pozbawiony sensu, bo tak jak powiedział Robert Lewandowski – gra w dywizji A była dla Biało-czerwonych na wyrost. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, aby się z nim nie zgodzić.

Wygrywając tylko pięć meczów przez cztery edycje w najwyższej dywizji – z czego żadnego z „gigantami” – Polska ugruntowała swoje miejsce w szeregu. To nie jest i prędko nie będzie żaden „top”. Reprezentacja znajduje się w etapie regresywnym po ambitnym pokoleniu z Piszczkiem, Glikiem, Krychowiakiem, Grosickim, Szczęsnym, Błaszczykowskim itd., z którego zostali już tylko Zieliński i będący jedną nogą po drugiej stronie Lewandowski. Każdy kolejny selekcjoner ma z tego pokolenia coraz mniej, więc ma... coraz trudniej. Spójrzcie na ten zespół nie przez pryzmat „my”, ale z zewnątrz, jako hipotetyczny cudzoziemiec. Myślicie, że na kimkolwiek zrobiła wrażenie porażka ze Szwecją lub ktokolwiek płakał za brakiem Polskina mundialu?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się