Musimy się z nimi naparzać!
Rozmowa z Dawidem Celtem, kapitanem reprezentacji Polski w Billie Jean King Cup
Zawsze walczymy z całych sił, żeby Iga z nami była – Dawid Celt i nasza gwiazda, listopad 2025, Gorzów Wielkopolski. Fot. Paweł Jaskółka / Press Focus
Jak ważny dla polskiej drużyny jest fakt, że z Ukrainą o awans do finałów Billie Jean King Cup 2026 zagracie 10-11 kwietnia nie przed neutralną publicznością i pustymi trybunami, tylko w Polsce, a konkretnie w kilkunastotysięcznej PreZero Arenie w Gliwicach?
- To bardzo ważne, po to zawodniczki trenują przez całe życie, żeby grać dla dużych publiczności i na pięknych obiektach. Jeżeli mamy możliwość zrobić to na dodatek w Polsce, to tym bardziej nas to cieszy.
Dla rywali mecz w Polsce to również nie jest złe rozwiązanie, bo na pewno dopingować ich będzie spora grupa mieszkających u nas Ukraińców?
- Tak, w Radomiu było mnóstwo kibiców z Ukrainy, duża publiczność. Oczywiście, Ukraińcy byli formalnie gospodarzem i nie musieli wcale nam oddawać organizacji meczu. Mogli powiedzieć: słuchajcie, jedziemy do Turcji, gramy w Turcji. Co moglibyśmy wtedy zrobić? Nic, musielibyśmy to przyjąć do wiadomości, spakować się, wsiąść do samolotu i zagrać w Turcji. Więc fajnie z ich strony, że doszli do wniosku, że nikomu nie służy takie granie, a widząc, ilu Ukraińców żyje w Polsce, jest potencjał, żeby zrobić fajne wydarzenie. Szczegóły dogadali prezesi obu federacji i dzięki temu jest duża szansa na to, że to będzie naprawdę świetny tenisowy event.
No właśnie, wszak w Polsce nie rozgrywa się zawodowych turniejów głównego cyklu WTA Tour, więc to będzie jedna z nielicznych okazji, żeby nie ruszając się poza granice zobaczyć w akcji czołowe tenisistki świata.
- No właśnie, to jest znakomita rzecz, jeżeli chodzi o promocję tenisa i wszystko, co jest z tym związane. Chcemy zachęcać też ludzi, żeby w jak największej liczbie zaczęli grać w tenisa. Może dzięki meczowi z Ukrainą w Gliwicach pojawią się kolejni przyszli tenisiści? To jest dla nas bardzo istotne. Nie patrzymy tylko przez pryzmat jednego meczu, ale szerzej - całej dyscypliny.
Kibiców najbardziej interesuje jednak, czy będą mogli zobaczyć w akcji Igę Świątek. Czy jest szansa, że wiceliderka rankingu przyjedzie do Gliwic i wzmocni reprezentację?
- Myślę, że jest taka szansa. Iga zawsze daje z siebie maksa, tak było w listopadzie w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie pomogła nam wygrać eliminacje z Nową Zelandią i Rumunią. Zobaczymy, w jakiej dyspozycji fizycznej i psychicznej będzie na początku kwietnia. Będziemy obserwować, jak będą wyglądały najbliższe tygodnie w jej wykonaniu. Myślę, że to będzie bardzo istotne. Natomiast zawsze walczymy z całych sił, żeby Iga z nami była. I nie inaczej będzie tym razem.
Mecz odbędzie się na nawierzchni ziemnej, podobnej do tej, na której Świątek ma zagrać w kolejnym tygodniu turniej w Stuttgarcie. To też ma przekonać Igę do gry w Gliwicach ?
- Tak jest, nie ma co ukrywać. Nie patrzymy na rywalki, patrzymy na siebie. Bo jeżeli Iga będzie miała w planach grać Stuttgart - a na ten moment ma takie plany - to ta nawierzchnia będzie w zasadzie albo taka sama, albo bardzo podobna. Tak samo było rok temu w Radomiu, dziewczyny były z tej mączki bardzo zadowolone. Więc mam nadzieję, że w tym roku będzie tak samo.
Czy wszystkie pozostałe nasze tenisistki z Top 150 też są brane pod uwagę?
- Wszystkie najlepsze dziewczyny są brane pod uwagę. Z niektórymi jestem już wstępnie umówiony, rozmawialiśmy. Mam zapewnienie, że są w pełnej gotowości. Wiadomo, że w tenisie, zresztą jak w każdym sporcie, dwa miesiące to szmat czasu. Może się mnóstwo wydarzyć, dlatego też trochę bez sensu jest w tej chwili mówić o personaliach, bo wszystko może się diametralnie zmienić. Ale z mojej strony już pierwsze działania zostały wykonane. Robię wszystko, żeby skład na Ukrainę był najmocniejszy, bo musimy być przygotowani w pełni na to, że Ukrainki przyjadą w najmocniejszym składzie. I wtedy musimy, kolokwialnie mówiąc, się z nimi naparzać. Ale też po to, żeby zrobić duże święto tenisa w pięknej gliwickiej hali, żeby ściągnąć jak najwięcej kibiców. A do tego też jest potrzebny dobry produkt.
Rok temu przegraliśmy w Radomiu z Ukrainkami w turnieju kwalifikacyjnym do finałów BJKC edycji 2025, ale nie zagrały wówczas najwyżej notowane nasze tenisistki - oprócz Świątek zabrakło także Magdaleny Fręch i Magdy Linette. Rozumiem, że jest duża chęć rewanżu za tę porażkę?
- Każdy sportowiec ma zawsze w sobie dużą chęć rewanżu. Ostatnio dostaliśmy lanie od nich, Ukrainki były w najmocniejszym składzie, z Eliną Switoliną i Martą Kostjuk. My byliśmy w nie najmocniejszym zestawie, więc chcielibyśmy się na pewno odegrać. Naszym celem jest zagrać w finałach i ja o tym głośno mówię. Graliśmy w nich trzy razy, chciałbym pojawić się w tym finale po raz czwarty. I myślę, że w tych finałach nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Taki jest nasz cel. Oczywiście najpierw musimy pokonać bardzo trudnego rywala - przynajmniej na dzisiaj, na papierze, bo nie wiemy, w jakim składzie przyjadą Ukrainki. Ale w jakim by nie były, mają duży potencjał. Nawet jeżeli nie będzie Switoliny, jest kilka innych mocnych dziewczyn, więc to będzie dla nas trudne zadanie. I musimy się bardzo dobrze do niego przygotować, wykonać ten pierwszy krok, żeby myśleć o spełnianiu naszych największych marzeń.
Rozmawiał i notował Tomasz Mucha
