Mundial a sprawa LGBTQ

CZADOBLOG - Paweł Czado

Mam tak, że nigdy nikomu do łóżka i portfela nie zaglądam. Szanuję prywatność. Sam jako zdeklarowany heteroseksualista w pełni szanuję prawa społeczności LGBTQ. Nic mi do tego, kto kogo kocha i z kim śpi. Uważam, że to zwyczajnie nie moja sprawa. Ludzi o odmiennej orientacji seksualnej poważam, tak samo jak… nieodmiennej, bo jakakolwiek orientacja nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Zarówno wśród heteroseksualistów, jak i homoseksualistów są przecież ludzie godni podziwu i tacy, dla których mamy jedynie wzgardę. Wszelkie tromtadrackie twierdzenia o „zbokach” przyjmuję więc ze wstrętem. Zawsze podejrzewam, że wypowiadają je głównie ci, których pewne ukryte marzenia nie mogły się spełnić…

A co ten tekst robi w „Sporcie”?! – spytają po tym pierwszym akapicie z zaskoczeniem niektórzy Czytelnicy. Cóż, zacząłem ten tekst, akcentując wątki tak dalekie na pierwszy rzut oka od futbolu, bo jednak okazuje się, że są one mundialu… bliskie. Świadczą o tym wydarzenia w Seattle, dosyć zaskakujące, kontrowersyjne, dające do myślenia. Jak uważają niektórzy mieszkańcy USA, z którymi mam kontakt – wręcz niezręczne.

Otóż w Seattle wiele miesięcy temu zanim jeszcze było wiadomo, że akurat tam spotkają się Iran z Egiptem zdecydowano, że ten akurat mecz będzie specjalną okazją do wyrażenia poparcia dla społeczności LGBTQ – jako tzw. Pride Match. No, ale trafiło się starcie wspomnianej pary, czyli państw muzułmańskich, gdzie homoseksualizm jest nielegalny i ścigany prawnie. Przedstawiciele tych krajów uznali to więc za wyraz złośliwości organizatorów i mocno protestowały, żądając wręcz wycofania wszystkich tego rodzaju inicjatyw.

Zarówno Egipt, jak i Iran naciskały ponoć na FIFA, aby usunęła logo Pride z tego meczu. FIFA odmówiła, miasto Seattle ostatecznie postawiło na swoim. W efekcie na stadionie podczas meczu znajdowały się flagi LGBTQ.

Niedaleko stadionu uczestnicy Parady Równości tańczyli odziani w tęczowe flagi. Obok dysydenci podnosili transparenty i krzyczeli o „wolnym Iranie”, wywieszając przedrewolucyjną flagę z lwem i słońcem. Za nimi uliczni kaznodzieje za pomocą megafonów próbowali przekonać do własnych racji. Ktoś rozciągnął trzymetrowy baner z napisem „FIFA: Koniec z agendą LGBT. Niech futbol będzie futbolem”. Nieco dalej trwała… propalestyńska demonstracja.

Uważam to za nieszczęśliwe i niepotrzebne. Nie podoba mi się to. Po pierwsze dlatego, że nie tylko nie mam prawa interesować się osobistymi preferencjami innych ludzi, ale mam również prawo... się tym nie interesować! Dostrzegacie subtelną różnicę? Na mundialu chcę zajmować się jedynie mundialem. Wolno mi?

Po drugie, dlatego że tego rodzaju inicjatywę przy meczu dwóch muzułmańskich krajów można jednak odebrać jako rodzaj złośliwości. Czyż nie było lepiej zorganizować tego w inny dzień? W Seattle odbyło się i odbędzie jeszcze kilka spotkań tego mundialu.

Po trzecie – w ogóle nie podoba mi się, że futbol przyciąga inicjatywy pozafutbolowe. Uważam, że powinien łączyć, a nie dzielić, nie powinny nim sobie wycierać gęby ani organizacje lewicowe, ani prawicowe, ani laickie, ani religijne, ani postępowe, ani ultrakonserwatywne – po prostu żadne. Jest tyle możliwości, żeby świętować – po co prowokować?

Dlatego środowisku LGBTQ życzę jak najlepiej. Ale jednak poza mundialem.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się