MultiVAR

REMANENT, cotygodniowy felieton Jerzego Chromika

Katowice – Warszawa wspólna sprawa? Niekoniecznie, bo albo jedni, albo drudzy mieli być w Europie. Los tak chciał, los tak sobie z nich zadrwił. Już dawno temu refren z piosenki Fogga zmienił się z „tej ostatniej niedzieli” na ostatnią sobotę, a teraz brzmi jeszcze bardziej intrygująco – ta ostatnia minuta!

Mam nadal w uszach – „naciś, Gieksa, naciś!”, a przed oczyma zwalistą sylwetkę Mariana Dziurowicza opartego o lewą ścianę tunelu przy starej Bukowej. W ustach miał rozżarzonego papierosa, a przed nimi snuły się kłęby dymu, bo wynik meczu ukochanej drużyny pozostawał na granicy zawału, a lada moment sędzia miał gwizdnąć po raz ostatni i odebrać resztki złudzeń Katowicom i ich... okolicom.

W pewnym wieku nie można igrać ze zdrowiem, więc 23 maja w porze multiligi wybrałem się do stołecznego teatru Ateneum. Sztukę grano tam nieprzypadkową, bo pod tytułem „Ostatnia lekcja”. Ciekawe nawiązanie do pożegnania sezonu Ekstraklasy. Czwórka młodych aktorów zagrała brawurowo, ale i tak najważniejsze były ostatnie sceny. Jak, nie przymierzając, w Szczecinie. W Ateneum z udziałem Adama Ferencego! Świętował bowiem tego dnia pół wieku pracy twórczej i... pozostaje moim ulubionym aktorem.

Nie będę oszukiwał, że wyłączyłem telefon, zanim jeszcze zgasły światła na widowni. Nie, do ostatniej sekundy 98. minuty śledziłem przebieg meczu Pogoń – GKS. Wtedy jeszcze, zagrożona przecież nie tak dawno spadkiem, Legia była na rogatkach Europy. Oczywiście, że nie życzyłem jej źle, bo jednak od lat płacę podatki w Warszawie i kto wie, czy nie dokładam się akurat do stadionu przy Łazienkowskiej 3.

A sąsiad z lewej, siedzący obok w pierwszym rzędzie, też chciał znać wynik, ale akurat Jagiellonii, bo to jej kibicuje od dziecka. W Białymstoku skończyli po 93 minutach, ale Górnik już wcześniej zabrał jej tytuł wicelidera, a w Szczecinie nadal grali. Tam była 94. minuta, przed którą przestrzegała mnie od kilku chwil moja ukochana żona:

– Nie bój nic, GKS i tak wyrówna w 94. minucie i Legia nie zajmie tego piątego miejsca. To byłoby wszak niesprawiedliwe...

Żona zna się na piłce jak mało która kobieta. Nawet nie chodzi tu o mitycznego spalonego. To opanowała jeszcze przed naszym narzeczeństwem, siedząc na kolanach dziadka, swego czasu piłkarza Legii... Poznań! Tak, to żadna pomyłka, był taki klub, była taka drużyna. Też wojskowa.

Wracajmy jednak do Szczecina. Kilka chwil po tym, jak Marcel Wędrychowski, który wychował się w tym mieście i większość sportowego życia spędził w Pogoni, doprowadził Warszawę do stanu przedzawałowego, tuż przed zgaszeniem świateł, to sąsiad w teatrze syknął w moją stronę – niestety... Był posłańcem dobrej wiadomości dla Katowic i okolic. Na moim wyświetlaczu też zapaliło się 1:1! Trudno, ale...

Od czego są kolejne wspomnienia z moich pucharowych wyjazdów na Górny Śląsk i pokonywania po wielokroć trasy „szybkiego ruchu”, czyli tzw. gierkówki?

Katowiczanie, po ponad 20 latach, też będą w europejskim oknie wystawowym! Nie wiadomo tylko, czy przypadkiem nie wylosują znowu kogoś z północy Starego Kontynentu. Gdy odpadali po rewanżu u siebie z Rovaniemi, to podczas bankietu pożegnalnego jeden z miejscowych działaczy pocieszał prezesa Dziurowicza zdaniem:

– Nie martw się, Marian, pomyśl tylko, że takie renifery to całe życie zimne jedzą, a my tu mamy gorący bigos.

A propos bigosu. Po zagraniu bramkarza rękami poza polem karnym na wysokości zadania stanął VAR. A konkretnie sędzia Pskit! Pozwoliło to orzec o czerwonej kartce i zmusiło Pogoń do wstawienia między słupki gracza z pola. A potem Wędrychowski miał strzał nie za punkt, a za miliony.

Taki to paradoks ostatniej minuty w tej ostatniej sobocie sezonu. Europa da się lubić! Podobnie jak multiVAR w multilidze.

– Naciś, Gieksa, naciś!

No i oczywiście:

– Jadymy durś!

Symboliczny kadr ze stadionu przy Bukowej. Śp. Marian Dziurowicz tak najchętniej oglądał mecze... Fot. JCH

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się