Możni w opałach
LIGOWIEC - Michał Zichlarz
Do końca rozgrywek już niewiele, bo 15 kolejek i kto by się spodziewał, że o mistrza Polski na tym etapie rozgrywek będzie walczył beniaminek z Płocka czy Górnik, który przecież w poprzednim sezonie był w lidze na dalekim, bo 9. miejscu! Do tego o utrzymanie walczą Legia, Widzew i Pogoń! Takiego obrotu sprawy nikt nie mógł się spodziewać. Przecież wymienione trio to ekipy, które miały ambicję nadawania tonu rozgrywkom. Raz, że to bardzo bogate jak na nasze warunki kluby, to jeszcze przecież – przynajmniej w teorii – są tam wystarczająco mocne kadry, żeby bić się o czołowe miejsca, a nie okupować spadkowe, czy być ich coraz bliżej, jak ma to miejsce w przypadku Portowców.
Wiele składa się na taki scenariusz. Złe zarządzanie czy złe prowadzenie klubu przez właścicieli. Legia doświadcza tego od lat. Klub ma swoje problemy, i choć zdawałoby się, że właściciel Dariusz Mioduski ściąga właściwych ludzi, bo Fredi Bobić, bo Michał Żewłakow, bo trener Marek Papszun, to mąki z tego nadal nie ma. Brak nawet nie trofeów, ale w ogóle możliwości gry w europejskich pucharach w nowym sezonie, to dla legionistów nie tyle sportowa, co finansowa katastrofa. I pomyśleć, że rok temu Wojskowi pod okiem Goncalo Feio zagrali w ćwierćfinale Ligi Konferencji i byli w stanie pokonać ich późniejszego triumfatora, a zarazem klubowego mistrza świata - samą Chelsea! Rok w futbolu to jednak wieczność i teraz Warszawianie są o krok od katastrofy, bo grozi im drugi spadek w historii z najwyższej klasy rozgrywkowej. Ten pierwszy miał miejsce 90 lat temu, w 1936 roku.
Widzew? Nowy właściciel pompuje w klub kolejne miliony. W tym sezonie w dwóch okienkach Łodzianie kupili zawodników za 18 milionów euro, czyli blisko 80 milionów złotych, ale efektu nie ma. Drużyna jest zlepkiem, a kolejne zmiany trenerów nic nie dają. Oj przydałby się tam ktoś taki, jak w latach 90. ubiegłego wieku nieżyjący już niestety Franz Smuda, który wszystko trzymał za przysłowiową mordę, a wyniki były, bo i dwa mistrzostwa Polski i Liga Mistrzów.
Pogoń też ma niby nowego właściciela, też ściąga graczy z nazwiskami, ale przegrywa kolejne mecze i stacza się w tabeli. Cztery ostatnie spotkania to trzy porażki, w tym w Pucharze Polski, gdzie – jak w przypadku Legii – finalisty z poprzedniego roku, nie ma już w dalszej części rozgrywek. Rok temu zimą były kłopoty finansowe, piłkarze nie wyszli nawet na jeden z treningów, nie było wiadomo co dalej, co z prywatyzacją. Teraz jest nowy właściciel Alex Haditaghi, który uratował klub przed nieuchronnym upadkiem finansowym, ale sportowego wyniku nie ma.
Może więc lepiej jak kasy nie ma za wiele, ale jest większa motywacja, jak ma to miejsce w Płocku, Zabrzu, Kielcach czy Gdańsku? Kluby z tych miast zadziwiają. Odstają finansowo od wielu innych w ekstraklasie, ale sportowo bronią się doskonale, notując kolejne wygrane. Pewnie jedną z odpowiedzi na pytanie dlaczego tak im idzie, jest spojrzenie na ławkę trenerską i na szkoleniowców prowadzących Wisłę, Górnika, Koronę i Lechię. Odpowiednio Mariusz Misiura, Michal Gasparik, Jacek Zieliński oraz John Carver świetnie zarządzają prowadzonymi przez siebie zespołami, a pomimo zmian kadrowych, wyprzedaży czołowych graczy, osłabień, to dają sobie ze wszystkim radę,czego najlepszym dowodem jest ligowa tabela w tej części sezonu.
