Może przypadek, może metoda?
KOMENTARZ „SPORTU” – Mariusz Rajek
Bo w Grodzisku Mazowieckim nie ma ani stadionu (drugi sezon z rzędu Pogoń domowe mecze rozgrywa w Pruszkowie), ani rzeszy kibiców (ostatni mecz na szczycie z ŁKS-em oglądało 1360 osób, ale to pierwszy raz w sezonie, gdy liczba przekroczyła tysiąc), ani wielkich sponsorów, ani wpływów z dnia meczowego, ani najwyższych kontraktów. Trudno też mówić o fanaberii samorządu, który pompowałby miliony w klub, czy lokalnego barona, który zamiast latać w kosmos (obserwatorium astronomiczne akurat w Grodzisku jest, widać je nawet ze stadionu) lub podróżować po świecie – postanowił ładować kasę w miejscowy klub.
Wartość kadry według Transfermarkt? Dwa miliony 350 tysięcy euro – trzydzieści tysięcy mniej niż ostatnia Puszcza Niepołomice i pięć razy mniej niż ósma w tabeli Lechia Gdańsk zarobiła na jednym tylko Tomasie Bobcku.
Genialny trener, który stworzył potwora, jak kiedyś Marek Papszun w Rakowie? Nic z tego. Drużynę do 1. ligi ponad rok temu wprowadzał Marcin Sasal, potem zespół przygotowywał Adam Mrówka, w poprzednim sezonie prowadził ją Piotr Stokowiec, a od tego przejął ją Tomasz Kafarski. Nie można zatem mówić o ciągłości myśli szkoleniowej.
Wspólny mianownik jest tylko jeden: to nadal działa! I chyba nikt tak naprawdę nie wie dlaczego. O przypadku raczej ciężko mówić, ale może dorabianie jakiejś niesamowitej ideologii i rozbieranie na czynniki pierwsze nie ma większego sensu? Może w polskiej piłce naprawdę nie trzeba olbrzymich nakładów, pięknego opakowania i nostalgicznej historii, aby po prostu dobrze grać w piłkę? W Grodzisku Mazowieckim obnażają horrendalne przepłacenie futbolu nad Wisłą i pokazują, jak bardzo inni przepalają pieniądze. Oby więcej takich Pogoni – za marzeniami i czystą pasją!
