Może ktoś nas wysłucha...
Rozmowa z Arkadiuszem Miszką, byłym trenerem Górnika Zabrze w likwidacji
Zdziwienie Arkadiusza Miszki (z lewej) brakiem reakcji na upadek tak zasłużonego dla Zabrza klubu nadal nie mija. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Co u pana słychać?
- Nadal jestem pracownikiem Zespołu Szkół Sportowych w Zabrzu i SPR Górnik Zabrze. W poniedziałek w nocy wróciłem z obozu w Gdańsku z juniorami młodszymi, bo mam pod sobą dwie grupy. Przygotowania rozpoczęliśmy 4 sierpnia, a w piątek jadę z młodymi na turniej do Frydka Mistka.
Z Górnikiem nie ma pan już nic wspólnego?
- Górnik już nie istnieje. Jest w likwidacji, ale nie wiem, na jakim ta likwidacja jest etapie.
Odtwórzmy sobie chronologicznie ostatnie chwile handballowego Górnika. Sezon zakończyliście na 4. miejscu - premiowanym udziałem w europejskich pucharach - i rozjechaliście się na urlopy, wiedząc o definitywnym upadku klubu?
- To było w toku i poza nami, jednak jeszcze liczyliśmy, że coś się wydarzy, że rozmowy z miastem przyniosą pozytywne skutki. I tak mijał tydzień za tygodniem, aż w końcu z internetu i od dyrektora sportowego Darka Czernika dowiedzieliśmy się, że klub nie będzie miał licencji na grę w Orlen Superlidze. No a bez licencji to już domyśliliśmy się, w jakim to kierunku zmierza. Że klubu już nie będzie.
Było jakieś oficjalne pożegnanie?
- Chłopcy od razu rozjechali się na urlopy. Wtedy po raz ostatni się z nimi widziałem. Wtedy podaliśmy sobie ręce na pożegnanie... Uważam, że wykonaliśmy kawał fantastycznej roboty. Tworzyliśmy w Górniku super kolektyw. Grali w Zabrzu zawodnicy, którzy oddali serce dla tego klubu. Zasługiwali na ogromny szacunek. Ja się bardzo cieszę, że pomimo tych problemów udało się chłopakom znaleźć kluby i życzę wszystkim samych sukcesów.
To bardzo przykre doświadczenie dla wychowanka klubu, a potem trenera, który jest dopiero na początku szkoleniowej drogi.
- Szkoda, że to się tak w jednym momencie wszystko rozpadło, że miasto nam nie pomogło, że nie zagramy w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Gdyby teraz znalazł się ktoś w Zabrzu lub miasto wyraziło chęć odbudowy Górnika od zera, co już w przeszłości się zdarzało, podjąłby się pan tej roli od sportowej strony?
- Jasne, że bym się podjął, dlaczego nie? Gdyby znalazł się ktoś z pomysłem na klub, ktoś, kto zechciałaby ze mną współpracować jako trenerem, to jak najbardziej byłbym na tak. Przecież mamy w Zabrzu tyle utalentowanej młodzieży. Nasi wychowankowie, którzy zdobywali medale mistrzostw Polski, grają po różnych ligach na Śląsku i w kraju. Można byłoby ich ściągnąć z powrotem, popracować z nimi i wracać szczebelek po szczebelku na poziom, na którym całkiem niedawno byliśmy.
Dla kogo teraz szkolić będziecie młodzież, skoro nie ma Superligi, o której każdy talent marzy, zaczynając przygodę z handballem?
- Do tej pory też szkoliliśmy talenty, choć pierwszy zespół nie brał tych chłopaków, bo Górnik w ostatnich latach zawsze walczył o medale, grał w europejskich pucharach, a to już są bardzo wysokie progi dla młodego chłopaka, który kończy wiek juniora. Oni odchodzili tam, gdzie przez regularną grę mogli się rozwijać. Tak naprawdę w ostatnich latach do pierwszego zespołu przebili się tylko Paweł Krawczyk i Daniel Wisiński. Dobrym przykładem jest też Adrian Trójniak. To nasz chłopak, który w tym sezonie zdobył złoty medal mistrzostw Polski juniorów. Niedawno podpisał kontrakt z Piotrkowianinem i świetnie sobie radzi, bo go obserwuję. Rozmawiałem z jego trenerem, są z niego bardzo zadowoleni i będzie grał w Superlidze. Szkolimy więc chłopaków, by mogli iść dalej i rozwijali się dla polskiej piłki ręcznej, bo nie można patrzeć tylko na seniorów czy na siebie. Staramy się robić to jak najlepiej i fajnie byłoby mieć w Zabrzu seniorską drużynę.
Macie seniorską drużynę pod egidą SPR Górnik Zabrze.
- Tak, ale ona jest stworzona po to, by ogrywać młodych chłopaków. Nie ma nacisku na awans do Ligi Centralnej czy Superligi. Przygotowujemy ich do walki w mistrzostwach Polski w swoich kategoriach wiekowych. Oni potem są gotowi do gry w seniorskich zespołach. Kolejnym przykładem może też być Jakub Sladkowski, który podpisał kontrakt z CD Bidasoa Irun i będzie występował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii, Assobal Lidze. Z kolei Szymon Mucha trafił do Olsztyna, potem był w Śląsku Wrocław, a teraz związał się z Kwidzynem, więc to kolejny nasz wychowanek w Superlidze. Mamy powody do satysfakcji, gdy takie perełki, do których dołożę już ogranego Łukasza Gogolę, który z Puław przeprowadził się do Piotrkowa Trybunalskiego, występują w elicie polskiego handballu.
SPR może przejąć spuściznę Górnika, a wcześniej Pogoni Zabrze, czyli historię, herb, medale?
- To zależy tylko od prezesa Darka Mogielnickiego. Ale żeby tak się stało, to pewnie musiałaby powstać druga drużyna seniorska, ponieważ w aktualnej występują tylko nasi absolwenci i juniorzy. U nas nie gra nikt spoza Zespołu Szkół Sportowych i SPR-u Górnik Zabrze. Gdy chłopcy skończą liceum, to już u nas nie będą grali, ponieważ skończyli edukację w szkole, która szkoli i ogrywa tylko naszych juniorów.
W jakich ligach można spotkać waszych wychowanków?
- Różnie to bywa. Bardziej mnie cieszy, że chłopcy, którzy odchodzą, nadal grają. To też jest potrzebne i ważne, by dwa-trzy lata pograć na niższym szczeblu, przygotować się do Superligi i wejść do niej w pełni gotowym, a nie od razu pójść wyżej, a potem siedzieć na ławce.
Przy tym całym szaleństwie unicestwienia Górnika ta rozmowa mimo wszystko daje spory zastrzyk optymizmu. Pokazuje, że Zabrze ma w swoich zasobach i wielkie talenty do piłki ręcznej i dorosłych, którym chce się pracować dla miasta, klubu i piłki ręcznej.
- Tylko że to musi iść w dwie strony. Potrzebujemy też wsparcia miasta. Potrzebujemy nowej hali, bo ile możemy trenować w starej? Ona jest fajna dla młodzieży, ale jeżeli byśmy chcieli znowu odbudować piłkę ręczną na wysokim poziomie, na jakim byliśmy jeszcze dwa miesiące temu, to nie da się tego zrobić bez nowej hali. Praktycznie w każdym mieście, w którym jest Superliga, są nowe, funkcjonalne obiekty. Nawet w Piotrkowie odbyło się spotkanie w tej sprawie, zresztą wszędzie odbywają się takie spotkania. My prosimy się o halę od 20 lat, ale jak nie było nic nie słychać, tak nadal nic się nie dzieje. To jest bardzo smutne, bo taki obiekt jest potrzebny nam, naszym dzieciom i mieszkańcom Zabrza.
Może trzeba się było pochwalić sukcesami, żeby obudzić ratusz, skoro były trzy medale z rzędu w seniorach, cztery sezony w europejskich pucharach, wreszcie deszcz medali w tym złotych bardzo utalentowanej młodzieży...
- W pięciu ostatnich latach pięć razy dotarliśmy do półfinału Superligi. W tym roku Zespół Szkół Sportowych zdobył trzy medale. Złote zawiesili juniorzy i juniorki starsze, srebrne juniorki młodsze, a młodzicy otarli się o podium. Czego jeszcze więcej trzeba? Czy jest w Polsce drugi tak medalodajny klub, jak SPR Górnik Zabrze? Chyba nie ma takiego klubu, chyba nie ma takiego miasta w kraju. A przecież rok temu też były medale i wcześniej również.
Super robota!
- A takie wyniki osiągamy, trenując najczęściej na połowie boiska, bo tyle mamy grup do szkolenia. Czasem o tej samej porze - w małej hali i dużej hali - ćwiczy jednocześnie cztery-pięć grup. Sto dzieciaków trenuje naraz w tych samych godzinach! Ale nie mówię tego, by narzekać. Wykonujemy swoją pracę i będziemy ją wykonywali najlepiej jak umiemy, bo traktujemy tę misję bardzo poważnie. Tylko że dla dalszego rozwoju nowa, większa hala jest naprawdę niezbędna, by nasze talenty nie uciekały do ościennych miast, czy gdzieś w Polskę, gdzie znajdą lepsze warunki do uprawiania sportu. Mam nadzieję, że ktoś nas w mieście wreszcie wysłucha, zrozumie i wesprze, bo przecież nasze marzenia bronią się szkoleniem, wynikami i bardzo utalentowaną młodzieżą.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
