Może będziemy czarnym koniem...
Rozmowa z Krzysztofem Przybylskim, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski
Krzysztof Przybylski wiele sobie obiecuje po Biało-czerwonych... Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
Prowadząc męski zespół Olimpii Piekary Śląskie nie traci pan kontaktu z żeńskim handballem?
- Absolutnie. Śledzę ligę, przyglądam się reprezentacji. Jestem na bieżąco z wydarzaniami u pań.
To jakie są pańskie oczekiwania związane ze startem Biało-czerwonych w rozpoczynających się dzisiaj mistrzostwach świata?
- Ostatnie mecze testowe wypadły nieźle. Zwycięstwo z Chorwacją, remis z Senegalem dobrze rokują. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mówimy o meczach towarzyskich i z przeciwnikami z nie najwyższej półki, ale zawsze lepiej jechać na mistrzostwa w pogodnych nastrojach niż z obawami.
Losowanie zostało ocenione przez polski obóz jako dobre i szczęśliwe. Przychyla się pan do opinii selekcjonera Arne Senstada i naszych dziewcząt?
- Na pewno bardzo mocne są Francuzki. To w końcu mistrzynie świata, z gwiazdami światowego formatu, więc łatwo nie będzie, ale nie stoimy na straconej pozycji. Chiny? Tunezja? To trochę niewiadome. Na pewno piłka ręczna w Azji i w Afryce zrobiła postęp, jednak chyba nie na tyle, byśmy mieli kłopoty z tymi rywalami. Dlatego uważam, że cel minimum to wyjście z grupy, najlepiej z 2. miejsca.
Ostanie mistrzostwa Europy, zakończone na niezłej, 9. pozycji pokazały, że nasz zespół stać na dobre granie.
- Mistrzostwa rządzą się swoimi prawami. Mecz meczowi nie jest równy. Bez względu na oczekiwania trzeba być dobrze przygotowanym, bo jest sporo grania. Trzeba też mieć trochę szczęścia, a najważniejsze - żeby nie było kontuzji.
Sytuacja, jaka ma miejsce w żeńskiej piłce ręcznej, nagłośniona przez załamane zawodniczki, że są kluby, które nie płacą, może mieć wpływ na reprezentację?
- Przez ostatnie dwa lata pracy z kobietami też miałem do czynienia z takimi sytuacjami. Wszyscy wiemy, jak wygląda w tej chwili sytuacja żeńskiej piłki ręcznej. Nie jest za ciekawa. Są kluby, które płacą wszystko na czas, czyli Lubin, Lublin, Kobierzyce, chyba Elbląg jest też w miarę regularny, a pozostałe nie do końca. Oby się to nie skończyło upadkiem niektórych, czego oczywiście nie życzę.
Ciężko się pracuje trenerom w tak niesprzyjających okolicznościach?
- Ciężko, trenerom, ciężko zawodniczkom, bo z tego żyją. Powinni dostawać wynagrodzenie za pracę, jaką wykonują. Żyć spokojnie z miesiąca na miesiąc, nie myśląc co do garnka włożyć, z czego mieszkanie opłacić. Każdy chce normalnie funkcjonować.
Mówimy o lidze zawodowej...
- Trochę to dziwna sytuacja, bo jest liga zawodowa, zawodniczki mają zaległości, a nikt z tym nic nie robi. Niektóre kluby od dawna zalegają, a dostają licencję na grę w Orlen Superlidze. Powiedzmy sobie szczerze – to jest niedopuszczalna sytuacja. Nie powinna mieć miejsca w żadnym klubie, czy to w żeńskim, czy to w męskim. A już profesjonalna liga powinna być przejrzysta, transparentna i przede wszystkim wypłacalna.
To trochę pozorny „odjazd” od reprezentacji, o której rozmawiamy, bo pytanie brzmi - czy ewentualne sukcesy kadry nie zamydlą rzeczywistości polskiego handballu?
- Myślę, że reprezentacja to zupełnie inna historia. Nie do końca łączyłbym ją z piłką klubową. Wiadomo, że kadrowiczki grają albo w najlepszych polskich klubach, albo poza granicami kraju. I występują w naprawdę w silnych ligach rumuńskiej, niemieckiej, węgierskiej. W zespołach grających europejskich pucharach, więc one akurat są bezpieczne.
No to na zakończenie raz jeszcze zadam pytanie z początku naszej rozmowy - na mundialu reprezentację Polski stać na...?
- Więcej będziemy wiedzieć, po pierwszej fazie turnieju, może nawet już po pierwszej kolejce... Żeńska piłka ręczna nie jest do końca przewidywalna. Faworyci często zawodzą, bo mają słabszy dzień, ale życzę dziewczynom, by grały jak najwyżej, najlepiej o medale. Kto wie, może będziemy czarnym koniem...
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
