Mój czas się kończy
Rozmowa z Pawłem Olkowskim, obrońcą Górnika Zabrze
Paweł Olkowski (z prawej) nie powiedział jeszcze ostatniego słowa na zielonej murawie. Fot. Kacper Pacocha/Pressfocus.pl
- Jakbym wiedział, to pomógłbym sztabowi szkoleniowemu, ale nie jest to takie proste. Brakuje trochę szczęścia, trochę taktycznej dyscypliny, koncentracji w poszczególnych sytuacjach. Nie punktujemy jakbyśmy chcieli, ale jakiejś tragedii nie ma, bo dalej jesteśmy wysoko i patrzymy z optymizmem na to co przed nami.
Można powiedzieć, że jednym z takich głównych elementów do poprawy jest skuteczność. W drugiej rundzie w sześciu meczach w lidze zdobyliście tylko cztery bramki…
- To jedna rzecz, ale – to jest moja opinia – przede wszystkim powinniśmy grać na zero z tyłu, bo nawet jak się nie da wygrać, to można było zremisować z Pogonią czy z GieKSą, dałoby to dwa punkty więcej. A można powiedzieć, że właśnie te małe punkty będą decydowały o miejscu na koniec sezonu.
Słowo kryzys w waszym wypadku chyba jest na wyrost, prawda?
- Zdecydowanie tak. Nie jest tak, że jesteśmy gdzieś tam na dole czy gramy słabo. Jesteśmy w trochę gorszej dyspozycji, w dołku, ale trzeba z niego wyjść i grać dalej. Potrzeba nam złapać passę kilku kolejnych wygranych. Celujemy w to i wierzymy, że nam się uda.
Mecz z Rakowem?
- Nie patrzymy na ich pucharowy mecz, a na siebie. To my musimy zagrać dobrze, to my musimy zagrać skutecznie, na swoje możliwości jak najlepiej. Jeżeli tak będzie, to my wygramy, a nie Raków.
Wskoczył pan do pierwszego składu. W spotkaniu z Motorem zagrał pan solidnie i czy tak też będzie w niedzielę?
- Czy zagram, to pytanie trzeba by skierować do trenera. Jeszcze nie znamy składu, który wyjdzie na Raków.
Mówi pan, że jednym z kluczy jest gra na zero w tyłach i akurat ostatnio to się udaje, bo tak było w wygranym pucharowym meczu z Lechem i w Lublinie.
- Górnik nie stwarza może wiele sytuacji, ale jak tak spojrzymy na mecze i je przeanalizujemy, to te sytuacje są. Jeśli wykorzystamy choćby jedną z nich, a w tyłach – jak mówię – zagramy na zero, to trzy punkty będą u nas.
Jest pan jedynym zawodnikiem w kadrze Górnika, który grał z Michalem Gasparikiem. Było to jesienią 2011 roku. Jest lepszym trenerem niż piłkarzem?
- Nie ma co owijać w bawełnę - tak jest. Każdy zna tę odpowiedź i nie ma co się rozwodzić (śmiech). Na pewno jest lepszym trenerem niż był zawodnikiem.
A na ile się zmienił pod względem charakteru po tym, jak w zeszłym roku trafił do Górnika jako szkoleniowiec?
- Zmienił się o 180 stopni. Sam powtarzał, że takiego zawodnika jakim on był, to nie chciałby w zespole i nie stawiałby na niego. Musiał się zmienić. Wie jak wygląda piłka i rozumie, że na boisku nie tylko trzeba ładnie wyglądać.
Panu pomaga to, że Michal Gasparik, kolega z murawy jest trenerem czy niekoniecznie?
- Nie utrudnia mi to życia. Na treningach muszę robić swoje. To jest trener Gasparik, a nie Michal z boiska, którego pamiętam wcześniej. Teraz to jest mój szkoleniowiec i podchodzę do niego z szacunkiem.
Na treningach pokazał pan w ostatnim czasie, że chyba warto jeszcze na Pawła Olkowskiego postawić!
- Bolało mnie, że nie grałem praktycznie wcale, gdzieś tam parę minut w końcówkach. W pierwszej części rozgrywek występowałem więcej, punktowaliśmy lepiej, a kiedy przegrywaliśmy, kiedy nie szło - to tym bardziej bolało, że nie mogę pomóc.
Dobrze, że w składzie Górnika jest więcej Polaków. Jak w ogóle patrzy pan na tą tendencję sprowadzania hurtem graczy zagranicznych?
- Jest to zauważalny trend w naszej lidzie i Górnik też idzie tą drogą. Nie jest to proste, bo tacy piłkarze, jakim u nas był przykładowo Ousmane Sow, potrzebują na wszystko czasu, żeby we wszystko wejść. Inny kraj, język, kultura, inna piłka, treningi - trzeba się przestawić. Nie każdy przychodząc od razu pokazuje maksimum swoich umiejętności. W przypadku Sowa to było pół roku. Widziałem go wcześniej i wiedziałem, że będzie wzmocnieniem.
Kończy pan karierę, jest pan w gabinecie klubowym i jaką politykę pan prowadzi? Szukamy na swoim rynku u siebie?
- Nie siedzę u góry.
Dobrze, ale jest pan doświadczonym piłkarzem.
- Stawiałbym przede wszystkim na jakość. To nieważne czy to Europejczyk, czy ktoś inny. Ważne żeby tę jakość pokazywał od samego początku, a nie potrzebował zbyt wiele czasu.
Kontrakt kończy się panu w czerwcu. Czy są jakieś rozmowy, są perspektywy, że zostanie pan w Górniku ?
- Nie rozmawiamy o tym, nikt się ze mną nie kontaktował. Wiemy że Górnik podpisał nowego prawego obrońcę, więc pewnie ten mój czas powoli dobiega końca [od lata nowym zawodnikiem będzie Patryk Warczak ze Stali Rzeszów – przyp. red.].
Co jeśli oferty kontraktu nie będzie, a jeżeli tak, to obniżony? Zgodzi się pan zostać?
- Nie gdybam. Na dzień dzisiejszy żadnych rozmów nie prowadzimy. Traktuję wszystko tak, że oferty nie ma. Na pewno mój obecny kontrakt nie obciąża bardzo budżetu, jest jednym z mniejszych. nie licząc juniorów w kadrze. Decyzja zależy od góry, jest dyrektor, jest prezes, to oni muszą wyrazić opinię, żebyśmy mogli w ogóle rozmawiać.
A widziałby się pan w takiej roli jak Marcin Wodecki w rezerwach Górnika, który pomaga swoim doświadczeniem?
- Mówiłem już, że dla mnie drużyna rezerw powinna być drużyną seniorów, a nie juniorów. Na razie jest tam bardzo mała ilość graczy starszych, a są juniorzy. Nie ma presji starszych, którzy opieprzą, czasem zmotywują czy pomogą.
Co więc dalej? Jaka będzie pana przyszłość? Dalej chce pan grać?
- Trochę świata już zobaczyłem. Jestem teraz tutaj na miejscu, żona pracuje, dzieci chodzą do szkoły. Na pewno żadne wojaże mi nie grożą. Gdy pytają czemu nie strzelałem w Poznaniu, to mówiłem pół żartem pół serio, że nie chciałem, bo mogliby mnie sprzedać (śmiech). Mam swój plan i zobaczymy co się wydarzy.
Wykazywał pan zainteresowanie ekonomiczne? Może gabinety? Prezesura?
- Prezesa mamy, jest w szatni (śmiech). Prezes Gabryś też jest po ekonomii, wie co robi.
Może na koniec pana przygody w Zabrzu uda się coś ugrać? Jest półfinał Pucharu Polski, a lidze dalej są szanse. Górnika na podium ekstraklasy nie było długo, bo od 1994 roku.
- Gdy przychodziłem do Zabrza, to chciałem, żeby kibice uwierzyli, że ten zespół może coś osiągnąć. Dalej marzymy, że i w lidze i w pucharze możemy coś ugrać. Wiara jest, nadzieje są i... gramy dalej.
