Mogę dużo zyskać

Rozmowa z Kewinem Sasakiem, atakującym reprezentacji Polski, mistrzem kraju z Bogdanką LUK Lublin

Kewin Sasak w ostatnim roku zaliczył wielki skok. Fot. Wojciech Szubartowski / Press Focus

Mistrzostwo Polski, powołanie do kadry... Gdyby panu ktoś powiedział, że w ciągu roku zaliczy pan tak duży awans, uwierzyłby pan?

– Raczej nie. Przede wszystkim nie byliśmy faworytami do złota. Do decydującej walki przystępowaliśmy z 4. pozycji i mało kto na nas stawiał. Oczywiście, cieszę się, że jestem mistrzem Polski, cieszę się z tego, jak nasza drużyna funkcjonowała, jak graliśmy w sezonie, i że zauważył mnie trener Nikola Grbić, dając szansę pokazania się w kadrze.

Sukcesy pana zmieniły?

– Mistrzostwo Polski to oczywiście duże osiągnięcie, ale w mojej głowie nic się nie zmieniło. Nadal jestem tym samym zawodnikiem, chłopakiem, który chce zdobywać kolejne trofea i piąć się w siatkarskiej hierarchii.

Zdarza się panu myśleć: jestem mistrzem Polski, a za trzy miesiące może będę mistrzem świata?

– Brzmi fajnie, ale nie myślę tak. Staram się żyć z dnia na dzień. Patrzeć na to, co jest tu i teraz, a nie sięgać daleko w przyszłość. A co będzie, dowiemy się za trzy miesiące. Nie myślę o rzeczach, na które nie mam wpływu. Po prostu cieszę się, że dostałem szansę, że jestem w kadrze i mogę trenować z najlepszymi. Chciałbym się jak najlepiej zaprezentować czy to podczas treningów, czy w meczach.

W takim turnieju, który zaczyna się w środę w Katowicach, gra się po to, by wygrać, czy raczej jest to walka o jak najlepszą pozycję w kadrze?

– Wyjdziemy na boisko po to, by wygrać każdy mecz, bo to wynika z naszej sportowej ambicji. Ale też będę się chciał pokazać. Może w głowie trenera zasieję ziarenko niepewności, żeby częściej o mnie myślał w przyszłości... Co będzie, to będzie. Podchodzę do tych zawodów z czystą kartą, że mogę dużo zyskać.

Tytuł mistrza Polski dodał panu więcej pewności siebie?

– Może nie sam tytuł, ale doświadczenie nabyte podczas najważniejszych meczów sezonu. Mam nadzieję, że po tym, co udało mi się osiągnąć, będę lepszym zawodnikiem od strony sportowej i mentalnej.

W klubie pańskim kolegą jest Wilfredo Leon. Jak się z nim gra?

– Bardzo dobrze. Jestem zadowolony, że mogę być z nim w drużynie. Wiemy, do czego jest zdolny, ale to też nie jest tak, że czekamy aż „odpali”. Jego postawa nas motywuje, by dawać z siebie maksa i w trudnych momentach brać na siebie ciężar odpowiedzialności. To też miało wpływ na to, jak graliśmy pod koniec sezonu.

Leon był liderem ekipy?

– To nie tak. Mieliśmy w zespole kilku chłopaków bardziej doświadczonychjak Marcin Komenda, Janek Nowakowski, czy Mateusz Malinowski. Śmialiśmy się, że to taka trochę „stara gwardia”. Oni od początku sezonu trzymali naszą ekipę w ryzach.

(mic)