Mocny finisz Jeziorowców
Los Angeles Lakers wygrali w Houston i już tylko jedno zwycięstwo dzieli ich od awansu do kolejnej rundy.
Marcus Smart poprowadził Lakers do sukcesu w Teksasie. Fot. Facebook Los Angeles Lakers
Trzeci mecz pierwszej rundy play offu w Toyota Center w Houston miał zaskakujący przebieg. Na niespełna pół minuty przed końcem czwartej kwarty kibice w Houston świętowali już zwycięstwo. Rockets prowadziły 101:95, a hala wrzała. Wtedy jednak do głosu doszła rutyna Lakers. Najpierw Marcus Smart wymusił faul przy rzucie za trzy i bezbłędnie wykorzystał wolne. Chwilę później presja defensywna zmusiła debiutanta Reeda Shepparda do straty, po której LeBron James trafił „trójkę" na remis (101:101). Lakers odrobili 6 punktów w zaledwie 12 sekund, doprowadzając do dogrywki. - Fatalne błędy – przyznał trener Rockets Ime Udoka. - Nie wiem, czy nazwać to młodością, strachem przed decyzją, czy czymkolwiek innym - dodał. Smart, który zanotował pięć przechwytów w drugim meczu z rzędu, zdobył osiem z 11 punktów Lakers w dogrywce. Spotkanie zakończył z dorobkiem 21 pkt, 10 asyst, czterech zbiórek i dwóch bloków. Trafił rzut za trzy z narożnika na początku dogrywki i zebrał piłkę w ataku, co przełożyło się na dwa rzuty wolne, zmieniając wynik z jednopunktowego prowadzenia na bezpieczniejszą przewagę.
Nadzieje Houston Rockets mocno skomplikowała absencja Kevina Duranta. Lider teksańskiej ekipy, po wcześniejszych problemach z kolanem, tym razem musiał opuścić mecz z powodu skręcenia lewej kostki, którego nabawił się w końcówce drugiego starcia. Pod nieobecność lidera Houston wystawiło pierwszą piątkę, w której wszyscy gracze mieli 24 lata lub mniej.
Mimo zwycięstwa, trener Lakers JJ Redick nie krył wściekłości na pracę sędziów. Kamery zarejestrowały jego ostrą, pełną wulgaryzmów tyradę skierowaną do arbitrów. Poszło o Alperena Senguna – gwiazdor Rockets, według Redicka, nagminnie łamał przepisy przy rzutach wolnych, zbyt wcześnie wchodząc w strefę podkoszową. „On wchodzi za wcześnie, za każdym j***nym razem!” – krzyczał szkoleniowiec, sfrustrowany pobłażliwością sędziów wobec tureckiego środkowego.
Ważne zwycięstwo odniosły w Portland San Antonio Spurs. Wydawało się, że trzeci mecz serii zakończy się wygraną Blazers, którzy pod koniec trzeciej kwarty mieli nawet 15 pkt przewagi (82:67). Goście grali bez kontuzjowanego Victora Wembanyamy, który uderzył głową o parkiet w meczu numer dwa. Francuz pojechał z zespołem do Oregonu, ale spotkanie oglądał z ławki. Osłabieni goście szturm przeprowadzili w ostatniej ćwiartce, a głównymi bohaterami byli najmłodsi w ekipie. Dylan Harper (27 pkt, 10 zbiórek) rozegrał partię życia. W drugiej połowie zdobył aż 22 „oczka", trafiając niemal wszystko z gry (9/12). Harper stał się drugim najmłodszym graczem w historii NBA z dorobkiem 20+ punktów w play offie, wchodząc z ławki. Stephon Castle zdobył z kolei 33 pkt, miał 5 asyst i napędzał akcje Spurs.
Piątek: Houston - LA Lakers 108:112 po dogrywce (0-3), Philadelphia - Boston 100:108 (1-2), Portland - San Antonio 108:120 (1-2). Sobota: Orlando – Detroit 113:105 (2-1), Phoenix – Oklahoma City 109:121 (0-3), Atlanta – New York 98:114 (2-2), Minnesota – Denver 112:96 (3-1).
(pp)
