Mniej nerwów
Element, który pod koniec roku do poprawy wskazał Kazimierz Moskal, wciąż wymaga pracy.
Po wielu zmianach zespół Kazimierza Moskala nie jest jeszcze monolitem. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
WIECZYSTA KRAKÓW
Druga połowa w Pruszkowie (beniaminek wygrał ze Zniczem 3:2) mogła być dla Krakowian dużo łatwiejsza, gdyby nie pojawiły się śladowe ilości „Wieczystej w pigułce z jesieni”.
Końcówka czystek
Po przejęciu drużyny pod koniec roku, po kilku treningach i meczach, trener Wieczystej musiał podjąć decyzje dotyczące przyszłości piłkarzy, z którymi nie chce pracować. „Odstrzelił” m.in. Jakuba Peška, który pod Wawel przychodził z łatką „wprost z Ligi Mistrzów”. W poprzednim sezonie rzeczywiście zaliczył 130 minut w prestiżowych rozgrywkach, reprezentując Spartę Praga. Jego postawa w Wieczystej była rozczarowaniem – w 2. lidze i barażach zaliczył 14 występów, a w 1. tylko jeden. Nie dał gola i asysty na trzecim i drugim poziomie rozgrywkowym, choć w CV ma 14 występów dla pierwszej kadry Czech. Niedawno rozwiązał umowę i związał się z FC Zlin z czeskiej ekstraklasy. Jego nazwisko było jednym z czterech, które znalazły się na liście transferowej. Umowę za porozumieniem stron udało się rozwiązać także z Hiszpanem Chumą, a ważne kontrakty mają jeszcze Jacek Góralski i Michał Koj.
Lepsze zarządzanie
Odejść było więcej, dlatego skład na pierwszy mecz ze Zniczem sporo się różnił od tego z końcówki roku. Na murawie w Pruszkowie zaprezentowało się pięciu z sześciu nowych zawodników – w tym czterech od początku. Nie wystąpił jedynie pozyskany jako ostatni serbski obrońca Aleksandar Djermanović. Natan Dzięgielewski zdobył debiutancką bramkę, a Paulinho w pierwszym oficjalnym spotkaniu zmarnował karnego.
Wieczysta w pierwszej połowie wyszła z wyniku 0:1 do 3:1 i wydawało się, że po przerwie nic złego jej się nie stanie. Ostatecznie zainkasowała trzy punkty, ale nie było mowy o spokojnym dograniu do ostatniego gwizdka. Gola kontaktowego strzelił były zawodnik Krakowian, Radosław Majewski, a Znicz ambitnie walczył o remis. – Do końca było nerwowo. Będziemy nad tym pracować, aby lepiej kontrolować takie mecze w drugiej połowie – stwierdził Kazimierz Moskal.
Z utratą kontroli drużyna miała problem jesienią, m.in. w jego debiucie przeciwko Śląskowi. Wówczas prowadziła 2:0 po 17 minutach, a skończyło się 3:3. Szkoleniowiec mówił wtedy, że będzie oczekiwał od drużyny lepszego zarządzania prowadzeniem. Nad tym, co gorsze, co może „zabierać” punkty, wciąż - jak widać - trzeba pracować.
Małopolski dwupak
Moskal wierzy, że osiągnięta w niełatwych warunkach wygrana skonsoliduje zespół przed kolejnymi wyzwaniami, które będą stały na drodze do ekstraklasy. W niedzielę w Sosnowcu jego podopieczni podejmą Puszczę Niepołomice, która również sięgnęła po trzy punkty z drużyną z samego dołu (2:1 z Górnikiem Łęczna). Pięć dni później poprzeczka zostanie zawieszona dużo wyżej, a być może czeka nas mecz sezonu. Żółto-czarni po raz drugi wystąpią na stadionie przy Reymonta 20 w Krakowie – tym razem jako gość. Rywalizacja z Wisłą cieszy się dużym zainteresowaniem i stadion znów ma być pełny.
Michał Knura
