Młody, ale zahartowany
Zawsze walczę o najwyższe cele i nie dam sobie wmówić, że kontuzja w tym sezonie mnie powstrzyma, to jest mój cel – zapewnił Jakub Nowak.
Jakub Nowak przebojem wdarł się do reprezentacji Polski, ale czy zadomowi się w niej na dłużej? Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
Maj 2025 roku. Nikola Grbić, trener Biało-czerwonych, ogłosił kadrę na Ligę Narodów. Znalazł się w niej m.in. Jakub Nowak. Zaskoczenie było ogromne. 19-latek uznawany był za wielki talent, ale nie był nawet zawodnikiem klubu PlusLigi, grał w I-ligowej Lechii Tomaszów Mazowiecki. Grbić widział w nim jednak potencjał na wielkiego gracza. Dał mu szansę, a młody środkowy ją wykorzystał. W kadrze spisywał się znakomicie. Był jej objawieniem. Nie tylko zdobył w niej miejsce, ale jeszcze jako debiutant, pojechał na mistrzostwa świata, wygrywając rywalizację o miejsce w drużynie m.in. z Mateuszem Porębą i doświadczonym Karolem Kłosem. Z Filipin Nowak wrócił z brązowym medalem i co ciekawe… w mundialu zadebiutował wcześniej niż w PlusLidze. Dobra gra zaowocowała kontraktem z Plusligową Politechniką Steam Hermapol Częstochowa. Wydawało się, że przed 19-latkiem wielka kariera stoi otworem.
Upadek ze szczytu
Niestety, ligowy sezon nie ułożył się po jego myśli. W barwach częstochowskiego klubu rozegrał zaledwie dwanaście meczów. Pod koniec roku doznał bowiem poważnej kontuzji. Na jednym z treningów złamał kość paliczka piątego palca prawej ręki. Potrzebny był zabieg chirurgiczny, a następnie czekała go żmudna i długa rehabilitacja.
- Trwało to około dwóch i pół, trzech miesięcy. Musiałem mieć dwa zabiegi i potem powoli dochodziłem do pełni sprawności i formy. To była jedna z najgorszych, jak nie najgorsza kontuzja w mojej dotychczasowej karierze. Złamany palec prawej ręki. Dobrze, że mały, jednak doskwierało mi to, bo nie mogłem nic robić oprócz biegania i wyciskania ciężarów na dolne partie ciała. Teraz jest już ok, nie boli mnie palec jak dostanę piłką, więc myślę, że będzie coraz lepiej, że będę powoli wracał do pełnej sprawności i mojej najlepszej formy - podkreślił Jakub Nowak.
Siatkarz pod koniec rozgrywek wrócił na parkiet i… przeżył kolejne rozczarowanie, spadek swojej drużyny do I ligi. Ostatecznie Częstochowianie zostali w PlusLidze, bo z rozgrywek po stracie głównego sponsora wycofał się JSW Jastrzębski Węgiel.
- Nie było mi wtedy do śmiechu. Człowiek wspiął się na szczyt i szybko z niego spadł. Po części mogę teraz powiedzieć sobie, że to może i nie było najgorsze dla mnie, bo spróbowałem tego, co się dzieje na samej górze i spróbowałem tego, co się dzieje na samym dole. Niestety, czasu nie cofniemy. Kontuzja mi nie pomogła, nie mogłem dać więcej drużynie, przyczynić się do utrzymania. Wszyscy wiemy, jakie były aspiracje, sam skład na papierze mówił co innego, ale tak wyszło, spadliśmy z ligi, zagraliśmy bardzo słabo. Ja do tego miałem przez długi czas kontuzję. Ten okres minął, teraz trzeba budować coś innego – powiedział Nowak.
Nauka z porażek
Środkowy przyznał, że miniony sezon i kłopoty wiele go nauczyły. - Staram się zawsze ze wszystkiego wyciągać jak najlepsze wnioski. To pozytywne, bo przecież człowiek uczy się na błędach. My jako drużyna, jako jednostki, popełniliśmy tych błędów dużo, ale wyniosłem z tego wiele i chcę teraz z chłodną głową podejść do następnego sezonu kadrowego, a później klubowego. Cieszę się, że w tak młodym wieku, tak wcześnie, doświadczyłem takich dwóch skrajności - lepszej i gorszej. W przyszłości będę wiedział, czym to się je i jak na to zareagować – zauważył Nowak, który na kolejne rozgrywki zostaje w Częstochowie, choć mówiło się o jego odejściu do PGE GiEK Skry Bełchatów. Rozmowy miały być nawet mocno zaawansowane. - Miałem podpisany kontrakt w Częstochowie. Wiem, że dla wielu osób, zawodników z innych drużyn, jest to trudne do zaakceptowania, że zespół, który spadł, jednak w tej lidze jakimś cudem zostaje. Jestem częścią tej ekipy, miałem być jej częścią przy pozostaniu w lidze w następnym sezonie, więc tak będzie. Miejmy nadzieję, że kolejna edycja rozgrywek będzie o wiele lepsza od poprzedniej. Cieszę się, że będę mógł rozegrać następny sezon w drużynie PlusLigi i mam nadzieję pokazać się z jak najlepszej strony, bo to jest dla mnie kolejna szansa – przyznał zawodnik.
Zaufanie trenera
Nowak, choć w sezonie grał niewiele, dostał powołanie od Grbicia. - Jestem bardzo wdzięczny trenerowi, że zaufał mi, bo przecież dobrze wiemy, jak się wypowiadał na temat powołań, że chce postawić na zawodników, którzy spędzają czas na boisku, a mi się to nie udało. Cieszę się, że zaufał mi i chciał, żebym mógł grać. Jestem mu bardzo wdzięczny, bo teraz mogę odbudować swoją formę i miejmy nadzieję utrzymać się jak najdłuższy czas w kadrze, w tym zacnym gronie, szczególnie na mojej pozycji - podkreślił środkowy.
Przyznał, że nie miał obaw, czy dostanie powołanie do kadry, ale zastanawiał się nad tym przez ostatnie miesiące. - To jest normalne, myślałem o tym. Wiedziałem, że trener chce mieć najlepszych zawodników, którzy pokazali w poprzednim sezonie klubowym, że grają dobrą siatkówkę. Cieszę się, że mimo wszystko to zaufanie zostało mi okazane - dodał.
Każdy walczy o swoje
Siatkarz mimo ogromnej konkurencji na pozycji środkowego - do kadry wrócili przecież Mateusz Bieniek po roku, a po siedmiu latach Bartłomiej Lemański - zapowiada walkę o miejsce w drużynie narodowej. - Każdy walczy o bycie jak najdłużej. Każdy walczy o to, żeby mieć miejsce w składzie, mieć miejsce w drużynie, która pojedzie na jakikolwiek turniej. I ja będę walczył. Zawsze walczę o najwyższe cele i nie dam sobie wmówić, że kontuzja w tym sezonie mnie powstrzyma, to jest mój cel – mocno zaakcentował 20-latek.
Wie też, nad czym musi pracować, by wrócić na swój najwyższy poziom. - Głównie chodzi o sprawy fizyczne, techniczne, takie, których się raczej nie zapomina, ale które były na wyższym poziomie przed kontuzją. Mam nadzieję, że to wróci szybko, jak najszybciej i może będzie nawet lepiej - powiedział.
W zeszłym roku siatkarz Politechniki Częstochowa skorzystał z nieobecności w kadrze grającego na jego pozycji Mateusza Bieńka. W tym sezonie Bieniek wrócił do zespołu, jednak zabraknie innego z podstawowych środkowych reprezentacji - Norberta Hubera. To ponownie szansa dla Nowaka na znalezienie się w ścisłej 14-osobowej kadrze.
- Oczywiście, że tak, ale nie możemy zapominać, że już teraz na tej pozycji jest nas piątka i każdy może pokazać się z jak najlepszej strony, nawet ktoś, po kim można się tego nie spodziewać. Tak jak we mnie może nie każdy wierzył od samego początku w tamtym roku, tak teraz też ktoś może zaskoczyć. Trener powołuje zawodników na najlepszym poziomie. Tutaj nie chodzi o Mateusza Bieńka, Norberta Hubera czy Kubę Kochanowskiego. Tutaj są zawodnicy, którzy są powołani pierwszy czy drugi raz tak jak ja i oni też mogą sobie wywalczyć miejsce w składzie. Po prostu muszę ciężko harować i pracować na miejsce w tej drużynie. Ale dla mnie żadna furtka nigdy nie jest zamknięta, będę starał się ją otworzyć - zapowiedział Nowak.
(mic)
Jakub NOWAK
Data urodzenia: 11.06.2005Wzrost: 205 cm
Pozycja na boisku: środkowy
Kluby: 2021-23 Lechia Tomaszów Mazowiecki, 2023/24 Bogdanka Arka Chełm, 2024/25 Lechia Tomaszów Mazowiecki, od 2025 Politechnika Steam Hemarpol Częstochowa
Sukcesy: brąz MŚ seniorów (2025), złoto Ligi Narodów (2025), brąz ME U-17 (2021), brąz ME do U-22 (2024)
GWIAZDA Z JAPONII
Ran Takahashi, lider reprezentacji Japonii i jeden z najpopularniejszych siatkarzy na świecie został nowym zawodnikiem Bogdanki LUK Lublin. W swoim kraju ma wręcz statut celebryty i jest uwielbiany przez kibiców. 24-latek gra na pozycji przyjmującego. Mierzy 188 cm i ostatnie dwa sezony spędził w Suntory Sunbirds, z którym wywalczył mistrzostwo i wicemistrzostwo Japonii. Bogdanka LUK nie będzie jego pierwszym europejskim klubem. W latach 2021-24 występował w lidze włoskiej, najpierw w Pallavolo Padwa, a następnie w Mint Vero Volley Monza.
W Lublinie liczą, że Japończyk, który słynie z gry w defensywie, wraz z Wilfredo Leonem stworzą „zabójczy” duet. - Ran z pewnością uczyni naszą drużynę bardziej wszechstronną. Jego potencjał wydaje się nieograniczony. Pewnym jest natomiast, że z nim na parkiecie łatwiej będzie czerpać z możliwości innych siatkarzy, dzięki fenomenalnej grze Rana w defensywie. Wierzymy, że uzupełnienie składu siatkarzem takiego formatu pozwala wyznaczać jak najambitniejsze cele. Biorąc pod uwagę popularność Rana, rozwijamy też międzynarodową markę klubu. Jesteśmy przekonani, że na naszych poczynaniach zogniskuje się uwaga wielu kibiców z Japonii – przyznał Krzysztof Skubiszewski, prezes lubelskiego klubu.
(mic)
