MKS pożegna ekstraklasę?

Za nami pierwsza runda sezonu zasadniczego. MKS znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

Paweł Turkiewicz nie gryzie się w język i mówi co go boli w sędziowaniu. Norbert Barczyk / PressFocus

ORLEN BASKET LIGA - WIELKIE EMOCJE

◼  Sytuacja MKS Dąbrowa Górnicza jest nie do pozazdroszczenia. Dąbrowianie nie wygrali w lidze od 2,5 miesiąca, przegrali w tym czasie dziesięć kolejnych spotkań. Obecnie w tabeli mają już trzy punkty straty do kolejnych drużyn i są kandydatem numer jeden do spadku. W minionej kolejce MKS przegrał wyjątkowo ważny mecz z Twardymi Piernikami z Torunia, którzy też są w dolnych rejonach tabeli. - Wiedzieliśmy, że to bardzo ważne spotkanie, chcieliśmy wygrać i zapewnić sobie trochę spokoju. Walczyliśmy, ale to znowu nie wystarczyło, brakuje nam tego małego elementu, by w końcu wygrać mecz. Mam tylko nadzieję, że kibice w nas wierzą, walczymy dla nich i dla klubu, aby pozostać w lidze. Robimy wszystko co w naszej mocy. Proszę tylko o wiarę w nas - mówił po meczu szwedzki skrzydłowy David Hook

W czwartek MKS podejmuje znacznie wyżej klasyfikowaną warszawską Legię.

◼  Trener GTK Gliwice nie gryzie się w język i jako jeden z nielicznych mówi co mu się nie podoba w sędziowaniu. Jeden z internautów zauważył pewną zbieżność: "14.12. na konferencji po meczu we Włocławku trener Turkiewicz mówi o pracy sędziów i prosi o równą linię sędziowania. Wczoraj w Gliwicach 30 osobistych dla Arki i 7 dla Gliwic w całym meczu. Oba mecze sędziowali panowie Zamojski i Trybalski".

- Cały czas wszyscy boją się mówić o sędziowaniu, ale trzeba to mówić. Musi być taka sama linia sędziowania dla obu zespołów. Ja też już się gubię, nie wiem co mam zawodnikom mówić, Nie chodzi o to, by u nich szukać winy, to nie tak. Chodzi mi tylko o jedną linię sędziowania. Wiem, że to jest wielki Anwil, a my malutkie GTK, ale gwizdki muszą brzmieć tak samo dla każdego - mówił przed miesiącem Turkiewicz.

W sobotę w meczu z Arką gospodarze otrzymali ledwie siedem szans na linii osobistych, a goście 30! Wyjątkowo rzadka dysproporcja.

Turkiewicz tego nie przemilczał: - Miałem nie mówić, ale nie może być tak, że my mamy tylko 7 rzutów osobistych, a drużyna przyjezdna rzuca 30! Nie wiem o co chodzi. Może to jest konsekwencja, że o tym mówię, a wszyscy inni się boją? Chciałbym zawsze jedną linię sędziowania, a niestety chyba tego nie było - domaga się szkoleniowiec.

◼  Znamy komplet finalistów turnieju o Puchar Polski, który odbędzie się w Sosnowcu. Zgodnie z regulaminem zagra tam osiem najlepszych drużyn po zakończeniu pierwszej rundy sezonu zasadniczego. Jako pierwsze zameldowały się Anwil Włocławek, Trefl Sopot oraz Górnik Zamek Książ Wałbrzych. W poprzedniej kolejce dołączyły PGE Start Lublin oraz King Szczecin. W ostatni weekend o trzy wolne miejsce walczyło siedem drużyn. Po wysokiej wygranej w Stargardzie Dziki Warszawa zajęły miejsce numer sześć. Tuż po wygranej klub ze stolicy wrzucił do swoich mediów społecznościowych okolicznościowy post "JEDZIEMY DO SOSNOWCA! Dziki zagrają w Pucharze Polski po raz pierwszy w swojej historii. Wsiadacie z nami do Dzikobusa?" - napisano i okraszono zdjęciem starego autobusu z drużyną na pokładzie.

W niedzielę dołączyli dwaj ostatni uczestnicy - najpierw Legia po ograniu Kinga Szczecin, a na koniec wrocławski Śląsk. Ten ostatni mimo porażki w Wałbrzychu. Finałowy turniej odbędzie się od 13 do 16 lutego w Arenie Sosnowiec.

Losowanie par ćwierćfinałowych odbędzie się we wtorek o godz. 12:00. Transmisja w Polsat Sport 1.

◼  Wydarzeniem kolejki były derby dolnego Śląska. Pierwsze od 17 lat! Wszystkie bilety wykupione, na trybunach atmosfera przypominająca mecze w Serbii czy Grecji. Na boisku rządził zespól gospodarzy. Beniaminek rozbił rywali w trzeciej kwarcie (29:12) i spokojnie wygrał mecz. Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Dariusz Wyka z 13 punktami i 14 zbiórkami. - Szacun dla tych wszystkich kibiców, którzy się tu zebrali Zrobili niesamowity kocioł - chwalił po meczu fanów Wyka.

(bb)