Mistrzowie znaleźli pogromcę


Zdobycie punktu - w akcji Artur Szalpuk - wymagało od zawodników ogromnych umiejętności. Fot. Adam Starszyńśki/Pressfocus.pl


Mistrzowie znaleźli pogromcę

 Jastrzębianie z pierwszą porażką w sezonie. Sposób na nich znalazł Projekt Warszawa. Coraz trudniejsza sytuacja GKS-u Katowice.

 

PLUSLIGA

 Mistrzowie Polski do starcia w Warszawie przystępowali z kompletem zwycięstw i punktów. W dziesięciu meczach stracili zaledwie pięć setów. Gospodarze na początku rozgrywek też imponowali, przegrali tylko raz, z PGE GiEK Skrą Bełchatów. W poprzedniej kolejce natomiast rozbili mających medalowe ambicje „Jurajskich rycerzy” i to w ich hali.

 

Decydowały końcówki

Hitowe starcie, które na Torwarze obejrzało ponad pięć tysięcy kibiców, nie zawiodło. Oba zespoły pokazały kawał świetnej siatkówki. Już pierwsze akcje do czerwoności rozgrzały fanów. Nagłe zmiany sytuacji, długie wymiany, potężne ataki i efektowne obrony, a do tego walka o każdą piłkę... Przez większość pierwszego seta prowadzili jastrzębianie. Końcówka należała jednak do miejscowych. Odskoczyli na trzy „oczka” (20:17), ale po akcjach środkowych mistrzów Polski, Jurija Gładyra oraz Norberta Hubera, był remis 20:20. Po chwili Projekt znów był z przodu (22:20) i tej przewagi już nie wypuścił. Decydujący punkt wywalczył Bartłomiej Bołądź. Przegrany set mocno podrażnił mistrzów Polski. W kolejnym pokazali siłę. Zaprezentowali wręcz perfekcyjną siatkówkę i zdeklasowali rywali. Po ataku Tomasza Fornala prowadzili aż 23:9! Wydawało się, że po takim ciosie gospodarze już się nie podniosą, jednak pokazali wielki hart ducha i charakter. W kolejnych odsłonach podjęli wyzwanie i przeciwstawili się mistrzom Polski. Nie złamali się też w końcówce trzeciej odsłony, gdy goście ze stanu 17:20, doprowadzili do 22:20. Główną rolę odegrali Fornal i Huber. Ten pierwszy serwował bardzo precyzyjnie, zmuszając warszawian do schematycznej gry, a Huber popisywał się blokami, trzy razy z rzędu powstrzymując warszawian. Niemoc przełamał dopiero Bołądź, stając się przy okazji bohaterem końcówki. Czwarty set okazał się ostatnim, ale walki w nim też nie zabrakło. Do stanu 20:20 drużyny szły równo. Potem nastąpił zryw gospodarzy i odskoczyli na 24:21. Jastrzębianie obronili dwie piłki meczowe, ale przy ataku Andrzeja Wrony byli bezradni.

 

Limit pecha wyczerpany?

 Davide Saitta, doświadczony włoski rozgrywający, nie tak dawno dołączył do katowickiego GKS-u i w dwóch meczach pokazał się z jak najlepszej strony. Podczas piątkowego treningu przed meczem ze Skrą Bełchatów skręcił kostkę... - To cud, że chodzi, bo wyglądało to bardzo źle - stwierdził libero GKS-u, Bartosz Mariański. - Mam nadzieję, że będzie gotowy na kolejne spotkanie z Radomiem i wówczas będziemy dysponowali optymalnym składem. W starciu z bełchatowianami grą GieKSy kierował 27-letni Piotr Fenoszyn, który do tej pory występował na poziomie I-ligi. Nie można go obciążać za porażkę, bo zaprezentował się przyzwoicie. Gra całego zespołu faluje i to jest największy problem.

- To prawda, zaczynamy w dobrym stylu, a potem tracimy seriami punkty. Teraz też tak było. W pierwszym secie prowadziliśmy 8:3, by przegrać go do 21. Taki rozwój wydarzeń jest nie do przyjęcia. Mamy poważny problem, który zrodził już na początku sezonu, bo przecież ciągle przegrywamy. Jedyne wyjście z sytuacji, to wygrać najbliższy mecz z Radomiem, a potem kolejne, z Lubinem oraz Lwowem - dodał libero GKS-u, który był w kiepskim nastroju, podobnie jak pozostali zawodnicy i trenerzy. Grzegorz Słaby poprowadził po raz setny GKS w PlusLidze i otrzymał okolicznościową koszulkę. Nie miał jednak powodów do zadowolenia. - Po dobrych meczach z Częstochową oraz Rzeszowem wydawało się, że nasza gra wraca do normalności, bo na treningach solidnie pracujemy - mówił trener GKS-u. - Kontuzja Saitty mocno nam pokrzyżowała plany, ale może limit pecha już wyczerpaliśmy? Słabo przyjmowaliśmy, ale i tak prowadziliśmy. By jednak utrzymać poziom, musimy w każdym elemencie prezentować się dobrze. Nam potrzeba trochę szczęścia, by „odpalić”. Nieco wcześniej problemy z kolanem miał Lukas Vasina, zaś teraz Saitta. Może w końcu w spotkaniu z Radomiem zaprezentujemy się w pełnym składzie... Na razie optymizmu w GKS-ie nie ma za wiele, potyczka ze Skrą trwała zaledwie 76 minut. Katowiczanie obejmowali prowadzenie, ale potem szybko je tracili. Trener Słaby dokonywał zmian w ustawieniu, Marcina Walińskiego zastąpił Jonas Kvalen, zaś Jakuba Jarosza Damian Domagała, ale roszady te nie przyniosły efektów. Goście zagrali więcej niż poprawnie, bez większych fajerwerków, a i tak wystarczyło to na mocno „rozklekotany” GKS.   

 

Właściwe odreagowanie

 Siatkarze Aluronu CMC Warty Zawiercie w poprzedniej kolejce na własnym parkiecie trafili na świetnie usposobiony zespół z Warszawy i przegrali 0:3. W kolejnym meczu w Suwałkach ze Ślepskiem Malow właściwe zareagowali i pewnie zwyciężyli. Gospodarze tylko momentami nawiązywali równorzędną grę. Po stronie przyjezdnych była jednak nie tylko siła uderzeniowa. Rozgrywający Miguel Tavares Rodrigues, uznany za MVP meczu, umiejętnie kierował kolegami oraz odpowiednio rozkładał akcenty. Gra była na tyle urozmaicona, że gospodarze nie byli w stanie jej się przeciwstawić.

- Chcieliśmy się zrehabilitować za porażkę z Projektem, bo tamten mecz nam nie wyszedł - mówił dla mediów klubowych atakujący „Jurajskich rycerzy”, Karol Butryn. - W Suwałkach było już znacznie lepiej, ale musieliśmy się mieć na baczności, bo w tej lidze nie ma słabych drużyn. Kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku, choć rywale próbowali odrabiać straty. Byliśmy jednak czujni. To prawda, że liga pędzi jak szalona, ale znaliśmy wcześniej terminarz i musimy go zaakceptować. Na razie nie mamy czasu myśleć o wolnym - dodał. Teraz przed ekipą z Zawiercia środowy mecz w 1/8 finału Pucharu CEV z SCM Krajową, a w następną niedzielę wyjazd do Bełchatowa.  

 

ZAKSA w odwrocie

 Dla kędzierzynian nastał bardzo trudny czas. Wciąż nie mogą grać w najsilniejszym zestawieniu, co odbija się na ich wynikach. Porażka z Treflem w Gdańsku była już ich trzecią w czwartym spotkaniu. Tym razem trener ZAKSY, Tuomas Sammelvuo, nie tylko nie mógł wystawić kontuzjowanych od dłuższego czasu Wojciecha Żalińskiego i Daniela Chitigoia, ale też zmagających z problemami zdrowotnymi Bartosza Bednorza, Łukasza Kaczmarka, Jakuba Szymańskiego oraz Davida Smitha. Dobrą wiadomością jest natomiast powrót do gry Marcina Janusza. Reprezentacyjny rozgrywający mecz zaczął w pierwszej szóstce, ale po kontuzji nie jest jeszcze w najwyższej dyspozycji i na parkiecie wytrzymał tylko jeden set.

Trefl, który przegrał dwa poprzednie spotkania z Aluronem CMC Wartą Zawiercie i Jastrzębskim Węglem, od początku grał bardzo twardo. Goście jednak nie odstawali. Na boisku harował Aleksander Śliwka. Dzięki niemu kędzierzynianie zdołali odrobić straty i do połowy seta walczyli jak równy z równym. Gdańszczanie, niesieni dopingiem blisko 9 tysięcy kibiców, końcówkę zagrali popisowo, blokując atomowe ataki rywali. O sile ich bloku najboleśniej przekonał się Bartłomiej Kluth, który raz za razem był stopowany. Wygrany pierwszy set mocno podbudował morale gospodarzy. Na parkiecie szaleli Kewin Sasak oraz Mikołaj Sawicki. Gdańszczanie z łatwością zdobywali kolejne punkty. W drugiej odsłonie prowadzili już nawet 13:5, a w trzecim secie zamknęli spotkanie, zgarniając pełną pulę.

(sow, mic)

 

Projekt Warszawa – Jastrzębski Węgiel 3:1 (25:22, 11:25, 25:23, 25:23)

WARSZAWA: Firlej (2), Tillie (1), Wrona (9), Bołądź (9), Szalpuk (12), Semeniuk (9), Wojtaszek (libero) oraz Borkowski, Weber (10), Grobelny (4), Stępień. Trener Piotr GRABAN.

JASTRZĘBIE: Toniutti, Fornal (15), Huber (16), Patry (10), Szymura (9), Gładyr (7), Popiwczak (libero) oraz Skruders, Sedlacek, Sclater (7). Trener Marcelo MENDEZ.

Sędziowali: Wojciech Maroszek (Żory) i Marek Lagierski (Czeladź).

Widzów 5140.

Przebieg meczu

I: 9:10, 15:14, 20:17, 25:22.

II: 5:10, 8:15, 9:20, 11:25.

III: 8:10, 14:15, 20:17, 25:23.

IV: 10:9, 14:15, 20:18, 25:23.

Bohater – Jan FIRLEJ.

 

GKS Katowice – PGE GiEK Skra Bełchatów 0:3 (21:25, 18:25, 20:25) 

KATOWICE: Fenoszyn (1), Waliński (1), Krulicki (2), Jarosz (10), Vasina (15), Usowicz (7), Mariański (libero) oraz Kvalen (5), Domagała (5). Trener Grzegorz SŁABY.

BEŁCHATÓW: Łomacz (3), Aciobanitei (2), Lemański (7), Konarski (20), Lipiński (10), Poręba (5) Diaz (libero) oraz Derouillon (8), Kupka. Trener Andrea GARDINI.

Sędziowali: Marcin Herbik i Tomasz Janik (obaj Warszawa).

Widzów 435.

Przebieg meczu

I:]10:8, 12:15, 17:20, 21:25.  

II: 9:10, 13:15, 15:20, 18:25. 

III: 7:10, 11:15, 16:20, 20:25.

Bohater – Grzegorz ŁOMACZ. 

 

Ślepsk Malow Suwałki – Aluron CMC Warta Zawiercie 0:3 (22:25, 21:25, 22:25)

SUWAŁKI: Sanchez (1), Halaba (12), Stajer (8), Filipiak (10), Firszt (6), Gallego (8), Czunkiewicz (libero) oraz Żakieta, Stern, Buculjević. Trener Dominik KWAPISIEWICZ. 

ZAWIERCIE: Tavares Rodrigues (3), Kwolek (8), Zniszczoł (6), Butryn (12), Clevenot (17), Bieniek (11), Perry (libero) oraz Gąsior, Kozłowski, Łaba. Trener Michał WINIARSKI.

Sędziowali: Maciej Twardowski i Wojciech Głód (obaj Radom).

Widzów 1300.

Przebieg meczu

I: 8:10, 11:15, 17:20, 22:25.

II: 8:10, 12:15, 16:20, 21:25.

III: 8:10, 15:14, 18:20, 22:25.

Bohater – Miguel TAVARES RODRIGUES.

 

Trefl Gdańsk – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0 (25:20, 25:20, 25:21)

GDAŃSK: Droszyński (2), Franchi Martinez (6), Niemiec (2), Sasak (18), Sawicki (21), Zaleszczyk (11), Koykka (libero) oraz Czerwiński (1), Nasewicz (1), Kampa. Trener Igor JURICIĆ.

KĘDZIERZYN-KOŹLE: Janusz, Śliwka (11), Takvam (8), Kluth (16), Zapłacki (6), Paszycki (4), Shoji (libero) oraz Wiltenburg, Gil (1), Banach. Trener Tuomas SAMMELVUO.

Sędziowali: Paweł Morawski (Poznań) i Sławomir Gołąbek (Kędzierzyn-Koźle).

Widzów 8900.

Przebieg meczu

I: 10:7, 15:14, 20:19, 25:20.

II: 10:3, 15:9, 20:15, 25:20.

III: 10:8, 15:11, 20:17, 25:21.

Bohater – Kamil DROSZYŃSKI.

 

KGHM Cuprum Lubin – Indykpol AZS Olsztyn 0:3 (23:25, 22:25, 14:25)

LUBIN: Geliński (1), Ferens (6), Pietraszko (9), Hanes (6), Kwasowski (10), Strulak (5), Granieczny (libero) oraz Masłowski (libero), Lipiński, Lorenc (3), Kubicki. Trener Paweł RUSEK.

OLSZTYN: Tuaniga (2), Karlitzek (13), Siwczyk (3), Armoa (11), Szerszeń (15), Jakubiszak (8), Hawryluk (libero) oraz Majchrzak (2), Szymendera, Sienkiewicz. Trener Javier WEBER.

Sędziowali: Marcin Weiner (Mysłowice), Marek Budzik (Rybnik).

Widzów 517.

Przebieg meczu

I: 10:9, 13:15, 18:20, 23:25.

II: 8:10, 11:15, 16:20, 22:25.

III: 6:10, 9:15, 11:20, 14:25.

Bohater – Nicolas SZERSZEŃ.

 

Barkom Każany Lwów – Exact Systems Hemarpol Częstochowa zakończył się po zamknięciu wydania.

 


OBRONIONE TROFEUM

Sir Safety Perugia z Kamilem Semeniukiem i Wilfredo Leonem w składzie po raz drugi z rzędu sięgnęła po Klubowe Mistrzostwo Świata. Uczyniła to w wielkim stylu, odnosząc komplet zwycięstw i nie tracąc nawet seta. W turnieju rozgrywanym w indyjskim Bengaluru Perugia w finale pokonała brazylijski Minas Tenis Clube 3:0 (25:13, 25:21, 25:19). Najwięcej punktów dla zwycięzców (14) wywalczył Semeniuk. Wcześniej ekipa z Włoch pokonała w fazie grupowej po raz pierwszy Minas i Ahmedabad Defenders, a w półfinale Halbank Ankara.

W meczu o trzecie miejsce japoński Suntory Sunbirds wygrał z Halbankiem 3:2 (17:25, 23:25, 25:21, 25:19, 15:12).