Mistrzowie idą po rekord!
Kto pokona Thunder? Clippersom się nie udało. Zespół z Oklahoma City ma już bilans 8-0!
W meczu Golden State z Phoenix lepsi okazali się Warriors, a najlepszym graczem tradycyjnie był Stephen Curry. Fot. PAP/EPA
Oklahoma City kontynuują zwycięski marsz. Tym razem na rozkładzie znaleźli się Clippersi. W Intuit Dome w Inglewood pachniało niespodzianką, bo do przerwy prowadzili gospodarze (57:56). Wszystko za sprawą Jamesa Hardena. Brodacz rzucał jak natchniony, po 20 minutach miał na koncie 25 punktów i 5 trafionych trójek! Druga połowa należała jednak do aktualnych mistrzów. Shai Gilgeous-Alexander swoją zawodniczą karierę zaczynał w ekipie Clippers. To był sezon 2018/19, a zaraz potem wymieniono go na Paula George'a. Teraz wrócił do Los Angeles i pokazał swoją klasę - w tym meczu uzbierał 30 punktów, 12 zbiórek i 6 asyst i poprowadził swój zespół do ósmej kolejnej wygranej!
Shai Gilgeous-Alexander zdobył co najmniej 20 punktów w 80 kolejnych meczach. To wyczyn niesamowity, lepszy wynik miał tylko legendarny Wilt Chamberlain, który prowadzi w rankingu wszech czasów z seriami 20 punktów zdobytych w 126 meczach. - Po prostu ciężko pracuję, dbam o swoje ciało, wystarczająco odpoczywam i robię to każdego dnia od nowa – powiedział Kanadyjczyk. - Znalazłem formułę, która działa w moim przypadku i staram się ją wpajać każdego dnia, przy każdej okazji – dodał.
Wielkie emocje towarzyszyły spotkaniu w United Center w Chicago, gdzie zjechali świetnie spisujący się w tym sezonie Philadelphia Sixers. Pod koniec drugiej kwarty goście mieli już 24 punkty przewagi (65:41), a miejscowi wyglądali na kompletnie pogubionych. Tyrese Maxey oraz Joel Embiid robili do przerwy co chcieli. Po wyjściu z szatni gospodarze zaczęli odrabiać straty i na finiszu było tylko 111:110 dla Phily. Trzy sekundy przed końcem Nikola Vucević z narożnika trafił za trzy i zadecydował o wygranej swojej drużyny. Klubowy komentator niemal płakał. - To najwspanialszy rzut sezonu. O mój Boże! - krzyczał do mikrofonu.
Architektem tej wygranej był przede wszystkim Josh Giddey, który zanotował efektowne triple double (29 punktów, 15 zbiórek, 12 asyst). To drugie z rzędu triple double tego zawodnika Bulls, statystycy przypomnieli, że po raz ostatni takiego wyczynu dokonał w tym klubie Michael Jordan w 1989 roku. - Ten mecz to był dla nas test jak zareaguje o ostatniej porażce w Nowym Jorku - mówił po spotkaniu Giddey. - po słabej pierwszej połowie można było rzucić ręcznik i zakończyć dzień, przygotowując się na olejny mecz. To był niesamowity test, pokazaliśmy dużą odporność, wszystkim chłopakom należą się brawa - dodał lider Byków. Bulls zaczęli sezon od sześciu wygranych w siedmiu meczach.
We wtorek San Antonio Spurs nie grali, ale w klubie wiele się dzieje. Po szczegółowych badaniach okazało się, że debiutant Dylan Harper uniknął poważnej kontuzji. Doznał naciągnięcia lewej łydki i potrzebuje kilku tygodni przerwy, by dojść do siebie. Do kontuzji doszło w podkoszowym starciu w meczu z Phoenix Suns. Harper bardzo dobrze zaczął sezon, w sześciu meczach notował średnie 14,0 punktu, 4,0 zbiórki i 3,8 asysty. – Życzę mu jak najlepiej. Pokazał już w tym sezonie niesamowite rzeczy. Przyznam, że czasami trudno było uwierzyć, jak dobrze on gra. Teraz musi sobie poradzić z kontuzją, zdarza się. Jednocześnie kilku naszych chłopaków wraca przecież do gry – powiedział Victor Wembanyama.
Wszystko wskazuje na to, że Jeremy Sochan jest bardzo blisko powrotu na boisko i swojego pierwszego meczu w sezonie. Czy reprezentant Polski zagra w spotkaniu w Los Angeles przeciw Lakers w nocy ze środy na czwartek czy raczej dwa dni później z Rakietami we własnej hali? Decyzja zapadnie zapewne w dniu meczu.
Golden State - Phoenix 118:107, Toronto - Milwaukee 128:100, Atlanta - Orlando 127:112, Chicago - Philadelphia 113:111, New Orleans - Charlotte 116:112, LA Clippers - Oklahoma City 107:126
(pp)
