Mistrzostwo zobowiązuje
Rozmowa z Kryspinem Baranem, prezesem Aluronu CMC Warty Zawiercie
Zawiercianie w poprzednim sezonie wywalczyli mistrzostwo Polski, w nadchodzącym chcą pójść za ciosem. Fot. Weronika Morciszek/Press Focus
- Dumę czuliśmy przez cały sezon kadrowy. Od jego początku trzymaliśmy za chłopaków kciuki. Kuba po latach czekania jest jedynką na libero, pewniakiem. Bartek rozwiał ból głowy dużej części kibiców, którzy obawiali się o to, kto po Bartoszu Kurku będzie pierwszym atakującym reprezentacji. Tomek z „łatki” utalentowanego, „kolorowego ptaka” przerodził się w sportowego i mentalnego lidera zespołu. Pamiętajmy, że w klubie są jeszcze Mateusz Bieniek i Jakub Kochanowski, którym na grę w kadrze nie pozwoliły problemy zdrowotne. Mamy w klubie piątkę, która jest zgrana i przeszła niejedno. Do niej można śmiało dołączyć Bartka Kwolka, który jest z tego samego pokolenia i przez długi czas grał w kadrze i prezentuje podobny poziom umiejętności. Mieć tylu wybitnych reprezentantów Polski w klubie to moja wielka satysfakcja.
W zespole jest też mistrz świata, reprezentant Włoch, Kamil Rychlicki, czy świetny Aaron Russell. Wielu ekspertów już okrzyknęło zespół z Zawiercia „dream teamem”. Trudno było zbudować tak mocną ekipę?
- Budując skład, stawialiśmy na zawodników z dużymi umiejętnościami i aspiracjami, głodnych sukcesu, a nie na tzw. tłuste koty. Choć osiągnęli bardzo wiele i sięgali po medale największych światowych imprez, wciąż chcą wygrywać. Ten zespół nie wymaga trudnego docierania się od zera. Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek i Jakub Kochanowski to koledzy z SMS-u i złotej drużyny rocznika 1997. Z kolei Jakub Popiwczak, Bartosz Bołądź czy Mateusz Bieniek znają ich od lat z reprezentacji Polski, co przekłada się na wzajemne wsparcie i pozytywne emocje w klubie.
Kogo z nowych zawodników najtrudniej było przekonać do transferu?
- Najwięcej rozmów wymagał Tomasz Fornal, który miał liczne oferty z całego świata, w tym z Japonii czy Turcji. Musieliśmy zrozumieć jego priorytety. Gdyby liczyły się tylko pieniądze, poszedłby do Japonii lub został w Turcji. On chciał jednak wrócić do Polski i dalej się rozwijać. Wtedy rozmowy stały się już znacznie prostsze.
Kiedy mistrzowie Europy dołączą do zespołu?
- Nie ściągamy ich z dnia na dzień, tylko oczekujemy, żeby się zresetowali, wyczyścili głowy i odpoczęli. Z szybkich powrotów nic dobrego nie wynika. Nie chcemy, żeby byli przemęczeni fizycznie i mentalnie od pierwszego dnia. Ważne, że w kadrze uniknęli kontuzji.
Mając takie asy w drużynie nie jest trudno przewidzieć, że w nadchodzącym sezonie gracie o pełną pulę…
- Nie będę udawał, że to jest zespół do walki o play off. Jesteśmy mistrzem kraju, powinniśmy bronić swojej pozycji. Musimy walczyć o obronę tytułu. Jednocześnie zbieranie doświadczeń na arenie europejskiej – najpierw w Pucharze Challenge, potem w Pucharze CEV, a ostatnio w Lidze Mistrzów – sprawia, że jesteśmy coraz mądrzejsi. Dwie poprzednie edycje Ligi Mistrzów kończyliśmy na drugim miejscu. To jest wielki sukces, ale też pozostał pewien niedosyt. Teraz naszym marzeniem i celem jest spróbować ją wygrać. Do tego dochodzą jeszcze Klubowe Mistrzostwa Świata, w których też mierzymy wysoko.
Podczas letnich przygotowań cały czas z zespołem pracuje trener Michał Winiarski, który – po trzech latach - zrezygnował z równoczesnego prowadzenia kadry Niemiec. Ucieszyła pana jego decyzja?
- Ma w naszych ustaleniach wolną rękę przy możliwości angażowania się w okresie wakacyjnym do pracy w reprezentacjach, z zastrzeżeniem, iż powinno to wnosić coś do jego bagażu doświadczeń i rozwoju. Jeżeli uznał, że z reprezentacją Niemiec swoje dokonał, pewien etap się zakończył, a jednocześnie jego kwestie prywatne, zdrowotne na tym zaczęły cierpieć, to przyjąłem z zadowoleniem fakt zrezygnowania z tego ciężaru. I spotykam człowieka, który po raz pierwszy od lat spędził z rodziną pełne wakacje, jest uśmiechnięty, zdrowy, opalony. Całkiem inaczej podchodzi się do sezonu, kiedy człowiek wypoczął, pojechał na wakacje i ma pewien bagaż przemyśleń, które chce wdrożyć. W związku z tym taki model Michała Winiarskiego teraz mam do dyspozycji i cieszę się, że takie decyzje podjął.
W grudniu Aluron CMC Warta będzie gospodarzem Klubowych Mistrzostw Świata. Mecze będą w Arenie Katowice, Sosnowcu i Częstochowie. Co zdecydowało, że postanowiliście się ubiegać o tę imprezę?
- Po raz pierwszy w KMŚ wystąpiliśmy w ubiegłym roku. Turniej odbył się w Brazylii, co wiązało się z wieloma problemami logistycznymi. Gdy więc okazało się, że Brazylii wygasa umowa na ich organizację, postanowiliśmy je przejąć. Chcieliśmy podjąć próbę wygrania tych rozgrywek bez dalekich podróży i zmian stref czasowych, które rozbijają zespół. Pamiętajmy, że żaden polski klub nie wygrał Klubowych Mistrzostw Świata. Chcemy być pierwsi. Aplikację o organizację składaliśmy w kwietniu, jeszcze przed zdobyciem mistrzostwa Polski i przed awansem do finału Ligi Mistrzów.
Obiekty w Częstochowie, Katowicach i Sosnowcu nie są największe w naszym regionie. Może warto było postawić na katowicki Spodek i halę w Gliwicach?
- Przedświąteczny termin w grudniu sprawił, że obiekty w Gliwicach i Katowicach były już zajęte. Hala w Częstochowie była dostępna, spełniała wymóg pojemności powyżej 5000 miejsc oraz leży blisko lotnisk.
Umowę na organizację KMŚ podpisaliście na dwa lata. W przyszłym roku będzie ta sama lokalizacja?
- Trudno powiedzieć. Nie jest jeszcze ustalona.
Po raz kolejny najważniejsze mecze rozegracie w Arenie Sosnowiec. Rozmowy z władzami Sosnowca były trudne?
- Dla nas wybór Sosnowca był naturalny, jednak należało zweryfikować dostępność obiektu oraz dopasować plan z gminą i organizatorem. Cieszymy się z dużej liczby wydarzeń oraz bardzo pozytywnego odbioru ze strony prezydenta, pani prezes i społeczności Sosnowca oraz Zagłębia. W Sosnowcu nie jesteśmy traktowani jako przyjezdni, tylko traktują nas jak swoich, bardziej jako klub zagłębiowski niż taki z innego miasta. To jest miłe i jesteśmy za to wdzięczni, staramy się odwzajemnić organizacją dobrych wydarzeń i współpracą również na poziomie grup młodzieżowych i innych obszarów marketingowych.
A jak na te wyjazdy reagują kibice w Zawierciu?
- Kibice musieli przetrawić podobną sytuację już przed laty, gdy grając w Pucharze Challenge, występowaliśmy w Dąbrowie Górniczej. Przejście do Areny Sosnowiec było już dla nich naturalne, a obecne komentarze są wspierające. Nasi fani mają pełne zrozumienie dla wymogów licencyjnych stawianych przez federacje. Nasza hala w Zawierciu dysponuje jedynie 1500 miejscami, co jest absolutnie niewystarczające dla osób chcących okazjonalnie kupić bilet. Dlatego wcale się nie obrażam, kiedy na nas organizatorzy rozgrywek naciskają i mówią, że mecze hitowe musimy organizować w innym obiekcie, a nie w Zawierciu, bo rozumiem, że i tak dziewięć lat warunkowego dopuszczenia hali to duża przychylność z ich strony.
Na jakim etapie jest projekt budowy nowej hali w Zawierciu?
- Jestem przekonany, że jako klub zrobiliśmy wszystko w poprzednich latach, żeby uzasadnić, że taka hala powinna powstać. Takie zrozumienie w tej kadencji samorządu jest i myślę, że „saga” się powoli będzie kończyć. Obecnie miasto weszło w posiadanie kilkunastohektarowego terenu przeznaczonego pod halę i centrum rekreacyjne oraz posiada gotową koncepcję obiektu. Trwa procedura przetargowa, a na ten rok planowany jest wybór wykonawcy w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Wybrany wykonawca przygotuje projekt wykonawczy, po czym ruszą prace – realistycznie budowa, wykończenie i odbiory potrwają około trzech lat, podczas których mecze będą dzielone między Zawiercie a Sosnowiec.
Rozmawiał Michał Micor
Kryspin Baran wierzy, że za trzy lata Aluron CMC Warta wszystkie mecze rozgrywać będzie w nowej hali w Zawierciu. Fot. Piotr Matusewicz/Press Focus
