Mistrz wrócił do domu

Szczypiorniści Industrii Kielce w wielkim stylu powrócili na szczyt. Po dwóch latach odzyskali tytuł mistrza Polski, detronizując w finałowej rywalizacji Orlen Wisłę Płock.

Kibice przyszli pożegnać Alexa i Daniela Dujszebajewów w pobliżu bloku, w którym mieszkali. Fot. Industria Kielce

ORLEN SUPERLIGA MĘŻCZYZN

Podopieczni trenera Krzysztofa Lijewskiego pieczęć na tytule postawili efektownym zwycięstwem (36:27) w przepełnionej Hali Legionów (pierwszy mecz w Płocku wygrali 30:25). Tym samym medal mistrzostw Polski z najcenniejszego kruszcu powrócił do Kielc. Dla klubu ze stolicy woj. świętokrzyskiego jest to 21. złoto w historii. W dorobku ma również 5 srebrnych i 6 brązowych krążków.

Wyboista, kręta droga

Droga do sukcesu była „trudna i kręta”, a sezon obfitował zarówno w momenty chwały, jak i bolesne lekcje. W poprzednich dwóch sezonach finały Orlen Superligi miały niesamowitą dramaturgię. Zespół z Płocka trzy z czterech meczów wygrał po rzutach karnych. Na odwrócenie tej niekorzystnej serii nadzieję Kielczanom dało pierwsze spotkanie sezonu 2025/26. Industria rozpoczęła go od mocnego akcentu. W Łodzi sięgnęła po Superpuchar Polski, pokonując Nafciarzy po... serii „siódemek”. Tę decydującą obronił Adam Morawski, który wrócił do kraju po trzech sezonach w niemieckim Melsungen; wcześniej przez 9 lat bronił barw rywali.

Prysznic w Lidze Mistrzów

Kielczanie udanie rozpoczęli również zmagania w Lidze Mistrzów, bo od wysokiego zwycięstwa z Kolstad. Później jednak przyszła seria czterech porażek. Wobec obecności w bardzo mocnej grupie, stało się jasne, że głównym celem zespołu będzie wywalczenie awansu do play offu i wtedy nastąpiło... cudowne przebudzenie. Podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa wygrali arcyważny, wyjazdowy mecz z Dinamem Bukareszt. Następnie zremisowali z Aalborgiem, a do końca roku odnieśli jeszcze dwa zwycięstwa, otwierając sobie furtkę do walki o wyższą lokatę i korzystniejsze rozstawienie w dalszej fazie. Zaraz po przerwie na styczniowe mistrzostwa Europy Żółto-biało-niebiescy w europejskiej elicie zaczęli grać jak z nut. Serię zwycięstw przedłużyli do sześciu, co było ich najlepszym wynikiem od 2023 roku. Ograli m.in. mocarzy z Berlina i Veszprem i awansowali z bardzo dobrego, 3. miejsca. Ten finisz mocno rozbudził apetyty kibiców. W 1/8 finału Żółto-biało-niebiescy rywalizowali z OTP Bank-Pickiem Szeged. W pierwszym meczu na Węgrzech przegrali i rewanżu musieli odrobić trzy gole. W nim długo nic nie układało się po ich myśli, ale w drugiej połowie zagrali kapitalnie. Prowadzili czterema trafieniami, mieli okazję na plus pięć, ale pogubili się w końcówce, odpadając z rozgrywek. Zimny prysznic w starciach z bratankami przekreślił marzenia o grze w Final Four w Kolonii.

Dujszebajew miał dość

Braki kadrowe wicemistrzów Polski z zimną krwią wykorzystała Orlen Wisła, która wygrała w Hali Legionów pięcioma golami, czym praktycznie rozstrzygnęła losy 1. miejsca w sezonie zasadniczym. Kielczanie nie pozbierali się po tym ciosie i słabo zaprezentowali się w Final Four Pucharu Polski. W półfinale nie sprostali odwiecznym rywalom (30:25) i po tym pojedynku dymisję złożył Tałant Dujszebajew, pracujący w Kielcach od stycznia 2014 roku. To był szok. - Mimo że miałem oferty z innych klubów, chciałem dalej pracować w Kielcach. Prowadziłem nawet rozmowy na temat przedłużenia umowy do 2031 roku. Ale wydarzenia ostatnich dni zmieniły wszystko. Najpierw przegrany dwumecz Ligi Mistrzów z Szegedem, potem przegrany półfinał Pucharu Polski. Ten ostatni mecz był dla mnie prawdziwym wstydem. Po raz pierwszy w karierze zespół, który prowadziłem, nie walczył. To była też oczywiście moja wina. Powiedziałem to zawodnikom po meczu. Co wtedy wydarzyło się w szatni, musi tam pozostać, jednak od tego momentu nasze drogi się rozeszły – wyjaśniał i pożegnał się z honorem. - Nigdy nie sądziłem, że będę pracował tutaj tak długo. Spędziłem tu 9 lat z synem Alexem i 8 lat z Danim. W Kielcach urodzili się moi dwaj wnukowie, więc w głowie miałem jedno – tutaj chcę zakończyć karierę. Wyszło jednak inaczej, niż zaplanowałem. Zawsze będę kochał ten klub i to miasto.

Wyzwanie dla asystenta

Teraz przed olbrzymim wyzwaniem stanął dotychczasowy asystent Kirgiza, Krzysztof Lijewski. Najważniejsze było pozbieranie szatni po traumatycznych wydarzeniach. Ogranie drużyn z Kalisza i Ostrowa Wielkopolskiego na starcie play offu było „obligiem”, lecz w kolejnej „świętej wojnie” na ścieżce do złota Kielczanie nie byli już stawiani w roli faworyta, również ze względu na doświadczenie trenerów obu drużyn. – Nie mam zamiaru wchodzić w buty Tałanta i go naśladować, albo kopiować – podkreślał nowy szkoleniowiec. - To jeden z najlepszych trenerów na świecie. Dużo się od niego nauczyłem, bardzo wiele zawdzięczam, ale chcę wprowadzić swoje rzeczy – wyznał „Lijek” przed pierwszym spotkaniem w Płocku. Słowa dotrzymał. Końcówka rozgrywek należała już do jego podopiecznych. Kielczanie zaprezentowali się z kapitalnej strony na Mazowszu, walcząc z ogromnym zaangażowaniem o każdy centymetr boiska, co przełożyło się na pełną dominację nad Wiślakami, zaskoczonymi mocną obroną i bardziej zdecydowaną grą w ataku gości. Kielczanie prowadzili nawet 10 golami, ostatecznie zakończyli mecz z pięcioma trafieniami na plusie.

Hiszpańsko-słoweński koncert

W decydującym starciu w Hali Legionów Kielczanie kontrolowali przebieg od pierwszej do ostatniej minuty, prowadząc do przerwy 18:14 i sukcesywnie powiększając przewagę w drugiej połowie. Udowodnili swoją dominację, zdecydowanie wygrywając dwie najważniejsze bitwy sezonu. Finałowy pojedynek był szczególnym momentem dla zawodników odchodzących z kieleckiego klubu. W bramce fenomenalnie spisywał się Słoweniec Klemen Ferlin, który zatrzymał rywali przy trzech rzutach karnych. Prawdziwy koncert gry (10 bramek) dał Alex Dujszebajew, wybrany MVP meczu. Ten występ miał dla Alexa charakter symboliczny. – Trudno wyobrazić sobie lepsze pożegnanie. Dwa lata bez tytułu to było za długo. Trofeum wróciło do Kielc i to jest najważniejsze. W ostatnich tygodniach nie było łatwo, ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną z charakterem, a koncentracja i wiara dały nam złoto. Kielce zawsze będą w moim sercu. Jestem dumny, że tak długo reprezentowałem ten klub i mogłem być kapitanem tej świetnej drużyny – powiedział hiszpański prawy rozgrywający, przenoszący się do niemieckiego VfL Gummersbach.

Dumny „Lijek”

Dumy z drużyny nie krył trener Lijewski, dziękując zawodnikom za wykonaną pracę, która wykraczała daleko poza minuty spędzone na boisku. - To dzięki drużynie z Płocka musieliśmy się wznieść na wyżyny możliwości, a jeśli chodzi o nasz mental, to nawet do granic wytrzymałości – przyznał były reprezentacyjny rozgrywający, a dziś świetnie rokujący szkoleniowiec. Lijewski zaznaczył, że po utracie tytułu w dwóch poprzednich sezonach drużyna zrozumiała, iż odzyskanie prymatu wymaga „czegoś więcej” – setek godzin analiz wideo, rozmów i ciężkich treningów. Po końcowym gwizdku zadowolenia nie ukrywał też obrotowy Arstem Karalek, podkreślając, że zespół wytrzymał ogromną presję, jaka towarzyszyła mu przez cały sezon, zwłaszcza po porażkach w Lidze Mistrzów i Pucharze Polski. - Wygraliśmy ligę, mistrz wraca do domu. Jestem ogromnie szczęśliwy – powiedział mocno wzruszony Białorusin.

Czas gruntownej przebudowy

Po wielkich emocjach i chwilach radości przed mistrzem Polski początek gruntownej przebudowy. Jak już wspominaliśmy, zespół opuszczają: legendy klubu, bracia Dujszebajewowie, ich hiszpański rodak rozgrywający Jorge Maqueda, bramkarze Klemen Ferlin i Bekir Cordalija oraz obrotowy Łukasz Rogulski. Od nowego sezonu w kieleckich barwach pojawią się nowe twarze: francuski rozgrywający Julien Bos, chorwacki rozgrywający Luka Klarica, serbski bramkarz Dejan Milosavljev, białoruski rozgrywający Kirył Rabczyński, a z wypożyczenia powróci francuski rozgrywający Faruk Yusuf. Jak zapowiedział p.o. prezesa Paweł Papaj, będzie to sezon pełen wyzwań, w którym 1/3 składu stanowić będą nowe twarze, a drużyna po raz pierwszy od lat rozpocznie przygotowania z nowym sztabem szkoleniowym. Czy z Krzysztofem Lijewskim, który odegrał kluczową rolę w odzyskaniu tytułu? W mediach pojawiały się nazwiska potencjalnych trenerów, jak chociażby Słoweniec Uros Zorman, lecz świetne wyniki na finiszu sezonu sprawiają, że to „Lijek” ma duże szanse na dalsze prowadzenie mistrzów Polski. - Mimo zmian, cel pozostaje niezmienny – walka o najwyższe trofea przy wsparciu niezawodnych kieleckich kibiców - to wiele mówiący cytat p.o prezesa Industrii.

Zbigniew Cieńciała

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się