Miesiąc miodowy

W marcu drużyna z Oporowskiej przeszła prawdziwą metamorfozę, zdobywając w czterech meczach siedem punktów.

Piłkarze Śląska (od lewej Żukowski, Schwarz, Szota i Al Hamlawi) mają powody do radości, ich dobra passa wciąż trwa. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

ŚLĄSK WROCŁAW

W ubiegłym miesiącu drużyna prowadzona przez Słoweńca Ante Szimundżę wskoczyła w końcu na właściwe tory. W czterech marcowych potyczkach zaksięgowała 7 punktów, odnosząc dwa zwycięstwa, raz remisując i ponosząc jedną porażkę.

Bez pustego przebiegu

Wicemistrzowie Polski rozpoczęli marzec od wyjazdowej porażki z Legią Warszawa (1:3), potem zremisowali na własnym stadionie 1:1 z Pogonią Szczecin, zaś ostatnie dwa występy to wygrane w Mielcu (4:1 ze Stalą) i u siebie z Lechem Poznań (3:1). We wszystkich tych potyczkach na listę zdobywców bramek wpisał się 24-letni napastnik Assad Al-Hamlawi, który jest poważnym kandydatem do miana piłkarza marca. Godnym uwagi i podkreślenia jest również fakt, że w każdym z tych spotkań wrocławianie strzelali gole, czego nie było w żadnym z poprzednich miesięcy.

Śląsk od dawna zmagał się z anemią strzelecką, ale wejście na pokład Al-Hamlawiego sprawiło, ze zmieniło się oblicze zespołu. Dziewięć zdobytych bramek w czterech meczach w minionym miesiącu to wynik, jakiego Wojskowy Klub Sportowy nie zanotował od maja ubiegłego roku, kiedy sięgnął po wicemistrzostwo Polski. Podopieczni trenera Jacka Magiery strzelili wówczas 10 goli. Zespół pod wodzą Ante Szimundży zanotował znaczną poprawę w kontekście gry w ataku. Przypomnijmy, że Śląsk miał najgorszą ofensywę w rundzie jesiennej. Wówczas strzelił tylko 14 goli, a skuteczność strzałów wynosiła zaledwie 8,48%. Oba wyniki były najgorsze w całej PKO BP Ekstraklasie. Średnia w marcu to już 2,25 gola na mecz.

Nadał drużynie charakter

Runda wiosenna to zupełnie inna bajka. W ośmiu potyczkach ligowych wrocławianie mają również 14 zdobytych bramek, a do zakończenia rywalizacji pozostało jeszcze 8 kolejek. Owe czternaście goli to bardzo dobry wynik, większą zdobyczą mogą pochwalić się jedynie Pogoń Szczecin (16 bramek) oraz Jagiellonia Białystok i Lech Poznań (oba po 15 goli). Natomiast tyle samo trafień zaliczyły Raków Częstochowa i Radomiak.

Wpływ na taką metamorfozę drużyny z Oporowskiej ma zdaniem byłego napastnika Śląska Janusza Kudyby przede wszystkim nowy trener. - Ante Szimundża to klasyczny, czysty warsztatowiec - zachwala szkoleniowca ze Słowenii 64-latek. - To trener, który w zasadzie nie udziela się w mediach, a jeżeli już, to robi to niechętnie. Oczywiście poza oficjalnymi konferencjami prasowymi. Nadał zespołowi charakteru, uzmysłowił zawodnikom, że gra i walczy się do ostatniego meczu. Fakty przemawiają na jego korzyść: z 9-10 punktów straty do bezpiecznej strefy pozostały już tylko trzy. To znak, że zespół uwierzył w siebie, podczas meczu dla piłkarzy Śląska nie ma straconych piłek. Szimundża dobrze poukładał zespół, transfery były udane i Śląsk ma duże szanse na utrzymanie w ekstraklasie.

Na tropie Robaka

Wspomniany wcześniej Assad Al Hamlawi jest pierwszym napastnikiem Śląska, który trafił do siatki w czterech kolejnych meczach od sierpnia 2017 roku, gdy Marcin Robak pokonał bramkarzy w czterech kolejkach z rzędu. - Palestyńczyk nie tylko strzela gole, ale bardzo dobrze gra tyłem do bramki i uczestniczy w wysokim pressingu, stając się pierwszym obrońcą - chwali napastnika urodzonego w Szwecji Janusz Kudyba. - Potrafi odebrać piłkę , ma zmysł do gry kombinacyjnej. To między innymi dzięki niemu drużyna jest monolitem, bo pomiędzy piłkarzami „zaiskrzyło”.

Bogdan Nather