Miejsce Włókniarza jest w ekstralidze

Rozmowa z Jakubem Michalskim, prezesem Krono-Plast Włókniarza Częstochowa

Jakub Michalski pełni rolę prezesa od października 2025 roku. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

Włókniarz przegrał wszystkie mecze w tym sezonie. Niby wszyscy spodziewali się, że drużyna w takim składzie będzie skazana na porażki, ale to mimo wszystko bolesne i frustrujące dla kibiców.

- Tak, ale przy tej kwestii należy poruszyć więcej aspektów. Można rozmawiać wyłącznie o wyniku sportowym, który delikatnie mówiąc najlepszy nie jest i z pewnością oczekiwaliśmy czegoś lepszego, tu nie ma żadnych wątpliwości. Chciałbym jednak na to spojrzeć pod szerszym kątem, również tym organizacyjnym. Trzeba mówić i informować o tym, że od października zeszłego roku pracujemy bardzo mocno, aby wokół częstochowskiego żużla było lepiej. Ostatnie publiczne słowa Krzysztofa Cegielskiego czy prezesa ekstraligi Wojciecha Stępniewskiego o stabilności finansowej Włókniarza są tego najlepszym dowodem. Naszym pierwszym marzeniem było, żeby klub był stabilny i jesteśmy na dobrej drodze, aby faktycznie tak było. W niedługim czasie kilka bardzo pozytywnych informacji w tej sprawie będziemy mogli przekazać mediom, kibicom oraz sponsorom. Wracając jeszcze do wyniku sportowego. Wiedzieliśmy, że będzie bardzo trudno. Ostatni mecz z Unią Leszno (38:52) przez długi czas napawał optymizmem, do dziewiątego biegu było na styku. Fajnie, że była walka na torze, doping kibiców. Staramy cieszyć się z każdego pozytywnego elementu. Oby było ich jak najwięcej.

Szukając pozytywów faktycznie można zatrzymać się przy stronie organizacyjnej. Zawodnicy Włókniarza nie narzekają na zaległości finansowe, a nie jest to regułą w naszym żużlu. Wybiegając bardzo mocno w przyszłość, bierze pan pod uwagę, że Włókniarz pozostanie w ekstralidze, nawet jeśli sportowo się nie uda? Nie każdy klub może być pewny licencji.

- Jako prezes nawet muszę brać taki aspekt pod uwagę. Marzy mi się to, aby ekstraliga w Częstochowie została, bo miejsce Włókniarza jest właśnie tutaj. Bardzo bym chciał żebyśmy w niej zostali. Po to budujemy stabilność, po to tak dużo pracujemy, żeby Włókniarz już niedługo był w stanie walczyć o najwyższe cele. Pozytywne opinie ważnych osób w polskim żużlu o klubie naprawdę cieszą, Włókniarzowi tego potrzeba, aby nikt nie miał wątpliwości, że idziemy w dobrą stronę.

Specyfika dyscypliny jest taka, że w czerwcu, a nawet maju często drużyny mają już zbudowane zespoły na kolejny sezon. Budujecie już drużynę na rozgrywki 2027 i jak to robić, nie wiedząc w jakiej klasie rozgrywkowej będziecie startować?

- Rozmawiamy i bierzemy pod uwagę oba rozwiązania. Mogę potwierdzić, że takie rozmowy toczymy od dłuższego czasu. Jedne są mniej zaawansowane, drugie bardziej. W głowie mamy kilka opcji, ale teraz przede wszystkim musimy czekać na to, co się rozstrzygnie na torze, co przyniesie faza play down. Zobaczymy jak rynek transferowy będzie się układać, bo nikt w nieskończoność na nas czekać nie będzie. Robimy co w naszej mocy, aby przedstawiać zawodnikom dobrą perspektywę.

Włókniarz niemal wszystkie mecze w sezonie rozgrywa w piątki o godzinie 18.00, tej teoretycznie najmniej atrakcyjnej. Jak duży to jest problem dla klubu? Starzy kibice jednak mocno są przyzwyczajeni do żużla w niedzielę.

- Nie jest to dla nas łatwa sytuacja i tak naprawdę trudno jest powiedzieć coś więcej, bo tylko jeden mecz jak dotąd pojechaliśmy w niedzielę (ze Stalą Gorzów – dop. red.) i to było na tyle. Gdyby było ich więcej pewnie mielibyśmy szerszą optykę porównawczą. Ekstraliga oraz telewizja mają swój klucz układania terminów i raczej ciężko byłoby z tym walczyć. Pozostaje nam mieć nadzieję, że kibice będą z nami, nawet w piątki.

To wyjątkowo pechowy sezon jeśli chodzi o upadki oraz kontuzje zawodników. Pod tym względem Włókniarz ma wiele szczęścia, wszyscy zawodnicy są zdrowi.

- To oczywiście cieszy, że u nas kontuzji nie ma. To jest jednak taki czynnik, na który nie do końca mamy wpływ. Nie oglądamy się na urazy u innych, tylko staramy się walczyć. Trener Mariusz Staszewski szuka rozwiązań i mam poczucie, że z meczu na mecz wygląda to lepiej. Walki z naszej strony jest zdecydowanie więcej niż na początku sezonu. Chcemy, aby najlepsza forma zawodników nastąpiła w najważniejszych meczach.

Przed najbliższym meczem w Toruniu (26.06, godz. 18.00) choćby o resztki optymizmu raczej trudno…

- Nie ma co ukrywać, że jedziemy na wyjątkowo trudny teren. Mistrz Polski, mimo ostatniej efektownej wygranej nad Motorem, wciąż potrzebuje punktów, aby być pewnym udziału w play offach. Ścisk w górnej części tabeli jest bardzo duży i żadna drużyna nie może sobie pozwolić na gubienie punktów. My jedziemy zrobić swoje, czyli powalczyć na ile się tylko będzie dało.

Z racji, że jesteśmy na półmetku sezonu, zapytam o pierwsze podsumowania i pana odczucia jako prezesa Włókniarza. Wdzięczna rola?

- Fajnie jest łączyć miłość do tego sportu z codzienną pracą. Choć bywa to też zgubne, bo nagle się okazuje, że godzin przepracowanych w ciągu tygodnia jest trochę więcej niż powinno być, natomiast absolutnie nie chcę narzekać. Wciąż się uczę i każdego dnia staram się, aby w tym klubie było jak najlepiej. Zresztą, wszyscy we Włókniarzu są mocno zaangażowani w to co robią. Pierwsze plony, na razie jeszcze nie sportowe, już tego zbieramy, a wierzę, że najlepsze dopiero przed nami.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się