Miejmy głowy wysoko w górze!
Rozmowa z Patrykiem Dziczkiem, pomocnikiem Piasta, który od przyszłego sezonu występować będzie w szczecińskiej Pogoni
Głowa wysoko w górze pozwala też skutecznie walczyć w powietrzu. Tu Patryk Dziczek (z lewej) próbuje wygrać powietrzny pojedynek w derbach z Rafałem Janickim. PAP/Art Service
Z Zabrza wyjechaliście bez punktów – trochę pechowo, trzeba przyznać. Czy to był futbol, który chcecie grać – tyle że z lepszym efektem?
- Ten z pierwszej połowy – zdecydowanie tak! Gol na 1:1 trochę nam pomieszał plany i w drugiej połowie brakowało nam konsekwencji z pierwszej części gry. Zresztą Górnik zmienił swoje ustawienie przy 2:1 i dużo trudniej nam się było przebić, wyjąwszy strzał głową Jorge Felixa w poprzeczkę. Myślę, że musimy naszą wiarę w siebie i w kolejne mecze budować właśnie na tej pierwszej połowie.
W samej końcówce i pan miał dobrą okazję: piłka spadła panu przed nos tuż przed linią pola karnego. Można było przymierzyć lepiej?
- Źle ułożyłem nogę do strzału i ze złością patrzyłem, jak piłka leci gdzieś w trybuny. Cóż, szansa na poprawkę już we wtorek; trzeba się tylko dobrze zregenerować.
W Zabrzu było bodaj minus osiem na termometrze. We wtorek o 22.00 może być minus osiemnaście. Mięśnie nie odmawiają posłuszeństwa w takim mrozie?
- Z mięśniami było wszystko w porządku. Dużo bardziej przemarzała twarz. Taka temperatura na dłuższą metę nie pomaga. Mimo solidnej rozgrzewki ciało odczuwa spory dyskomfort. Ale... przeciwnicy będą mieć takie same warunki.
Lech wam nie leży. Od trzech gier – wliczając Puchar Polski – nie strzeliliście mu nawet gola...
- W Pucharze mogliśmy spokojnie wygrać, stworzyliśmy sobie dużo więcej sytuacji. Musimy o tym pamiętać i... głowy mieć wysoko w górze.
Do rodzinnych Gliwic wrócił pan z Włoch, odbudował się tutaj po zdrowotnych perypetiach. Skąd teraz ten pomysł, by macierzysty klub latem zamienić na Pogoń?
- Życie... Nie była to dla mnie łatwa decyzja. I – szczerze – nie chcę jej teraz rozkładać na czynniki pierwsze. Na razie dla mnie najważniejsze jest to, by pomóc drużynie tej wiosny, by zająć w tabeli jak najwyższe miejsce. Jako wychowanek Piasta chcę mu jeszcze oddać swe serce i ambicję w najbliższych miesiącach.
Podpisując tę umowę, nie miał pan z tyłu głowy przypadku Arka Pyrki? Odmowa przedłużenia kontraktu z Piastem spowodowała, że nie grał przez kilka miesięcy w piłkę...
- Taka decyzja zawsze należy do klubu. Fajnie, że do mojego przypadku klub podszedł inaczej. Mam szansę dalej grać, pokazywać się w meczach, w rywalizacji na treningach. Powtórzę: w tym momencie Piast i jego miejsce w lidze są dla mnie najważniejsze.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
