Michał Probierz na tak

Selekcjoner zmarnował nie tę szansę, która o wszystkim decyduje. Ta jeszcze przed nim.

Do boju! Celem mundial, czas start. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

Owszem, reprezentacja Polski spadła z najwyższej dywizji Ligi Narodów, tylko… co z tego? To jedynie jakieś czekoladopodobne rozgrywki, wyrób ledwie zastępczy, który nie powinien o niczym decydować. Trzeba produkować jakieś formaty i zarabiać pieniądze, a my się przejmujemy… Nie ma czym!

Rola służebna Ligi Narodów

Pamiętajmy – liczy się tylko to, co ważne. Także w futbolu. A w piłce reprezentacyjnej pod tym lapidarnym terminem kryje się jedynie awans na mistrzostwa świata lub mistrzostwa Europy. Tylko to jest ważne. Liga Narodów powinna wobec tych najważniejszych rozgrywek spełniać jedynie rolę służebną, znaczy być poligonem doświadczalnym dla pomysłów i testów selekcjonerskich – tak, żeby właśnie w najważniejszym momencie wypaść jak najlepiej.

Towarzyskie mecze – a tak traktuję te w Lidze Narodów – nie powinny, w mojej opinii, decydować o losie selekcjonera. Żałuję tego spadku, ale się nim nie podniecam. Paradoksalnie może nawet lepiej, że w test meczach przed eliminacjami lub w ich trakcie reprezentacja Polski będzie mierzyła się z drużynami zbliżonymi do jej potencjału, a nie ją pod tym względem przewyższającymi. Mówi się, że najwięcej można nauczyć się, grając z lepszymi, ale ciągłe bęcki mogą wpłynąć na psychikę. Czy nie lepiej mierzyć się ćwiczebnie z drużynami zbliżonymi umiejętnościami, żeby nie wyjść z tych zapasów ze zwichrowaną psychiką?

Noszenie oszczepu

Wiadomo nie od dziś, że nasza reprezentacja ma nieustannie spełniać funkcję terapeutyczną. To obciążenie: mnóstwo ludzi może dzięki niej choć na chwilę zapomnieć o codziennych problemach i poczuć się lepiej. Wśród Polaków są zarówno ludzie normalni, jak i świry. Każdy uważa, że ma święte prawo skrytykować, bo przecież reprezentacja reprezentuje również i jego. Niestety, w polskim społeczeństwie panuje zdumiewające, bo nieuzasadnione przekonanie, że nasz futbol generalnie jest mocarstwowy, tylko nieudaczni selekcjonerzy nie potrafią uwolnić jego niezmierzonego potencjału. Cóż, wyprowadzam z błędu. Naszą piłkę stać, owszem, na jakieś sukcesy czy sukcesiki, ale jednak nie cały czas. Ludzie chcieliby, żeby Polska była Herkulesem narodowych reprezentacji, niestety – jej potencjał jest taki, że może na razie jedynie nosić oszczep za Achillesem.

Daleko do „tak sobie”

Właśnie dlatego rola selekcjonera jest niełatwa: sprostać wybujałym oczekiwaniom, mając do dyspozycji generalnie przeciętną pod względem jakościowym kadrę. Tak, wiem – mamy w niej graczy wybitnych, ale bylibyśmy naiwni, sądząc, że któryś z narodów chcący zamieszać, ma w tym względzie wobec Polski kompleksy. Dajmy Michałowi Probierzowi spokojnie pracować, testować, badać i szlifować. Ma nad czym, bo – jak widać gołym okiem – nie jest idealnie. Ba, daleko nawet do „tak sobie”. Zwłaszcza w defensywie.

Czysta, żywa energia

Michał Probierz jest człowiekiem energicznym, nie brakuje mu też energii jako selekcjonerowi. Bardzo to sobie cenię, bo sam życie traktuję jako wydatek energetyczny. Reprezentacja Probierza na razie ma wiele braków, ale również jeden ważny plus – dla mnie wyjątkowo istotny. Podczas meczów jego reprezentacji nie jest, kurde, nudno! W ostatnim meczu, przyznacie, nudy nie było do ostatniego gwizdka. Probierz mówił, że chce grać ofensywnie i to jest rzeczywiście prawda. Polacy atakują! Na razie skutek jest różny, ze Szkocją rzeczywiście opłakany, na szczęście – powtórzę – to tylko Liga Narodów.

Terminy odejścia

Kiedy Probierz powinien odejść? Ależ to bardzo proste: jeśli nie awansuje na najbliższy mundial. Jeśli nie wyjdzie na nim z grupy, powinien odejść. Ale dopiero wtedy.

Paweł Czado