Miałem gęsią skórkę
Rozmowa z Carlem Hoefkensem, 22-krotnym reprezentantem Belgii, piłkarzem m.in. Club Brugge, Stoke City, West Bromwich Albion, trenerem NAC Breda
Carl Hoefkens w NAC Breda pracuje z kilkoma Polakami. Fot. Michał Zichlarz
– Kolejne wygrane oczywiście cieszą, pozwalają naszym oddanym kibicom marzyć, a to bardzo ważne, że powalczymy o tytuł, o miejsce w Champions League czy w pucharach, ale to nie jest cel, o który walczymy. My tutaj w klubie wewnątrz musimy zachować pokorę i wiedzieć, z którego miejsca przychodzimy. Jeszcze nie tak dawno, jak spojrzymy na historię klubu, to nie było za dobrze (NAC Breda latem po pięciu latach wróciło do Eredivisie – przyp. red.). Najważniejsza dla mnie jest stabilizacja, o to przede wszystkim jako szkoleniowiec muszę zadbać. Mamy spokojnie podchodzić do każdego kolejnego meczu.
Wysoka pozycja na teraz w tabeli po 10 kolejkach zapewne jednak cieszy.
– To oczywiste. Jak jednak podkreślam, musimy zachować pokorę i być uważnym, oglądając się za siebie. Celem numer 1 jest pozostanie na kolejny sezon wśród najlepszych w Holandii i pokazywanie futbolu, który podoba się publiczności. Na ten moment te cele udaje się osiągać i po tej fazie rozgrywek jako szkoleniowiec mogę być naprawdę zadowolony!
Wasz sobotni mecz z RKC Waalwijk miał szczególne znaczenie i oprawę. Wszystko działo się w 80 rocznicę wyzwolenia miasta przez polskich żołnierzy prowadzonych przez generała Stanisława Maczka. Niesamowita sektorówka z napisem po polsku „Pamiętamy”, rozpoczęcie meczu przez polskiego weterana, wreszcie oklaski w 19 minucie i 44 sekundzie. Jak pan do odebrał?
– Wiedziałem, jak to ma wyglądać, jestem świadomy historii i tego, jak ona dla Bredy jest ważna. Druga rzecz to świadomość, jak NAC jest ważną częścią miasta. Jak inni mieszkańcy też mam ogromny respekt dla tych, którzy sprawili, że możemy tutaj normalnie żyć, funkcjonować i przeżywać takie chwile, jak w meczu z Waalwijk. Dla tej polskiej pancernej dywizji, która 80 lat temu wyzwoliła Bredę, trzeba mieć ogromną wdzięczność. Fantastyczna oprawa, baner na trybunach, a kiedy polski weteran rozpoczął symbolicznym kopnięciem mecz, to proszę mi wierzyć, miałem gęsią skórkę. To było coś niesamowitego!
Wasz trening przed sobotnim meczem oglądali polscy strażacy?
– Tak. To była świetna sprawa, że przyjechali zobaczyć, jak trenujemy, jak przygotowujemy się do meczu. Ich postawa, mentalność. Te ostatnie dni w Bredzie, kiedy społeczność miasta jest po tylu latach tak wdzięczna Polakom, którzy w dużej liczbie przyjechali do miasta, to było coś wspaniałego.
W pana trenerskim sztabie asystentem jest Tomasz Kaczmarek. W zespole dwóch Polaków, bo bramkarz Daniel Bielica i napastnik Kacper Kostorz. Jak się z nimi pracuje?
– Tomasza Kaczmarka nie znałem wcześniej, ale kiedy się zetknęliśmy, to od razu dało się poznać, że to dobry szkoleniowiec. Praca z nim sprawia, że sam jestem lepszy jako trener. To świetny asystent. Do tego w zespole jest Bielica i Kostorz. To wielka sprawa, która sprawia, że klub też – jak miasto – jest powiązany z Polską.
Daniel Bielica jest numerem 1 w pana drużynie. Zagrał we wszystkich 10 spotkaniach w lidze. Jak Carl Hoefkens go ocenia?
– Bardzo dobrze sobie radzi, a pokazuje to też codzienną pracą na treningach. Widzę, jak pracuje, jak stara się, żeby iść do przodu i być jeszcze lepszym. Ma taką samą mentalność jak Kacper Kostorz. Naprawdę mogę liczyć na tych chłopaków.
Ma pan za sobą bardzo udaną karierę profesjonalnego piłkarza. Była okazja do gry z polskimi zawodnikami?
– Tak. Grałem choćby razem z Mirkiem Waligórą (było to w Lommel w latach 2001-03 – przyp. red.), ale to już wiele, wiele lat temu. Jeszcze pewnie ktoś by się znalazł, ale powiem, że kiedy jesteś w zespole, to narodowość się nie liczy. Liczy się to, co pokazujesz na boisku, jak teraz w moim wypadku jako trenera i jak jest w przypadku Daniela czy Kacpra, którzy przeżywają teraz świetny moment w swojej karierze.
Jest pan Belgiem, pracę w NAC Breda zaczął pan latem. Wcześniej pracował pan w Club Brugge czy Standardzie Liege. Jest duża różnica między klubową piłką w Belgii a Holandii?
– Te dwa krajem różnią się także piłkarsko. Liga holenderska to wyższy poziom niż w Belgii. To inny rodzaj piłki, grania. Dla mnie to świetne doświadczenie pracować w takim klubie jak NAC Breda i do tego w lidze, gdzie wcześniej sam jako piłkarz nie grałem. Cieszę się, że jestem częścią tego projektu.
Wkrótce, bo 9 listopada, mecz u siebie z PSV Eindhoven. Na własnym boisku ograliście już Ajax, więc może podobnie będzie w starciu z mistrzem Holandii?
– Przed nami jeszcze pucharowe spotkanie, jeden mecz w lidze na wyjeździe, no i kolejna wielka gra z PSV. Postaramy się powalczyć o kolejną niespodziankę.
Rozmawiał w Bredzie Michał Zichlarz
