Miała być bitwa, będzie spacerek?
Zamiast spodziewanego prestiżowego boju z Naomi Osaką, o ćwierćfinał w Melbourne Iga Świątek zagra z kwalifikantką, 168. w rankingu Maddison Inglis. Są z dwóch różnych światów, ale z Australijką łączy ją pasja do… klocków.
Pewna swego i rozluźniona Iga Świątek już chyba widzi się w najlepszej ósemce Australian Open... Fot. PAP/EPA
AUSTRALIAN OPEN
Wydaje się, że nasza wspaniała mistrzyni sześciu turniejów wielkoszlemowych dostała prezent od losu i na drodze do upragnionego tytułu w Melbourne - jedynego z wielkiej czwórki, którego dotąd nie posiadła - rozegra sparing w 4. rundzie.
Oczywiście nie można lekceważyć Maddison Inglis i dzielić skóry na niedźwiedziu, ale chyba nawet australijscy kibice nie łudzą się, że sensacyjna kwalifikantka rodem z Perth może cokolwiek zdziałać w potyczce z wiceliderką światowego rankingu. Nawet przy fanatycznym wsparciu z trybun w „Dzień Australii”, który jest obchodzony właśnie 26 stycznia, nie powinna sprawić Idze Świątek większych problemów, a kibice już wyczekiwać ćwierćfinału i prawdopodobnego wyzwania z Jeleną Rybakiną.
Osaka znów zaskoczyła
Już sam awans do najlepszej „16” wielkoszlemowej imprezy 28-letniej tenisistki, która nigdy nie przebiła się do Top 100 - dziś jest 168. - jest nie lada wyczynem, ale też „zasługą” niespodziewanej decyzji Japonki Naomi Osaki.
Była liderka rankingu - obecnie 17. - i dwukrotna mistrzyni Australian Open (2019, 21) po wygranym pojedynku z Rumunką Soraną Cirsteą napisała na Instagramie, że musiała się wycofać, „aby zająć się czymś, na co moje ciało potrzebuje uwagi po ostatnim meczu”. Japonka nie podała szczegółów urazu. „Konieczność przerwania turnieju rozdziera mi serce. Ale nie mogę ryzykować dalszych obrażeń” - dodała tylko 28-letnia tenisistka, o której było głośno także na starcie turnieju po tym, jak na mecz w 1. rundzie wyszła niczym na pokaz mody, przebrana w fikuśne i zwiewne szaty oraz w kapelusz z welonem.
Na pojedynek Świątek z Osaką ostrzyli sobie zęby kibice i fachowcy, wszak Japonkę od pół roku prowadzi były trener Polki Tomasz Wiktorowski. Miał to być rewanż za wspaniały bój w 2. rundzie Rolanda Garrosa przed dwoma laty, gdy Osaka miała dwie piłki meczowe, ale spotkanie wygrała Świątek, a później sięgnęła po tytuł.
Bez oznak frustracji
Informacja o rezygnacji Japonki pojawiła się w momencie, gdy Raszynianka walczyła o 4. rundę z Rosjanką Anną Kalinską. Po rozstrzygniętym gładko w 25 minut pierwszym secie 6:1, w drugim Iga się rozregulowała i oddała go w takim samym rozmiarze. Ale w sobotę Iga nie wykazywała oznak zniecierpliwienia czy frustracji - była spokojna, pewna siebie i w trzeciej partii znów dominowała. Po 20 minutach prowadziła 5:0 i przy swoim serwisie zamknęła mecz. - Miałam wrażenie, że nie grałam źle w drugim secie, do stanu 1:4 każdy gem mógł pójść w drugą stronę. To trochę kwestia pecha. Nie byłam zaskoczona tą sytuacją, bo Anna potrafi grać świetny tenis i może lepiej grała w ważnych punktach. Ogólnie obie grałyśmy na dobrym poziomie - podkreśliła Świątek.
Świątek z Inglis grała wcześniej tylko raz i pokonała ją pięć lat temu w Adelajdzie - potrzebował godziny i kwadransa, by zapisać po swojej stronie 6:1, 6:3. - Nie pamiętam przebiegu tego meczu. Będę musiała przygotować się taktycznie. Ma tutaj dobrą passę, a dzięki dodatkowej przerwie będzie bardziej świeża - zauważyła Świątek.
Dostała drugie życie
Inglis dostała w Melbourne niejako drugie życie i świetnie z tego „biletu” korzysta. Jej przygoda w Melbourne mogła zakończyć się już w pierwszej rundzie kwalifikacji, a więc na długo przed rozpoczęciem turnieju głównego. W starciu z Hiszpanką Leyre Romero Gormaz, w swoim pierwszym meczu sezonu, Australijka broniła dwóch piłek meczowych. Wygrzebała się jednak z opresji i rozpoczęła serię zwycięstw, która zaprowadziła ją do 4. rundy.
Jest jedyną kwalifikantką i jedną z dwóch nierozstawionych (obok Chinki Xinyu Wang), które pozostały w turnieju. I pierwszą australijską kwalifikantką, która dotarła do 4. rundy od Amandy Tobin Dingwall… w 1985 roku. Co więcej, Inglis wygrała dwa mecze po wcześniejszej serii 11 porażek z rzędu w turniejach głównej drabinki WTA; jej ostatnie zwycięstwo na tym poziomie miało miejsce… dwa lata temu podczas Australian Open!
- Móc przeżywać te chwile w Melbourne z rodziną i przyjaciółmi… To były szalone kilka tygodni, więc staramy się po prostu tym cieszyć i doceniać te momenty, bo nie zdarzają się często - powiedziała Inglis w rozmowie z wtatennis.com.
Droga… maratońska
Powiedzieć, że przebyła drugą drogę do drugiego tygodnia w Melbourne, to powiedzieć niewiele. W singlu, deblu i mikście łącznie spędziła na korcie 16 godzin i 12 minut, z czego prawie 13,5 godziny przypadło na grę pojedynczą. Spośród pięciu jej meczów singlowych aż cztery zakończyły się w trzech setach, a sześć partii z tych thrillerów rozstrzygnęło się w tie-breakach.
Dla porównania, Świątek spędziła na korcie trzy razy mniej czasu - w sumie nieco ponad 5 godzin w trzech meczach, w tym jednym trzysetowym i jednym secie zakończonym tie-breakiem.
Jeden z tych trzysetowych meczów Inglis rozegrała przeciwko swojej najbliższej przyjaciółce, innej Australijce Kim Birrell, z którą znają się od 10. roku życia, obie mieszkają na Gold Coast w Australii, a ona sama jest blisko związana z rodziną Birrell. - To było naprawdę trudne zagrać przeciwko Kim, ale takie właśnie jest tenisowe życie i jakoś trzeba to od siebie odsunąć - powiedziała Inglis, która w 2. rundzie po 3 godzinach i 20 minutach wyeliminowała doświadczoną Niemkę Laurę Siegemund.
Kupią dom z narzeczonym
Inglis nie jest jednak nowicjuszką w AO. Tegoroczny turniej jest jej czwartym od 2014 roku w głównej drabince, ale pierwszym bez „dzikiej karty”. Aż 7 razy nie zdołała przebić się przez kwalifikacje, udało się dopiero za ósmym! W 2022 roku, jako 133. w rankingu, doszła do 3. rundy, pokonała m.in. rozstawioną z nr 23 Leylah Fernandez.
Dzięki tegorocznemu występowi zdobyła już 240 punktów rankingowych i ma zagwarantowane co najmniej 320 tys. dolarów (480 tys. australijskich), wyłącznie za grę pojedynczą. W zeszłym miesiącu zaręczyła się ze swoim wieloletnim partnerem Jasonem Kublerem. Zagrali także razem w mikście w Melbourne, choć odpadli w 1. rundzie. - Ostatni miesiąc był naprawdę szalony. Kiedy Jason mi się oświadczył, to był niesamowicie ekscytujący dzień. Jest dla mnie ogromnym wsparciem. Trochę zarobiliśmy w tym turnieju. Od dawna staramy się wspólnie kupić dom, to nam w tym pomoże i jest ważne dla naszej przyszłości - przyznała tenisistka.
Zarażona klockami
Nie może dziwić, że jako mieszkanka Gold Coast uwielbia plażę. Jest też wielką miłośniczką psów. Tęskni za pupilem Bensonem, którego zostawiła w rodzinnym domu w Perth, ale ma nadzieję, że razem z Kublerem będą mogli mieć kolejnego czworonoga, gdy już wezmą ślub.
Od niedawna również została fanką… klocków Lego, co łączy ją ze swoją najbliższą rywalką. Świątek od kilku lat budowę Lego traktuje jako ćwiczenie umysłowe i relaks, a od dwóch lat jest ich światową ambasadorką. Dla Inglis to na razie prywatne hobby. - Kupiłam mały zestaw dla mojego siostrzeńca na święta i pomogłam mu go złożyć. Pomyślałam wtedy: „Wow, to naprawdę fajne!”. Od tamtej pory kupiłam już kilka zestawów. To świetny sposób, żeby się wyłączyć i stworzyć coś uroczego, a potem poustawiać to w domu. Ostatnio bardzo to lubię - przyznała Maddison Inglis.
Gdyby udało jej się też coś wielkiego zbudować na korcie w meczu z Igą Świątek, urosłoby to do rangi sensacji. My jednak stawiamy na naszą budowniczą!
Tomasz Mucha
CZY WIESZ, ŻE…
Iga Świątek jest niezwykle regularna. W wieku 24 lat może zostać najmłodszą tenisistką, która dotrze do sześciu kolejnych ćwierćfinałów turniejów wielkoszlemowych od czasów Sereny Williams (2002-03). Tylko Aryna Sabalenka ma na koncie w tej dekadzie więcej ćwierćfinałów tych imprez (14) niż Świątek (13).
CO CZEKA IGĘ…
4. runda - Inglis (168. WTA, Australia)Ćwierćfinał - Rybakina (5., Kazachstan)/Mertens (21., Belgia)
Półfinał - Pegula (6., USA)/Keys (9., USA)/Wang (46., Chiny)/Anisimova (4., USA)
Finał - Sabalenka (1., Białoruś)/Jovic (27., USA)/Gauff (3., USA)/Switolina (12., Ukraina)
