Miał gęsią skórkę

Zespół trenera Ante Szimundży jeszcze nie złożył broni i będzie walczył do upadłego o utrzymanie.

Napastnik Śląska Assad Al Hamlawi na razie strzela gole niczym karabin maszynowy, więc jego radość jest uzasadniona. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

ŚLĄSK WROCŁAW

Wprawdzie drużyna z Oporowskiej jeszcze nie wygrzebała się ze strefy spadkowej, ale po wygranej z „Kolejorzem” jej widoki na najbliższą przyszłość są znacznie ciekawsze niż były jeszcze kilka dni temu. Bohaterem ostatniej potyczki ligowej był Palestyńczyk Assad Al Hamlawi, który dwukrotnie zmusił do kapitulacji bramkarza Lecha, Bartosza Mrozka. - To był niezwykle istotny mecz dla naszego zespołu - przyznał niespełna 25-letni napastnik. - Bardzo dobrze podeszliśmy do tego spotkania, wykreowaliśmy wiele szans do zdobycia bramek. Sporo z nich było naprawdę dobrych. Czuć było dobrą energię i wolę walki w zespole. Cieszymy się tym momentem, ale walczymy dalej. Jeśli chodzi o bramki, to nie będę ich porównywał. Jedna i druga bardzo wiele dla mnie znaczą. Po takim spotkaniu wiara w utrzymanie oczywiście rośnie. Muszę jednak powiedzieć, że odkąd tutaj przyszedłem, czuję wiarę w zespole, jeden walczy za drugiego. Mamy w sobie wsparcie i razem chcemy wygrywać. Kibice dali nam mnóstwo energii, od samego początku miałem gęsią skórkę. Pierwszy raz grałem przed 34 tysiącami kibiców i cieszę się tym momentem.

Wiara kibiców

W potyczce z Lechem dobrze spisał się obrońca, Serafin Szota: - Jestem dumny z zespołu, że pokazaliśmy się naprawdę z bardzo dobrej strony, że mamy dwa zwycięstwa pod rząd i pokazaliśmy, że nie jesteśmy tylko chłopcami do bicia, a będziemy walczyć do końca - cieszył się wychowanek Startu Namysłów, który przez kilka lat grał w zespołach juniorów „Kolejorza”. - Przede wszystkim zagraliśmy bardzo dobrze jako kolektyw, cały zespół pracował w defensywie. Oczywiście jestem zadowolony z tego jak to wyglądało, ale wiemy, jaka jest sytuacja i ile jest jeszcze pracy.

Sytuacja w tabeli jest, jaka jest. Będziemy walczyć, ale to, że przyszło na stadion ponad 30 tysięcy pokazuje, jak wielki jest to klub. Ludzie w nas wierzą, wierzą w to, że możemy się utrzymać, przyszli oglądać dobrą piłkę i mam nadzieję, że ją zobaczyli. To piękna sprawa, że jesteśmy na ostatnim miejscu, a na mecz przechodzi tylu kibiców.

Odpowiednie nastawienie

Przygotowuję się do każdego meczu tak samo. Czy będzie to jedna osoba na trybunie, czy 30 tysięcy, to nie ma to w ogóle dla mnie znaczenia. Wykonuję swoją robotę, jestem profesjonalistą i tak podchodzę do zawodu. Jeżeli chodzi o nastawienie moralne, to myślę, że wektor był bardzo dobrze nastawiony od samego początku i rozmawialiśmy o tym nastawieniu, o wierze, że po prostu ona jest i będziemy walczyć do końca. Wiem, jakie słuchy były wokół klubu, wokół naszej drużyny, że jesteśmy już na straconej pozycji, że nikt w nas nie wierzy. Myślę, że to jest dobre dla nas, bo my przede wszystkim możemy się skupić na sobie. Każdy musi brać odpowiedzialność na siebie i uważam dalej, że każdy mecz to finał.

Coś nieprawdopodobnego

Niespełna 24-letni Arnau Ortiz po meczu z Lechem promieniał. - Piękne zwycięstwo, ale teraz musimy utrzymać dobry poziom, który mamy, bo tak naprawdę nic jeszcze nie osiągnęliśmy stwierdził Hiszpan. - Musimy dalej tak pracować, żeby uratować się z tej sytuacji, w której jesteśmy. Na boisku czułem się dobrze, ale mój indywidualny występ nie jest istotny, bo liczy się tylko drużyna.

Przez dwa tygodnie przerwy pracowaliśmy bardzo ciężko, chwilami nawet za ciężko. Z Lechem pokazaliśmy to, co udało nam się wyćwiczyć. Nie możemy jednak na tym poprzestać, musimy dalej trenować tak samo.

To, co się działo na stadionie, było naprawdę szalone. Nie jestem w stanie opisać słowami tej atmosfery. Mam nadzieję, że tak będzie na każdym meczu, bo potrzebujemy wsparcia kibiców. Liczę, że dalej będą przychodzić na stadion i tworzyć taką atmosferę zawsze. W Hiszpanii grałem w dużych klubach, jak Murcia i FC Cartagena, ale atmosfera tutaj jest wyjątkowa. To było naprawdę nieprawdopodobne!

Bogdan Nather