Mecz wart zapamiętania

W pierwszej kolejce Ligi Konferencji mistrz Polski spektakularnie pokonał faworytów z Kopenhagi.

Afimico Pululu zdobył dla Jegiellonii pierwszą Fot. PAP/EPA

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK

Niesamowicie rozpoczęła się historia Jagiellonii w europejskich pucharach. Na start drużyna Adriana Siemieńca musiała zmierzyć się z FC Kopenhaga. To zespół, który w poprzednim sezonie z powodzeniem grał w Lidze Mistrzów. Duńska ekipa była w stanie wyjść z grupy, w której toczyła boje z Bayernem, Galatasaray i Manchesterem United. Ze zmagań w najważniejszych klubowych rozgrywkach Europie wyeliminował ją dopiero Manchester City w 1/8 finału. Teraz ta drużyna znalazła się w Lidze Konferencji. W teorii jest najtrudniejszym przeciwnikiem białostoczan na ścieżce w fazie ligowej. Mimo tego Jagiellonia pokazała pazur i zwyciężyła!

Gol oglądany na stojąco

Wygrana była wyjątkowa, bo nic na nią nie wskazywało, patrząc na przebieg pierwszej połowy. Kopenhaga pierwsza strzeliła gola i kontrolowała spotkanie. Jagiellonia nie miała wielu sytuacji w polu karnym rywali. Dopiero w drugiej połowie błysk Afimico Pululu spowodował, że „Duma Podlasia” uwierzyła, że zdobycie trzech punktów jest możliwe. Angolczyk strzałem piętą zdobył pierwszą bramkę dla Jagiellonii w historii występów w fazie głównej europejskich pucharów. Doprowadzenie do wyrównania dało nadzieje kibicom z Białegostoku i w ostatnich sekundach spotkania ich marzenia zostały spełnione. Gdy Darko Czurlinow znalazł się w sytuacji sam na sam, wszyscy, którzy wspierali Jagę, nawet przed telewizorami, wstali. Na stojąco oglądali gola Macedończyka, który w barwach Jagiellonii zaliczył premierowe trafienie. Tym samym zapewnił swojej drużynie trzy punkty, które w przyszłości mogą się okazać niezwykle cenne.

Wsparcie od fanów

- To historyczne wydarzenie. Było to pierwsze spotkanie Jagiellonii w europejskich pucharach, nie w ramach eliminacji. Wygranie na stadionie Parken to duża sprawa, zarówno dla mnie, jak i dla całego klubu, zawodników, kibiców. Dziękuję piłkarzom i gratuluję im. Dziękuję także naszym kibicom, którzy okazali nam niesamowite wsparcie. Na stadionie było wielu sympatyków Jagiellonii. Dla nich to też będzie mecz, który będą wspominać latami. Mam nadzieję, że jeszcze będę mógł takie chwile w życiu przeżyć – przekazał po spotkaniu trener Adrian Siemieniec, który po trafieniu Czurlinowa wpadł w szał radości, jak wszyscy związani z białostockim klubem.

Piłkarskie szczęście

Należy oczywiście zaznaczyć, że w meczu można było zaobserwować element magii. W końcu zespół ze stolicy Danii w drugiej połowie kilka razy był bardzo bliski strzelenia gola, ale za każdym razem czegoś mu brakowało. Kopenhaga trafiała nawet do siatki, ale sędziowie dopatrywali się spalonych. Wydawało się, że tablica wyników jest zaczarowana, bo gospodarze powinni prowadzić, ale jej dorobek bramkowy się nie powiększał. Adrian Siemieniec nazwał to zdarzenie szczęściem. – Zdaję sobie sprawę z tego, że piłkarskie szczęście trochę nam sprzyjało. Była sytuacja w końcówce, kiedy napastnik rywali miał piłkę na głowie. Pewnie gdyby to strzelił, bylibyśmy w innych nastrojach. Jednak patrząc na przebieg meczu, porażka byłaby dużym niedosytem. Grając takie mecze, trzeba mieć szczęście po swojej stronie. Tym razem je mieliśmy i w ostatniej minucie wyprowadziliśmy tę jedną akcję, która dała nam fantastyczne trzy punkty. Takie zwycięstwo naprawdę wyjątkowo smakuje – zaznaczył szkoleniowiec Jagiellonii, który jest najmłodszym (32 lata) opiekunem zespołu spośród wszystkich trenerów występujących w Lidze Konferencji. Drugi pod tym względem jest 34-letni trener Legii Goncalo Feio.

Kacper Janoszka