Mecz o posadę
Jeśli Zagłębie Sosnowiec nie pokona Podhala Nowy Trag, Wojciech Łobodziński przestanie być jego trenerem.
Czy po dzisiejszym meczu Wojciech Łobodziński nadal ze spokojem będzie mógł patrzeć w przyszłość? Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC
W naszym przypadku to nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia, z kim gramy. Musimy zacząć punktować od pierwszego meczu, czy to miałyby być Skierniewice, czy Sandecja. Musieliśmy trochę zmienić przygotowania, bo te zespoły grają w różnych systemach, ale poza tym niewiele jest dla nas różnic. Tabela jest tak płaska, że seria dwóch-trzech zwycięstw może diametralnie poprawić naszą sytuację. Bijemy się więc o czołową szóstkę i ja to deklaruję - mówił przed startem rundy wiosennej trener Zagłębia, Wojciech Łobodziński.
Zrobiło się gęsto
O tym, że w piłce nożnej czas płynie niezwykle szybko, najlepiej pokazuje sytuacja klubu z Sosnowca. Jeszcze kilkanaście dni temu snuł marzenia o włączeniu się do gry o awans na zaplecze ekstraklasy, a tymczasem - po dwóch kompromitujących porażkach na własnym boisku - zajmuje miejsce w strefie spadkowej. Atmosfera szybko zgęstniała, a po słowach szkoleniowca, który na konferencji prasowej powiedział nie zamierza brać odpowiedzialności za wynik, zrobiło się naprawdę nieciekawie. Jak w takich okolicznościach odnajdzie się zespół, który na boisku wygląda jak zlepek przypadkowych graczy. Czy będzie chciał „umierać” za trenera? Wiadomo, że łatwiej jest zwolnić szkoleniowca niż odstawić kilku piłkarzy.
Dwa obozy
Kij ma dwa końce i wiadomo, że nikt tutaj nie jest bez winy. Katastrofalne błędy piłkarzy to jedno, ale przecież ktoś ich ściągnął. Jędrzej Zając miał wzmocnić linię obronną, a tymczasem nijak nie przekonuje. Przykład Kacpra Mironowicza, który trafił do zespołu z rezerw, dobitnie pokazuje, że może nie trzeba sięgać daleko, tylko dokładniej przejrzeć kadry osobowe będące pod ręką w klubowej akademii. Szymon Sobczak pewnie nadal potrafi wykorzystywać okazje, ale jeśli przez ostatnie miesiące tylko trenował, a nie grał, to brak czucia piłki jest tutaj normalną rzeczą. Pytanie więc, dlaczego gra w wyjściowym składzie? Inna sprawa, że archaiczne ustawienie 4-4-2 w dzisiejszym futbolu aż kłuje w oczy. Trener i transfery to jedno, ale ktoś je jeszcze musi „klepnąć”. Problem w tym, że w Zagłębiu decyzyjność rozbija się na dwa obozy: dyrektora sportowego Janusza Dziedzica i doradcy zarządu Tomasza Wichniarka. A przecież nie od dziś wiadomo, że gdzie kucharek sześć...
To nie żart
Zagłębie przegrało cztery ostatnie mecze, w tym dwa w tym roku. Nie wygrało od siedmiu kolejnych spotkań i w sobotnim (13.30) starciu z nowotarskim beniaminkiem faworytem nie będzie. Brzmi jak ponury żart, ale żartem nie jest.
Z naszych informacji wynika, że jeśli seria nie zostanie przerwana i nie będzie widać znamion poprawy, trener Łobodziński pożegna się z posadą. Giełda jego potencjalnych następców już ruszyła. Skoro mamy dwugłos we władzach klubu to i tu jedności nie ma. Jedni chcą Kamila Kuzerę, inni Kamila Kieresia. W grę ma też wchodzić wariant z powierzeniem zespołu Grzegorzowi Bąkowi, trenerowi rezerw. Za tą kandydaturą ma opowiadać się jeszcze jeden ośrodek decyzyjny w klubie...
Na jaką taktykę i skład postawi trener Łobodziński? Trudno powiedzieć. Część korekt będzie wymuszona, bo z powodu czerwonej kartki w meczu ze Śląskiem II Wrocław nie zagra Mateusz Matras, a za nadmiar żółtych pauzuje Igor Dziedzic. Kacper Skóra nadal jest kontuzjowany, a wspomniany Zając zgłosił uraz. Do dyspozycji jest już natomiast Bartłomiej Wasiluk, który odcierpiał karę za czerwoną kartkę z końcówki rundy jesiennej.
Krzysztof Polaczkiewicz
136 DNI czeka na wygraną drugoligowiec z Sosnowca.
